piątek, 12 maja 2017

Wyniki konkurso-rozdawajki!

Wyniki co prawda miały pojawić się już wcześniej, ale najpierw wyskoczyła majówka (nie wiem, dlaczego wcześniej nie przewidziałam jej istnienia), a później komputer płatał figle - w sumie nadal to robi, jednak w mniejszym stopniu. Nie przedłużając, przejdźmy do wyników pierwszego konkursu na blogu!

sobota, 6 maja 2017

Anioły, demony i Bóg, czyli słów kilka o religii w serialach


Bóg zawsze pozostawał enigmatyczny dla człowieka, lecz mimo to zapragnęliśmy go przedstawiać; jego nieodgadnioną postać widzimy na obrazach, śpiewamy o Nim pieśni oraz pokazujemy na ekranie. Główne pytanie w tym poście, nie dotyczy tego czy jest to obrazoburcze, czy wręcz przeciwnie. Zamiast tego warto rozważyć szeroką interpretację istoty boskiej na ekranie. 

Aby nie zapanował tu chaos warto zacząć od produkcji, które przenoszą nas w czasy odległe tak, by później wrócić do tych bardziej współczesnych obrazów. Należy się więc cofnąć do wieku, w którym panowali królowie, zadaniem królowych było rodzić silnych chłopców, a bękarci w najlepszym wypadku pałętali się po zamku. Seriale w tej osi czasowej dość zgodnie przedstawiają wizję świata - władcy byli uznawani za wybranych przez bogów, co oczywiście zręcznie wykorzystywali. Za to Watykan trudno było nazwać Kościołem miłosierdzia, byli raczej państwem o ogromnych wpływach i ambicjach, które dyktowało warunki wielu europejskim krajom. Kurtuazyjnych księży oraz manipulację zwinnie pokazuje ,,Reign''. Nikt nie zapomina o skazywaniu na śmierć z powodu herezji, nikt też nie pomija wojen domowych na tle religijnym. Serial nie ocenia która religia jest lepsza, nie poddaje wątpliwości istnienie Boga, lecz kładzie cały ośrodek ciężkości na spór protestantów z katolikami. Nie jest komentarzem do sprawy, zamiast tego pokazuje obydwie strony konfliktu, pozwalając samemu przeanalizować sytuację. Jak widać produkcje osadzone w średniowieczu do temu podchodzą dość zgodnie, czasami też drastycznie, gdy wymaga tego sytuacja, np. ,,Vikings'' nie szczędzi pokazywania drastycznych scen. 

Całkiem podobnie sytuacja wygląda kilka-tysięcy lat później, co obrazuje choćby ,,Ripper Street''. Dyskusji na temat istnienia Boga jest niewiele, za to wszyscy prowadzą ożywioną polemikę nad właściwością religii i zadawaniem pytań, o to która wiara jest dobra, co jak wiadomo prowadzi do przemocy.

Więcej różnorodności mamy w serialach współczesnych, które z kolei dzieją się na dwa rodzaje - te, które są interpretacją Pisma Świętego oraz te będące komentarzem społecznym. Jedna z najbardziej popularnych interpretacji to oczywiście ,,Supernatural''. Na początku serialu widujemy jedynie bóstwa pogańskie, lecz już w czwartym sezonie twórcy wprowadzili także anioły, demony, a później nawet samego Lucyfera oraz Boga. Z jednej strony ,,Supernatural'' w dużym stopniu opiera się na prawdzie chrześcijańskiej, z drugiej potrafi wprowadzić spore kontrowersje szczególnie w konserwatywnych środowiskach katolickich. Bracia Winchester odkrywają, iż anioły to tak naprawdę jedna wielka hierarchia dupków, które nie dbają o interes człowieka; wolą powtarzać jak mantę, że są tylko żołnierzami Boga, który notabene zniknął z pola widzenia. Lucyfer za to dostaje głos, który sprawia, że zaczynamy rozważać czy na pewno jest to kategorycznie zła postać. Upady anioł mówi o miłości do ojca, jednocześnie pokazując widzowi, iż tak naprawdę zależało mu na uwadze. Monolog Lucyfera z czasem zostaje ładnie zastąpiony polemiką z Bogiem, przez co historia nakreślona jest z dwóch perspektyw.

Dean Winchester ładnie przedstawia całą ludzką frustrację słowami: ,,Ludzie modlili się do ciebie. Ludzie budowali dla ciebie kościoły. Walczyli w wojnach w twoim imieniu, a ty nie zrobiłeś nic''.

,,Supernatural'' ładnie wplata w swoją fabułę mistyczne przedmioty (choćby Trąby Jerychońskie), które według wierzeń mają nadprzyrodzone moce lub szczególne znaczenie, jednocześnie dodaje także swoje elementy - twórcy uczynili Boga zwykłym człowiekiem, który jest bi, gra na gitarze i nie słucha modlitw. Jedynym słowem je bekon i nie przejmuje się losem ludzkości.  

Całkiem ciekawym przykładem jest również ,,Lucifer'', który miał być ekranizacją komiksu, jednak trudno określić  na czym tak naprawdę opierają się twórcy - Biblii czy właśnie rozrywkowym komiksie.  Ten serial w przeciwieństwie do ,,Supernatural'' nie opiera się tak mocno na jakimkolwiek pierwowzorze. Nie wchodzi też w polemikę między ojcem a synem, czyli Bogiem a upadłym aniołem. Tak naprawdę wszystko co wiemy na temat Stwórcy to doniesienia Lucyfera, które nie mogą być obiektywne z oczywistego powodu. Według diabła ojciec niesprawiedliwie go ukarał i odciął się od rodziny, poza tym Twórca wielokrotnie jest wspominany jako ten nieobecny. Warto też zaznaczyć, że w ,,Luciferze'' oprócz archaniołów pokazuje się również ich matka - żona Boga.

Może ,,Lucifer'' nie przedstawia dobrze Boga, lecz skupia się całkowicie na antybohaterze, czyli Lucyferze, którego pokazuje podobnie jak w ,,Supernatural'' nie jako obiekt całego zła - sama postać wspomina nawet o tym, jak ludzie zarzucają mu wszystkie grzechy, choć on tak naprawdę nie ma z tym nic wspólnego.

Lucyfer całkowicie nie rozumie satanistów i nie chcę by ktokolwiek składał jakiekolwiek ofiary w jego imieniu. 

Specyficznym zabiegiem jest wykorzystywanie pewnych kwestii opartych na wierze, jednocześnie nie trzymając się żadnych pierwowzorów - przykładem jest ,,The Vampire Diaries'', gdzie twórcy utworzyli piekło, jednocześnie trochę pomijając niebo. Natomiast diabeł to czarnoskóry facet, który został spalony na stosie. Taka wersja wydarzeń kompletnie mnie nie satysfakcjonuje, a poza tym nie wyjaśnia jak utworzono wymiar dla dobrych dusz - niebo. Skoro Julie Plec postanowiła wytłumaczyć powstanie piekła niezwykłą mocą czarownika, którego spalono żywcem to powinna również zająć się tą dobrą stroną, prawda? Takie seriale potwierdzają, że najlepsze twory powstają, gdy jednak staramy się przeinaczać materiał źródłowy, a nie wyciągać z niego tylko te elementy, które akurat dla dobra fabuły się przydadzą - wówczas łatwo się zamotać i zamiast dopracowanego świata wychodzi armagedon.

Czujecie ten dreszczyk na widok szatana?
Ja też nie.
Skoro jesteśmy jeszcze przy tych dwóch pozaziemskich wymiarach - niebie i piekle - chciałabym im poświęcić przynajmniej jeden akapit. Ich obraz potrafi się bardzo różnić - szczególnie ten dotyczący piekła. Niebo oczywiście z natury jest skupiskiem dusz dobrych oraz czystych, więc musi być także dobre dla swoich ''towarzyszy'' ta zasada nigdy nie zostaje zachwiana. W ,,Supernatural'' niebo składa się z twoich najlepszych wspomnień, a w ,,The Vampire Diaries'' po śmierci po prostu spotykasz się z rodziną. Ciekawiej jest w piekielnym wymiarze, w ,,Supernatural'' jesteś codziennie torturowany, jednak demony dają ci wyjście; możesz być dalej poddawany katuszą albo odpowiedzieć ,,tak'' i zadawać ból innym. Warto również pamiętać, że w tym wymiarze czas płynie oczywiście o wiele wolniej. W ,,Luciferze'' za to wszystko skupia się wokół twojego największego grzechu, więc jeśli udusiłeś biednego staruszka to przeżywasz tę chwilę w kółko na nowo. Obraz równie straszny próbowali zarysować scenarzyści ,,The Vampire Diaries'', jednak zdawkowali nam informacji do tego stopnia, iż o piekle wiemy jedno - jest straszne.

Co by się nie działo piekło zawsze musi przerażać - czasami nawet samego diabła.

Kolejna grupa seriali to te będące komentarzem do Biblii lub działań religijnych. Przykładem jest choćby ,,Mr. Robot'', który podczas dwóch sezonów zdążył przyzwyczaić widzów do celnych uwag na najróżniejsze tematy. Nie obyło się więc bez kilku zdań o religii. Elliot nie pije do żadnej wiary bezpośrednio. Traktuje je właściwie tak samo - jak dilera, który uzależnia od jednej szczególnie istotnej dla ludzkości rzeczy, od nadziei. Boga porównuje do swojego wymyślonego przyjaciela zadając innym pytanie: ,,Skoro nie słucham swojego wymyślonego przyjaciela, dlaczego miałbym słuchać waszego?''. Podobnie do tematu podchodzi ,,Sherlock'' - swoją drogą dziwnie by było, gdyby detektyw opierający się jedynie na nauce wierzył w istnienie siły nadprzyrodzonej. Według Holmesa ,,Bóg to absurd wymyślony, przez dyletantów zwalających odpowiedzialność na niewidzianego kumpla''.  Zarówno ,,Mr. Robot'' jak i ,,Sherlock'' to produkcje, które na co dzień nie poruszają tematyki religijnej, jednakże gdy już się  za te zagadnienia zabiorą, to poświęcają im kilka dobitnych zdań. 



Wcześniejsze pozycje to głównie produkcje, które obnażają religie, wskazują jej mankamenty lub całkowicie podważają istnienie boskich istot. Oczywiście w popkulturze bytuje również kino bardziej przychylne chrześcijanom; przykładem może być choćby mini serial - ,,The Bible''. Produkcja jest zrealizowaną z rozmachem rekonstrukcją wydarzeń opisanych w Starym i  Nowym Testamencie. Serial puszczano w czasie Wielkanocy, przez co zdobył sporą oglądalność  oraz całkiem pozytywne oceny publiczności.  Oprócz typowego przełożenia pierwowzoru na ekran, powstają także całkiem ciekawe propozycje, w których twórcy usiłują dodać drugiego dna znanym już postacią. Z taką propozycją wyszedł choćby Netflix, który pracuje nad wersją uwspółcześnionego Jezusa w serialu ,,Messiah''. Wszystkie te tytuły mają jednak to do siebie, że są stricte religijne. ,,The Bible'' jest po prostu kalką Biblii, a głównym wątkiem ,,Messiaha'' mają być cuda Jezusa i choć ta druga produkcja jest już krok bliżej ku współczesnemu odbiorcy, to na moje oko nadal brak tu innych wątków, które zaciekawiłyby odbiorce, a czasami przydałoby się także więcej interpretacji własnej. Problem z tworami patrzącymi na religie przychylnie pojawia się wtedy, gdy produkcja nie ma nic więcej prócz wiary do zaoferowania. Przy ,,Supernatural'' występuje całe spektrum innych wątków, w ,,Luciferze'' mamy choćby wątek miłosny lub sprawy kryminalne, a ,,Mr. Robot'' to świetna opowieść o człowieku chorym psychicznie, lecz niezwykle inteligentnym. Co za to nowego przedstawi ,,The Bible''? 

,,The Bible'' może i jest ładnie zrealizowany, jednak wątek religijny nie stanowi dodatku, a cały człon historii. Nie ma tu też interpretacji, którą tak bardzo lubię. 
Mam wrażenie, że ten post spokojnie mógłby mieć długość wszystkich tomów z sagi ,,Pieśni lodu i ognia'' George'a R.R. Martina, a i tak nie wyczerpałaby tematu. Warto jednak dojść do pewnej konkluzji; moja jest taka, że biorąc się za tematy religijne warto interpretować, bawić się w oparciu o źródła, a nie żelazne trzymać się jednego obrazu. Należy też przestrzegać się przed przedstawianiem postaci tylko z jednego punktu widzenia - polemika zazwyczaj daje o wiele lepszy efekt w odbiorze bohaterów i wprowadza zgrabnie pewien dynamizm. Niemniej jednak sprawy wiary oraz boskich istot uważam za niezwykle ciekawe, gdyż te zwyczajnie wzbogacają serial. 

Jak wy zapatrujecie się na takie tematy w popkulturze? 
  

poniedziałek, 1 maja 2017

Serialowe zapowiedzi / maj 2017

W tamtym miesiącu umieściłam na liście prawie piętnaście naprawdę różnorodnych premier - od tych czysto rozrywkowych jak ,,Famous in Love'', przez wstrząsające jak np.  ,,The Handmaid’s Tale'', a kończąc na tych historiach z zabarwieniem historycznym typu ,,Genius''. Dzisiaj tytułów o połowę mniej, ale i tak jest dobrze, bo różnorodnie. 


,,4 Blocks'' 8 maja (TNT Polska)
,,4 Blocks'' to niemiecki miniserial, opowiadający o żydowskim klanie mieszkającym w jednej z dzielnic Berlina. Głównym bohaterem jest Toni Hamady, który już niebawem ma stanąć na czele arabskiego klanu, lecz w rzeczywistości bohater chciałby rozpocząć spokojne życie z dala od swojej kryminalnej przeszłości. Jego plany krzyżuje policyjny nalot, podczas którego zginie jeden z funkcjonariuszy. Toni, by ocalić działalność klanu, będzie musiał przejąć stery rodzinnego interesu, a jego brat Abbas wcale nie ułatwia mu tego trudnego zadania. 

Serial na pewno godny zapamiętania, bo jest jedyną produkcją europejską z listy przedstawionych premier. Mam nadzieję, że pomimo nieefektownego trailera będzie dobry.


,,Anne''  12 maja (Netflix)
Nieskrycie przyznam, że popularność i ''zajawka'' na ten serial niesłychanie mnie dziwią. Seriali, które byłby ekranizacją ,,Ani z Zielonego Wzgórza'' było sporo, filmów jeszcze więcej, a mimo to ludzie nadal chcą to oglądać. Tym razem Netflix przygotował osiem odcinków, które mają nam przedstawić losy Anni, walczącej o swoje miejsce na świecie.


,,I Love Dick'' 12 maja (Amazon)
,,I Love Dick'' to serial oparty na powieści autorstwa Chrisa Krause z 1997 roku, o tym samym tytule. Opowiada o nowojorskiej reżyserce o imieniu Chris, która tymczasowo przeprowadza się do teksańskiego miasteczka, gdzie jej mąż posiada rezydencję. Pośród ciszy, dzieł sztuki i stepowej przyrody, Chris poznaje sławnego naukowca Dicka. Irytująca, lecz urzekająca wymiana zdań z zagadkowym macho rozbudza w bohaterce gwałtowne emocje.


,,Downward Dog'' 17 maja (ABC)
,,Downward Dog'' jest komedią o… gadającym psie. Fabuła skupia się na Nan, która prowadzi wyjątkową relacje ze swoim psem, Martinem. Historia opowiadana jest z perspektywy psa.


,,The Keepers'' 19 maja (Netflix)
,,The Keepers" to nowy serial dokumentalny Netfliksa, który przedstawia historię morderstwa zakonnicy.  Cathy Cesnik była zakonnicą i nauczycielką w katolickiej szkole w Baltimore. 7 listopada 1969 roku została zamordowana, a jej ciało znaleziono dopiero dwa miesiące później. Morderstwo zakonnicy do dziś pozostaje nierozwiązane. Serial będzie się składa się z 7 odcinków.


,,Twin Peaks'' 21 maja (21 maja Showtime i 22 maja HBO Go)
Z jednej strony ,,Twin Peaks'' nie powinno się tu znaleźć, bo serial wraca z trzecim sezonem, jednak z druga strona medalu mówi, że jest to powrót po ponad dwudziestu latach! Niewiele jeszcze wiadomo co ukaże się w trzecim sezonie, ale na pewno będzie o tym głośno. 


,,Delicious'' 26 maja (Acorn TV)
O tej produkcji informacje są dość oszczędne - wiadomo tylko, iż ma to być coś na pograniczu dramatu a komedii, której głównym tematem będzie jedzenie, miłość oraz niewierność w malowniczej Kornwalii. 


,,Long Strange Trip'' 26 maja (Amazon)
Nowy miniserial dokumentalny od Amazona owiany jest na razie tajemnicą - polskie strony całkowicie o nim milczą, a na zagranicznych są tylko cząstkowe informacje. Nie mniej jednak wiadomo, iż jest to dokument o znanym zespole Grateful Dead. 

[ Na razie Amazon nie udostępnił trailera]

To by było na tyle z serialowych premier maja. Mogłabym napisać, że jestem nieco zawiedziona, bo jedynie ,,4 Blocks'' wydaje się serialem w moim guście, jednak szczerze mówiąc oddycham z ulgą, bo mam jeszcze do nadrobienia mnóstwo ubiegłych premier, np. ,,Legion'' (obejrzałam pilota, ale zapowiada się cudownie), czy ,,Geniusza''. Jakie tytuły was zainteresowały? 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Obowiązkowy gej, czyli nowa moda albo społeczne przyzwolenie.


W produkcjach stricte młodzieżowych ze szkołą w tle bardzo często buduje się społeczność szkolną na zasadzie - diva, główna bohaterka będąca zazwyczaj miła, mięśniak grający w futbol i... homoseksualista! To już swego rodzaju rutyna przedstawiania uczniów, ale czy słuszna?


Umieszczenie osoby o innej orientacji jest poniekąd przyzwyczajaniem publiczności do odmienności. Uważam, że telewizja nie jest w stanie zmienić nastawienia zagorzałego przeciwnika homoseksualizmu, jednak wiele osób (szczególnie młodych) nie ma jeszcze wyrobionej żelaznej opinii na ten temat, ciągle waha się ze swoimi zdaniem ze względu na poglądy rodziny, swą wiarę, która potępia tę miłość czy inne stereotypy, których słuszności nie potrafi zweryfikować. Telewizja w pewnym stopniu może ich choćby zainspirować do szukania głębiej w temacie. Poza tym sądzę, iż gdybyś postawili koło siebie dwóch ludzi - człowieka A o imieniu Adam i człowieka B o imieniu Bartek. Wyobraźcie sobie teraz, że człowiek A przez całe życie widział na ekranie, jak osoby tej samej płci się całują; jest więc przyzwyczajony do tego widoku. Teraz człowiek B, on z kolei nigdy nie oglądał czegoś takiego. Co by się stało, gdyby tych dwóch panów posadzić na przeciw homoseksualnych osób? Jestem niemal pewna, iż Bartek zareagowałby o wiele impulsywniej i nie wiedziałby gdzie podziać oczy, kiedy to Adam miałby z tym mnie kłopotu, gdyż przyjąłby to za naturalne zachowanie. Dlatego samo pokazywanie osób z mniejszości orientacyjnych jest wręcz  w pewien sposób pożądane, a na pewno nie szkodliwe. 


Z drugiej strony jednak  osoba homoseksualna często jest traktowana tak jakby jej jedyną cechą była właśnie orientacja seksualna; nie ma pasji, zainteresowań, charakteru, ani żadnej ciekawej historii do opowiedzenia oprócz upodobań związanych z orientacją. Często twórcy płytkich młodzieżówek tworzą geja na podstawie utartego schematu - dobrze ubrany, trzyma się z dziewczynami, ma wyraźną ekspresję, kocha zakupy oraz stroni od przemocy i sportu. Niektórzy mogą sobie nie zdawać sprawy, iż orientacja i styl nie zawsze idą ze sobą w parze, co momentami degraduje homoseksualistów do roli lalki, która chciałaby chodzić w sukienkach. Poza tym im więcej takich schematów widzimy, tym częściej sami (czasami nawet nieświadomie) stawiamy na kimś krzyżyk, bo skoro chłopak trzyma się z przeciwną płcią, nie z chęcią umówienia się, to coś musi być z nim nie tak. Mamy więc spoty problem z kreacją homoseksualistów.

Poza tym często takim osobnikom brakuje historii czy problemów orientacyjnych. Ten temat jest zazwyczaj pomijany. Rozumiem, że mentalność w innych krajach może sporo się różnić choćby od tej naszej Polskiej, która jednak w większości składa się z homofobii, jednakże wciąż zadziwia fakt, że trudno znaleźć produkcję o braku akceptacji homoseksualistów lub choćby problemie z odkrywaniem tej orientacji. Bądź co bądź popkultura czy otaczające nas społeczeństwo najczęściej  za wzór dobrej pary, pokazuje nam dwóch białych ludzi heteroseksualnych. Wychowani więc w tym hermetycznym światku oraz kulturze odkrywając, że nasze poglądy nie zgadzają się nurtem nas otaczającym, możemy mieć problemy z akceptacją samych siebie. Zastanawiam się, czy nie pokazywanie awersji do tej odmienności, jest spowodowana udawaniem, że jej nie ma (tak robią choćby władze rosyjskie), trudną tematyką czy może faktem, iż twórcy uważają to za nieludzkie i nie chcąc dać takiego przyzwolenia publice, zwyczajnie nie wywołują diabła z lasu, bo jak wiadomo i za oceanem występuje homofobia; w Wielkiej Brytanii szerzy ją głównie Kościół, za to w samym USA w 2004r. 15,6%  zgłoszonych zbrodni nienawiści odbyło się przez nietolerancję spowodowaną odmiennością seksualną. Jeden z nastolatków został nawet zabity przez własnych rówieśników!


Ciekawym zjawiskiem jest też fakt, że reprezentacja osób homoseksualnych jest w znacznie większej części męska. Z jakiegoś powodu na ekranach widzimy mniej lesbijek niż gejów. Zastanawiałam się nad tym i bardzo prawdopodobne jest to, że kino w gruncie rzeczy od zawsze było męskie (stosunek aktorów do aktorek jest o wiele większy), więc nikt tego nie zmienił - po prostu nadal zatrudnia się więcej panów niż pań.  Poza tym możliwe, iż to właśnie mężczyzn częściej dotykają stereotypy związane z orientacją - jak się dobrze ubierasz jesteś gejem, kolegujesz się z dziewczynami definitywnie gej, a jeśli przyznajesz się do homoseksualizmu to pewnie jesteś słaby i tak w kółko Macieja. Natomiast o kobietach nie słyszałam takich uwag, choć pewnie i tak jakieś zdążyły się już zakorzenić. 


W swoim poście nie mam zamiaru rozliczać wszystkich możliwych seriali, z tego czy przedstawiają geja czy lesbijkę dobrze czy też nie, jednak zastanówcie się ile razy widzieliście postać homoseksualną, która była naprawdę ciekawa, a ile razy byłą tam wrzuca jakby na siłę... No i koniecznie napiszcie co o tym myślicie

piątek, 21 kwietnia 2017

Polska w słodkiej otoczce New Adult, czyli nieco o ,,Jak Powietrze'' Agaty Czykierdy-Grabowskiej.

Są książki, których premierę przechodzimy na blogosferze z niemałym szumem. Właśnie taką pozycją było ,,Jak powietrze'' debiutujące w ubiegłym roku pod wspaniałym (lecz nieprawdziwym) hasłem marketingowym, które zdawało się krzyczeć z każdego zakątka internetu o pierwszej polskiej powieści  New Adult. Okropne z tego kłamstwo, jednak reklama skutek przyniosła. Szkoda tylko, że jaskrawe grafiki nie odwzorowują treści. 


       

środa, 12 kwietnia 2017

,,Mr. Robot'' czyli sztuka pokazywania czegoś pozornie nudnego. / Serialowy kącik #4

,,Mr. Robot'' to nie tylko niestandardowe ujęcia, niespotykana tematyka, ale także kawał intelektualnego kina, po którym można mieć niezłą ''schizę''. Elliot Alderson to bohater zbudowany z niezwykle popularnych przymiotów - aspołeczny narkoman uważający, że nie ma problemu z odstawieniem, a na dodatek haker. Dużo się zmienia, gdy poznaje tytułowego Mr. Robota, który chcę go zwerbować do grupy hakerskiej. Z kolei ta za cel obrała sobie największy konglomerat, który niegdyś bez mrugnięcia okiem zdecydował o śmierci m.in. ojca Elliota, gdyż zataił informację o zbyt dużym stężeniu szkodliwych substancji w jednej z fabryk.


Zanim przejdę do kwestii, które całkowicie mną zawładnęły musimy przebrnąć przez nudny początek, czyli pilot oraz następne trzy odcinki. Właśnie tyle minęło zanim naprawdę serial zrobił na mnie wrażenie. W tym wstępie posiadającym wiele dłużyzn dostrzegłam niekonwencjonalne ujęcia całkowicie sprzeczne z podstawowymi zasadami kręcenia - postacie w kątach kadrów, natomiast 3/4 miejsca wokół nich to przytłaczająca przestrzeń. I choć doceniałam piękno zdjęć to jednak cały czas zachodziłam w głowę jak to zrobiło taką furorę. Dlatego też jest to produkcja dla wytrwałych.

Po tych kilku mdłych epizodach wciągnęłam się jak głupia. Dlaczego? Po pierwsze: narracja z perspektywy Elliota, któremu lepiej nie ufać. Za pomocą narracji Sam Esmail (reżyser) potrafi nieźle namieszać w głowie. Anderson podaje przekręcone nazwy instytucji, której nienawidzi, zwraca się do widza jak do swojego wyimaginowanego przyjaciela, co burzy czwartą ścianę, a ponad to jesteśmy świadkami jego naprawdę dziwnych halucynacji po narkotykach. Elliot zauważa też wszystko to czego my codziennie zdajemy się nie widzieć - sztuczność, władzę marek nad człowiekiem i cały ten syf wokół. Mimo brania morfiny i niezbyt towarzyskiego usposobienia, Elliot ma serce po właściwej stronie, co sprawia, że można mu z uśmiechem kibicować... albo współczuć.


Po drugie: hakowanie. Nie jestem całkowitą nogą z informatyki, ale aby cokolwiek samodzielnie zhakować potrzebowałabym tysiąca lat świetlnych nie będę więc udawać, że znam się na tym całym procesie, jednakże wiele osób ''siedzących w branży'' mówi jedno; ten serial naprawdę pokazuje jak wygląda hakowanie. Jasne, na ekranie wszystko dzieje się nieco szybciej, a niektóre dane ze względu na bezpieczeństwo są podane błędnie (adresy IP), ale jednak hakowanie nadal jest tym samym mechanizmem. Esmail zatrudnił nawet specjalną osobę do sprawowania pieczy nad poprawnością komputerowych trików.

Zagadnienia hakerskie to jedno, ale twórca posunął się też do rozwiniętego wątku psychologicznego. Wyszło mu to cudownie, głównie przez zaskakiwanie i zwodzenie widzów. Nigdy do końca nie wiesz czy to realia, czy też pokrętna wyobraźnia Elliota. Taki zabieg ciekawie pokazuje jak człowiek subiektywnie przetwarza informacje. W końcu to właśnie robi haker, przetwarza informacje na swój sposób. Rzeczy istotne dla niego, nie są takie dla innych, więc całkowicie odmiennie je ''przefiltrowuje'', o czym ładnie powiedział w jednym z epizodów Elliot; 


To pytanie nie tylko dla umysłu, ale dla oczu i uszu. Ale czy to nie to samo? Czy zmysły nie są czujnikami dla mózgu? Jasne, polegamy na nich, ufamy, że trafnie odzwierciedlają otaczający nas świat, ale co jeśli tak nie jest? Jeśli to, co postrzegamy, nie jest prawdziwym światem, tylko przypuszczeniem naszego umysłu? Jeśli wszystko, co mamy, to tylko zniekształcona rzeczywistość, zamazany obraz, którego nigdy w pełni nie zrozumiemy.



Coś co chciałam pochwalić na samym początku to aktorstwo. Christian Slater... Nie wiem nawet co dodać; gość ma taką charyzmę grając Mr. Robota, że nie wiem co robił przez całe życie, że go nigdzie nie widziałam. Z drugiej strony nie wiele straciłam od strony wizualnej, bo to typowy aktor spod znaku im starszy tym lepszy. Jeśli nie wierzycie mojemu osądowi to Złoty Glob zgarnięty przez Slatera za tę rolę może potwierdzić, że był rewelacyjny. Oczywiście oprócz tej jednej kreacji  jest też Remi Malek (główny bohater). Co ciekawe jak na publiczną telewizję, facet ma interesującą urodę i gra całkiem dobrze mimo niełatwej roli. Fobie, wycofanie, stany lękowe czy przedawkowanie to tylko niektóre reakcje, które muszą być przez niego odegrane.

Oprócz gry aktorów istotne jest też dobre rozpisanie postaci tak aby zainteresowały, a najlepiej jeszcze zaskakiwały. W ,,Mr. Robocie'' podoba mi się fakt, że bohaterowie nie są traktowane po macoszemu. Każdy ma swój czas ekranowy, który pokazuje ich problemy, życie prywatne i pozwala przechodzić pewną ewolucję. Nie są to też postacie robione od linijki, czyli pełne schematycznych rozwiązań. Jasne, Sam Esmail pokazuje pewien przekrój postaci - muzułmanie, homoseksualista, zwykła dziewczyna o wybuchowym temperamencie, ale nie są to charaktery wpisane na siłę, nie są też sztampowi. Homoseksualista nie równa się tak dobrze znanej z innych show ekspresji, a muzułmanka nie musi być cichą myszką, nie potrafiącą się nikomu przeciwstawić.


Już wcześniej napisałam o cennych uwagach Elliota (i nie tylko), teraz przydałoby się rozwinąć ten atut. Kilka przykładów:

Prawdziwa odwaga polega na byciu uczciwym wobec siebie. Zwłaszcza, gdy jest to trudne.

A ty jesteś prawdziwy? Cokolwiek tutaj jest? [...] Syntetyczne emocje w pigułkach, wojna psychologiczna w formie reklam, wpływająca na umysł chemia zwana jedzeniem, pranie mózgu przez media, odizolowanie się i ucieczka w media społecznościowe. ''Prawdzie''? Chcesz gadać o tym co jest prawdziwe? W tym stuleciu nie byliśmy nawet blisko tego, co prawdziwe. Wyłączyliśmy to, wyjęliśmy baterię wyrzucając pozostałości do wiecznie rosnącego śmietnika ludzkiego stanu. Mieszkamy w domach oznakowanych przez korporację, skaczących nam do oczu poprzez wszechobecne bilbordy, spychając nas w największy hipnotyczny sen w historii ludzkości. By znaleźć coś realnego trzeba kopać naprawdę głęboko. Żyjemy w imperium bzdur. [...] Jestem równie prawdziwy co burger w restauracji.

Świat jest niebezpiecznym miejscem, Elliocie, nie z powodu tych, którzy czynią zło, ale z powodu tych, którzy widzą zło i nic nie robią. 


Podsumowując, ,,Mr. Robot'' nie jest produkcją dla każdego i z pewnością nie zachwyca od pierwszej minuty (chyba, że mówimy o doznaniach estetycznych). Mimo to jest serialem wyłamującym się z sztywnych ram; kadry wyglądają tu inaczej, postacie nie wpisują się w żadne zasady, a problem chorób psychicznych ugryziony jest z całkiem innej strony.

Ps. Zdradzę, że to pierwszy serial po którym załapałam tzw. kaca. W sumie nadal się z niego zbieram, odliczając jednocześnie dni do trzeciego sezonu ,,Mr. Robot''.

Ps2. Lubicie takie cięższe, ambitniejsze klimaty w serialach?  Czy może wspominane wątki choćby psychologiczne was odstraszają?

Dokumento-pamiętnik, czyli jedną nogą w Londynie! / ,,Herbatka o piątej'' Billy Bilson

Ostatnio przywykłam mówić, że nie czytam jednego gatunku. O ile jeszcze rok temu zamykałam się na romanse i młodzieżówki tak teraz w mojej biblioteczce jest istny misz-masz, ale muszę się przyznać, że reportaży jeszcze nigdy nie czytałam - do teraz!

Książkę można kupić m.in na Woblink.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon .