wtorek, 1 maja 2018

Serialowe zapowiedzi / maj 2018

Premier niby jest mniej niż ostatnio, ale ku uciesze maturzystów mogę spokojnie stwierdzić, że i tak jest co oglądać. O to seriale, które będzie można zobaczyć w maju ↓

„Being Serena” 2 maja
Stacja: HBO Kraj: USA Ilość odcinków: 5 Długość odcinków: - Opis: Serial opowie historię świetnej tenisistki, której życie zmieniało się przez lata. Produkcja dotknie m.in. tematu ciąży i skomplikowanego porodu sportsmenki.
Zwiastun:

„Cobra Kai” 2 maja
Stacja: Youtube Red Kraj: USA Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: ok. 30 minut Opis: 34 lata po wydarzeniach z filmu „Karate Kid”, ścieżki Johnny'ego i Daniela po raz kolejny się krzyżują. Gdy Johnny zauważa, jak wielki sukces odniósł jego dawny rywal, postanawia ponownie otworzyć szkołę walki, której niegdyś był uczniem.
Zwiastun:
..The Rain” 4 maja
Stacja: Netflix Kraj: USA, Dania Ilość odcinków: 8 Długość odcinków: ok. 45 minut Opis: 8-odcinkowy duński dramat post-apokaliptyczny od razu narzuca pewne skojarzenia do niemieckiego ,,Dark”. Po pierwsze, bo to kolejny, aczkolwiek nieliczny europejski serial Netflixa, po drugie z powodu klimatu post-apo, a po trzecie za sprawą fabuły, bowiem ta rozgrywać się ma dziesięć lat po tym,jak większość mieszkańców Skandynawii została wytrzebiona w wyniku katastrofy biologicznej. Bohaterami serialu jest rodzeństwo, które w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia przemierza kraj. Pomaga im w tym laptop ich ojca zawierający informacje o wirusach i zagrożeniach jakie niesie nowy świat. Na swej drodze napotykają kolejnych ludzi, którzy przyłączają się do nich , dzięki czemu rośnie szansa na ocalenie, ale niebezpieczeństwa jakie na nich czyhają nie przyjdą z zewnątrz, ale od wewnątrz.
Zwiastun:

„Busted! I Know Who You Are” 4 maja
Stacja: Netflix Kraj: Korea Południowa Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: - Opis: Nowy program Netflixa to show, w którym osoby związane z rynkiem rozrywkowym w Korei Południowej tworzą grupę detektywów i co odcinek rozwiązują zagadki kryminalne.
Zwiastun:

,,Sweetbitter” 6 maja Stacja: Starz
Kraj: USA Ilość odcinków: 6 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Tess to studentka, która dopiero przeprowadziła się do Nowego Jorku. Zostając kelnerką w prestiżowej restauracji, nie podejrzewała, jak bardzo zmieni się przez to jej życie. Dzięki nowo poznanym współpracownikom wkracza w świat imprez, narkotyków i upijania się do nieprzytomności.
Zwiastun:
„Picnic at Hanging Rock” 6 maja
Stacja: Amazon Kraj: Australia Ilość odcinków: 6 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Ekranizacja powieści Joan Lindsay o tym samym tytule, będzie rozgrywała się w 1900 roku w Australii. Podczas corocznego pikniku pod Wiszącą Skałą organizowanego z okazji dnia świętego Walentego, w zagadkowych okolicznościach znika dyrektor prywatnej szkoły dla dziewcząt wraz z trzema uczennicami. Co ciekawe, kilkadziesiąt lat wcześniej (w 1975 roku) powieść doczekała się ekranizacji filmowej.
Zwiastun:

,,Vida” 6 maja
Stacja: Starz Kraj: USA Ilość odcinków: 6 Długość odcinków: - Opis: Historia śledzi dwie latynoskie siostry, które wracają po latach do swojego dawnego domu w Los Angeles i muszą stawić czoła niespodziewanym informacjom dotyczących ich matki.
Zwiastun:
,,Safe” 10 maja
Stacja: Netflix Kraj: UK Ilość odcinków: 8 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Serial skupia się na ojcu samotnie wychowującym dwie córki; wszystko się zmienia po zaginięciu jednej z nich. Sekrety rodziny zaczynają wychodzić na jaw.
Zwiastun:
,,All Night” 11 maja
Stacja: hulu Kraj: USA Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: - Opis: Grupa nastolatków bierze udział w całonocnej, zamkniętej imprezie na terenie szkoły. Bez telefonów, za to z litrami alkoholu, będą dążyć do spełnienia swoich licealnych marzeń.
Zwiastun:
,,Patrick Melrose” 12 maja
Stacja: Showtime (w Polsce od 14 maja HBO GO) Kraj: UK Ilość odcinków: 5 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Ekranizacja książek autorstwa Edwarda St. Aubyna, pokazuje różne momenty życia głównego bohatera, który przez trudne dzieciństwo spędza dnie na piciu oraz rozpamiętywaniu traumatycznych wydarzeń.
Zwiastun:

„Joe Pera Talks With You” 20 maja
Stacja: Adult Swim Kraj: USA Ilość odcinków: - Długość odcinków: - Opis: Komik Joe Pera zaczyna pracę w szkole jako nauczyciel. Na nowym stanowisku mężczyzna podejmuje pozornie banalne, aczkolwiek życiowe tematy.
Zwiastun:

,,Reverie” 30 maja Stacja: NBC
Kraj: USA Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Serial przedstawia historię Mary Kint – kobiety, która była kiedyś negocjatorem oraz ekspertem w dziedzinie zachowań ludzkich, a teraz została nauczycielką akademicką. Wszystko przez osobistą tragedię. Z czasem Mary zostaje przeniesiona do wysoce zaawansowanej wirtualnej rzeczywistości, aby ratować innych. Wówczas odkrywa, że dzięki temu znajduję własną drogę w życiu.
Zwiastun:
„A Very English Scandal”
Stacja: BBC
Kraj: UK Ilość odcinków: 3 Długość odcinków: -

Opis: Historia oparta jest na faktach skandalu, którego bohaterem został Jeremy Thorpe (przywódca Partii Liberalnej) w latach 60 ubiegłego wieku. W serialu mamy zobaczyć jak mężczyzna oskarżany jest o spisek, w wyniku którego rzekomo miał zginąć jego kochanek. Cały proces Thorpe'a zakończył jego karierę i odsłonił ciemne strony establishmentu.
Zwiastuna brak, więc zamiast tego kilka materiałów z pracy nad serialem: 

Oprócz powyższych premier w maju na ekrany powrócą również kolejne sezony takich seriali jak:

  • ,,Colony”  2 maja – sezon 3 (USA Network),
  • ,,Dear White People” 4 maja – sezon 2 (Netflix),
  • ,,I’m Dying Up Here”  6 maja – sezon 2 (Showtime),
  • ,,13 Reasons Why” 18 maja – sezon 2 (Netflix),
  • ,,Six” 28 maja – sezon 2 (History),
  • ,,Animal Kingdom” 29 maja – sezon 3 (TNT),
  • ,,Queen Sugar” 29 maja – sezon 3 (OWN),
  • ,,Unbreakable Kimmy Schmidt” 30 maja – sezon 4 (Netflix).
U mnie na liście pozycji obowiązkowych jest oczywiście ,,Patrick Melrose” (bo Cumberbatch) oraz ,,13 Reasons Why” (bo lubię bohaterów i mam nadzieję, że pomimo tego, iż formuła wyraźnie się wyczerpała po pierwszym sezonie to jednak uda im się coś wykrzesać). A wy znaleźliście coś dla siebie? 
9

piątek, 13 kwietnia 2018

Co zmienia 100 tysięcy na liczniku, czyli trochę o moim blogowaniu.

W ciągu ostatnich kilku dni stuknęła mi okrągła liczba na blogu, bowiem licznik wejść pokazał 100 tysięcy. Chciałam po trosze podziękować wszystkim, którzy tu kiedykolwiek zaglądali, po trosze powspominać i przede wszystkim powiedzieć czy warto prowadzić bloga, czy są z tego jakiekolwiek  pieniądze bądź profity. 

Zaczynając od początku, bloga prowadzę od dwóch lat. Czy to długo? Dla niektórych na pewno, dla innych ani trochę – sama obserwuję tzw. dinozaurów blogosfery, którzy swoje strony prowadzą już od lat dziesięciu i ani myślą o ich usuwaniu. Pomijając jednak fakt, czy prowadzenie przez dwa lata swojego zakątka w sieci jest okresem długim, czy też nie, taki czas z całą pewnością nie może być zmarnowany, bo kto chciałby robić coś przez kilka lat bez żadnego celu? 

Ja swojego celu nie pamiętam, ale jestem prawie pewna, że moje procesy myślowe były w tamtym czasie mniej-więcej takiego pokroju: ,,Chciałabym o czymś pisać... O czym tym razem założę bloga? Koty? Psy? Zawody? O! Może czytanie?’’. 

I buum!

Pojawiła się Wielopasja. 


Dlaczego właśnie taka nazwa? Bo już wtedy wiedziałam, że prawdopodobnie szybko będę chciała zboczyć trochę z kursu i poruszać również mniej książkowe tematy. Co zresztą się sprawdziło, bo już po dwóch miesiącach po raz pierwszy napisałam coś o serialach, a po pięciu stworzyłam autorski tag serialowo-filmowy. Przyznam się, że z nazwy jestem dumna do dziś i chyba nie wymyśliłabym lepszej, a posty podlinkowuje, tak jak wszystkie inne, o których będę pisała, aczkolwiek wchodzicie na własną odpowiedzialność! 


Co do wpisów, ich jakości i progresu... Na przestrzeni czasu na pewno nauczyłam się pisać dłuższe recenzje i choć nadal mam momenty, w których siadam przed laptopem i nie mam pojęcia, co napisać o danej książce to jednak zaprzestałam już pisania segmentów opiniotwórczych, których długość wynosi mniej niż 200 słów (tyle właśnie napisałam o ,,Zanim się pojawiłeś’’ Jojo Moyes półtora roku temu). Nie recenzuję już wszystkiego, co przeczytam, a tylko to na co mam ochotę, przez co mam w sobie mniej spiny na zasadzie ,,Ale co ja napiszę o tej książce?’’. Co ciekawe i żenujące zarazem, nadal nie umiem w przecinki, a co rok przychodzi do mnie taka chandra na zasadzie ,,Dziewczyno, kto jeszcze czyta blogi?! Przecież to przestarzałe medium, które czytają tylko ci, co sami je tworzą. Przerzuć się lepiej na jutuba’’. Jak wiecie nigdy nie posłuchałam i nadal jestem w tym przestarzałym okienku, co to się samo nie czyta, ani nie porusza.

Co zmienia 100 tysięcy? Właściwie to nic oprócz tego, że taka okrągła liczba wygląda bardzo ładnie. Muszę jednak przyznać, że nie ma jakiejś magicznej nagrody za taki wynik – jednorożce nie śpiewają mi z tej okazji hymnów, wydawnictwa nie padają u moich stóp i nagle nie staję się poważnym blogiem. Wszystko jest po staremu tyle, że masz przez jakiś czas trochę większego kopa, tylko i aż tyle.

Czasami co prawda myślę czy podcast to nie byłaby lepsza sprawa, albo czy jutub nie pozwoliłby dotrzeć mi do większej ilości osób, ale suma summarum nic z tego myślenia nie wynika.

Obiecałam, że powiem trochę o korzyściach blogowania, no więc jakie one są?

Przede wszystkim ćwiczysz, a nie ma skuteczniejszego sposobu na naukę pisania jak samo pisanie. Pisząc bloga możesz zobaczyć jak ludzie odbierają twoje teksty (choć tym nie sugerowałabym się tak bardzo, bo często prawdziwe perełki są niestety niszą, ale i to się zmienia!), jak elastyczny jesteś w pisaniu – jak szybko jesteś w stanie napisać tekst, czy potrafisz przełamać jego formę (tutaj polecam zajrzeć przede wszystkim do Kasi i Uli, bo obydwie zrobiły coś woow, czyli napisały recenzję w formię wiersza) albo czy jesteś w stanie pisać posty niestandardowe, o trochę szerszym ujęciu, np. wpisy przekrojowe jakiegoś wątku, który zmieniał się latami itp. Moje zdanie potwierdzą blogi studentów polonistyki bądź dziennikarstwa, którzy czasami sami przyznają, że blogowanie jest dla nich świetnym ćwiczeniem na szlifowanie swoich umiejętności. Później zresztą możecie, poprzez swojego bloga, zacząć pisać dla kogoś, np. dla forów internetowych, co zawsze jest jakimś wstępem do poważniejszych zleceń. 

Często uczysz się podstaw marketingu – nie żeby była to jakaś wymagana cecha dobrego blogera. Po prostu siłą rzeczy, w końcu każdy zaczyna trochę grzebać w tym, dlaczego jedne posty są lepiej klikalne niż drugie albo z jakiego powodu wyszukiwarka Google nie pokazuje naszych postów, mimo iż odpowiadają wyszukiwanym hasłom. Nie gwarantuje, że blog nauczy cię wszystkiego, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego prowadzenia pozwoli ci na własnej skórze przetestować kilka zasad reklamy. 

Poza tym blog to szansa na przeżycie ciekawych doświadczeń. Prowadząc swoją stronę nierzadko kontaktujesz się z innymi blogerami i razem tworzycie projekty, z czasem pewnie ktoś cię dostrzeże i może nawet zaproponuje rolę prelegenta na jakiś targach lub czymś podobnym. Może zaczniesz też prowadzić inne formy przekazywania treści jak np. filmiki czy bardzo lubiane przeze mnie podcasty. Czy z bloga można się utrzymać? Wątpię, ale można za to budować swoją markę i dorabiać na reklamach (z tego co czytałam mówi tu o kwotach małych – 100/200 złoty miesięcznie). Blog to też – nie ukrywajmy – możliwość przedpremierowego czytania i otrzymywanie książek w zamian za recenzję, co – jak wszystko – ma dwa końce, ale chyba najlepsze jest to uczucie, kiedy wejdziesz na swój zakątek w sieci i powiesz ,,jestem tu od dwóch lat’’ albo ,,sto tysięcy razy jacyś ludzie postanowili przeczytać to, co napisałam’’. Także cieszę się, że tu jesteś. 


22

piątek, 6 kwietnia 2018

Co mogą powiedzieć nam kości zmarłych, czyli osobliwy przewodnik po anatomii ludzkiej – ,,Trupia Farma. Nowe śledztwa’’ Bill Bass i Jon Jefferson.

Nauki sądowe ostatnio zagościły jeśli nie w samej literaturze to w popkulturze i nie ma w tym nic dziwnego, bo z mojego punktu widzenia coraz więcej ludzi interesuję się tym, dlaczego ktoś zabija oraz jak takiego człowieka złapać. Podążając tym trendem wydawnictwo Znak Literanova przygotowało dla swoich czytelników, mogło by się wydawać, prawdziwą gratkę, bo poruszyło temat antropologii.  W założeniu książka ,,Trupia Farma. Nowe śledztwa’’ ma pomóc zrozumieć niewtajemniczonym, o co chodzi w antropologii, jak można ją praktycznie zastosować w śledztwach, ale także pokazać najciekawsze przypadki spraw kryminalnych, w których Bill Bass uzyskał odpowiedzi w sprawach zabójstw na podstawie końcówek cygar, spopielonego materiału kostnego, DNA bądź much i ich larw. Zapowiada się interesująco, ale czy tak jest naprawdę?


Jeśli z czymś wam się kojarzy nazwa ,,Trupia Farma’’ to istnieje kilka rozwiązań – po pierwsze, możliwe, że kojarzycie poprzednią książkę tych autorów, która nosiła właśnie taki tytuł i na szczęście jej znajomość nie jest potrzebna, aby czytać ,,Trupią Farmę. Nowe śledztwa’’, bowiem autorzy jedynie czasami odnoszą się do tamtego tytułu wskazując, iż pewien aspekt jest w tamtej pozycji szerzej ujęty, jednak co ważne wydarzenia z tamtej książki nie mają swojej bezpośredniej kontynuacji w tej. Nazwę ,,Trupia Farma’’ możecie również kojarzyć, dzięki innowacyjnemu projektowi Billa Bassa, gdyż wydzielił on specjalny teren i zacząć zakopywać tam martwe ciała, aby obserwować ich rozkład, o czym zresztą sam zręcznie opowiada na początku książki. Jeśli jednak żadna z tych odpowiedzi nie jest prawidłowa istnieje cień szansy, że nazwa świta wam dzięki serialom. Pomysł Billa znajduję swoje zastosowanie w ,,CSI: Las Vegas’’, ale także w serialu ,,The Body Farm’’ od BBC. 

Ujęcie pracy antropologów przez pryzmat popkultury to notabene krótki segment, który bardzo mi się spodobał – popkultura w książce nie jest demonizowana. Autorzy oddają sprawiedliwość twórcom wszelkiej maści kryminałów wyraźnie twierdząc, że z jednej strony produkcje policyjne uwrażliwiły społeczeństwo na to, iż miejsce zbrodni musi pozostać w nienaruszonym stanie, lecz z tej drugiej, ciemniejszej strony widać, iż wpływ popkultury może być także negatywny, co specjaliści nazywają zgrabnie ,,efektem CSI’’.  

To co rzuciło mi się w oczy już od pierwszej rozdziału to fakt, iż książkę trudno zakwalifikować ze względu na formę – z jednej strony pozycja przystaje na popularno-naukową, z drugiej styl pisania jest tak bardzo gawędziarski i pokręcony, że momentami chciałoby się powiedzieć, iż to pamiętnik, a nie kompendium wiedzy dla początkujących w dziedzinie nauki sądowej (czyt. zainteresowanych ową dziedziną). Nad stylem zresztą chciałabym się jeszcze na chwilę zatrzymać, bo mam do niego kilka obiekcji. Przed chwilą napisałam, że sposób w jaki napisana jest książka, jest nieco gawędziarski i to podtrzymuje – tyle, że to nie jest gawędziarstwo napełnione anegdotkami i żywym, kolokwialnym językiem... Powiedziałabym, iż to gawędziarstwo stereotypowego, zdystansowanego oraz stonowanego Anglika, czyli niby mówimy dużo i nie do końca na temat, jednocześnie czyniąc naszą wypowiedź poważną. To jest zresztą piętą Achillesową tej książki – dużo niepotrzebnych informacji, które często wcale nie wzbogacają książki, a jedynie sprawiają, że często zbaczamy z głównego tematu. Żeby nie być gołosłownym podam kilka przykładów (spokojnie, będzie bez spoilerowo). 

Na początku autor wybitnie często mówi o swoim życiu zawodowym, opisując sytuację prozaiczne albo przynajmniej takie, które choć są ciekawe, nadal niezbyt wiele mówią nam o antropologii. Bill Bass opowiada jak pojechał do Iranu, aby tam badać ciekawą sprawę trzech mężczyzn i misy; sytuacja wygląda tak, że odkopano szkielety trzech biegnących facetów (wskazywało na to ułożenie kości) oraz jednej, bogato zgubionej misy, przez co wszyscy byli ciekawi, jaką historię dzielą ci ludzie. Nasz naukowiec tam pojechał, lecz zanim dowiedziałam się czegokolwiek o tej sprawie musiałam przejść przez gąszcz pierdołek. Porównałabym to do robaka i róży – robak będący na ziemi i chcący dostać się do płatków kwiatu, musi przejść całą łodygę i w trakcie swej eskapady, omijać zwinnie kolce, aby dostać upragnioną nagrodę. Robakiem w tej metaforze jestem ja, książka jest różą, kolce niepotrzebnymi wtrąceniami autorów, a płatki kwiatów tym po co w ogóle wyruszyłam w tę trasę, czyli wiadomościami o antropologii. 

Kolce autorów są różnych rozmiarów i wagi, np. w przypadku podróży do Iranu główny protagonista poczęstował mnie informacją, iż przed lotem na właściwe miejsce odwiedził Stonehenge (żadnej refleksji nad kilkoma tysiącami lat historii, po prostu sucha informacja na zasadzie byłem – odwiedziłem), że w Iranie jest korupcja, a jezioro Urmia (będące dopływem czegoś) i leżące gdzieś, przypomina Wielkie Jezioro Słone w stania Utah oraz ma właściwości łagodzące reumatyzm i inne schorzenia. Bill powiedział mi także co króluje w tamtejszym (irańskim) rolnictwie oraz opisał życie Hasańczyków (Hasańczycy żyją w Iranie), którzy budują domy z cegieł suszonych na słońcu, używają zwierzęcego łajna do ogrzania się i choćby z samego względu na tę odmienność życia codziennego temat sam w sobie jest interesujący, jednak nikt nie spodziewał się takich elaboratów w powieści o – bądź co bądź – trupach. 


Bill Bass i Jon Jefferson cierpią – moim zdaniem – na coś, co roboczo można nazwać przypadkiem researchera, mianowicie obydwoje (albo tylko jeden z nich, a drugi nie miał siły protestować) znaleźli tak dużo informacji, że teraz chcą to wszystkim pokazać, bo żal im wycinać, choćby fragmentu na temat tego, kogo studentką była jakaś osoba, skąd ją znają lub koło jakiego miasta leży randomowe miasteczko w Ameryce. Choć wieści o tym, ile mieszkańców posiadają miasta, ich zarysy historyczne i opowieści, o tym jak znaleźli ropę, jak rozkochali się w whiskey bądź jak wiele japońskich samolotów zastrzelił McGuire nie przypadły mi do gustu to muszę też przyznać, że to nie jest tak, iż w książce nigdy nie ma ciekawych informacji, np. w pewnym rozdziale o wadzę owadów w nauce, znajduje się historia o tym jak już w bodajże XIII wieku użyto much, aby rozwiązać sprawę kryminalną. Może nawet nie chodzi o same wstawki, ale ich długość – w pewnym segmencie znajduje się np. opowieść pewnej kobiety, zajmującej się nakładaniem gliny na czaszki zmarłych. Brzmi to bardzo dziwnie, lecz Joanna ma tytuł naukowy z sztuki sądowej i zajmuje się rekonstruowaniem twarzy zmarłych. Autorzy zdecydowali się na napisanie kilku słów o przeszłości kobiety i właściwie nie ma w tym nic złego, bo historia jest ciekawa (choć właściwie także zbędna) – problem w tym, że jest za długa. Gdyby była bardziej skondensowana problemu by nie było i chyba właśnie te zdanie mogę odnieść do całej książki. Wtrącenia nie są złe, ale muszą być zastosowane wówczas  odpowiednie proporcję, a treść owych wstawek powinna być zredukowana.  

Z ważnych jeszcze rzeczy po przeczytaniu ,,Mindhuntera’’ (innej pozycji o naukach sądowych – psychiatrii) czuję się w obowiązku, aby donieść, czy ta bardziej pamiętnikowa konwencja nie wpływa na to, iż dostajemy zbyt dużo życia prywatnego naukowca. Odpowiedź brzmi nie. Autorzy właściwie nie poruszają tematu swojego domowego zacisza – jedynie dwa razy (liczyłam) Bill napomina w jednym zdaniu, że musiał zostać w domu, ponieważ jego żona miała nowotwór. Te dwurazowe ogłoszenie autora o chorobie żony uświadomiło mi również, że rozdziały wyglądają na pisane bez większego porządku – jeśli jest w nich chronologia to na tyle chaotyczna, że właściwie nie jestem pewna, czy ona tam występowała, czy też nie. 

Poza tym książka jest osobliwa jeśli chodzi o rozdziały – autorzy podzielili niektóre sprawy na dwa, a nawet trzy rozdziały, co nie jest głupie biorąc pod uwagę, że niektóre przypadki dzieją się na przełomie dekad, lecz umieścili je nie zawsze obok siebie, czyli przykładowo sprawa z rozdziału drugiego jest kontynuowana później w rozdziale trzynastym (sytuacja autentyczna). Wybijało mnie to trochę z rytmu i co ważniejsze, nic by się właściwie nie zmieniło, gdyby jeden rozdział był po drugim. 

Będąc jeszcze przy rozdziałach bardzo miło wspominam postscriptum, które autorzy stosowali, kiedy sprawa wymagała jakiegoś uaktualnienia. Był to po prostu króciutki fragment tekstu oddzielony kreską i napisem postscriptum – informacje były zwięzłe, rzeczowe i zaspokajały ciekawość szczególnie w momentach, kiedy oryginalna historia kończyła się niewiadomą, czyli czytelnik nie widział czy przestępca został aresztowany, czy też nie. W sprawie aresztowań mogę jeszcze dodać, iż przypadł mi do gustu realizm książki, gdyż ,,Trupia Farma. Nowe śledztwa’’ nie tylko mówi o historiach łatwych i przyjemnych (o ile historię o zwłokach mogą takie być), ale także o sprawach skomplikowanych oraz takich, gdzie nauka zawiodła.


Z rzeczy sympatycznych i pomocnych muszę jeszcze wymienić aneks, który świetnie zaznajamia z anatomią ludzką, gdyż zawiera kilka ilustracji, przedstawiających kości ludzkie oraz słownik pojęć antropologicznych i sądowych. Nie uważam, żeby książka zawierała na tyle skomplikowaną terminologię, aby dodatkowe objaśnienia były niezbędne, lecz taki dodatek zawsze jest miły.


Na koniec jeszcze o kwestiach kosmetycznych. To co szybko wychwyciłam, a pewnie wiele osób nawet się nad tym nie zastanowi, to pewne uproszczenie na temat Niemców. W autorach panuje przekonanie, że wszyscy Niemcy są skrupulatni i skoro poznali jednego skrupulatnego Niemca osobiście, to na pewno cała nacja tak ma – głupota i duża generalizacja przy okazji, ale było to jedno krótkie zdanie, nigdy więcej nie powtarzane, więc można przymknąć oko (a najlepiej dwa). Raz też trochę gryzła mi się treść, bowiem autor najpierw piszę, iż z całą pewnością denatem jest mężczyzna rasy kaukazoidalnej (białej), po czy wychodzi na jaw, że zmarły był mężczyzną, lecz rasy negroidalnej (czarnej). I jak pisałam wcześniej to, że ktoś się pomylił całkowicie mi nie przeszkadza – właściwie to się cieszę, że takie przykłady są umieszczone w książce. Mój problem był w tym, że ten fragment wyszedł jakoś dziwnie; brakowało mi jednego zdania na zasadzie ,,pomyliłem się, mężczyzna był czarny’’, bowiem ten segment wyszedł trochę tak jakby ktoś nagle zboczył z ścieżki i zapomniał czegoś dopisać. Nie insynuuje specjalnego działania któregokolwiek z autów, bo wcześniej żaden z panów nie miał problemu z powiedzeniem ,,heej, Bill się pomylił’’ – po prostu ten fragment wyszedł mętnie. I tyle.

Resumując, nie będzie to moja ulubiona pozycja – zapewne za kilka miesięcy będę ją pamiętać jak przez mgłę. Nie dlatego, że była zła, tylko z powodu nijakości. Temat choć ciekawy został położony przez zbyt dużą rozwiązłość autorów i chaos. Może gdyby forma została zmieniona z pamiętnikowej na bardziej zwięzłą i popularno-naukową wyszłoby inaczej. Niemniej jednak oceniając stan obecny jestem troszeczkę zawiedziona i jednocześnie nie wiem, komu polecić tę książkę – dla początkujących może być za bardzo off-topowa (nie na temat), dla zaznajomionych z antropologią zbyt oczywista. Zostawię was, więc z wszystkimi zaletami i wadami tej książki, abyście sami mogli podjąć decyzję. 

Wskazówki wydedukowane z myślą o łowcach potworów. 
Tytuł: ,,Trupia Farma. Nowe śledztwa’’
Tytuł oryginalny: „Beyond the Body Farm. A Legendary Bone Detective Explores Murders, Mysteries, and the Revolution in Forensic Science”
Autorzy: Bill Bass i Jon Jefferson
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Tłumacz: Janusz Ochab
Liczba stron: 304 strony

Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem Znak Literanova, jednak wszystkie wyrażone w niej opinie są moimi własnymi.

14

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Serialowe zapowiedzi / kwiecień 2018

Początek miesiąca to na blogu zawsze czas zapowiedzi serialowych – nie inaczej jest tym razem. Zapraszam więc na przejrzenie kilku tytułów, które będzie można zobaczyć w kwietniu. 

,,Ordeal by Innocence” 1 kwietnia
Stacja: BBC One Kraj: UK Ilość odcinków: - Długość odcinków: - Opis: Miniserial na podstawie powieści Agathy Christie pod tytułem ,,Próba niewinności”. Akcja rozgrywa się w w roku 1954 i dotyczy morderstwa filantropki, Rachel Argyle, która zostaje zabita w własnym domu. Podejrzanym staje się jej adoptowany syn, który jednak umiera, nim dochodzi do rozprawy. Półtora roku później domostwo Argyllów odwiedza tajemniczy mężczyzna, twierdzący, że ma dowody na niewinność przybranego syna Rachel. Sęk w tym, że rodzina zmarłej nie jest zainteresowana grzebanie w przeszłości.
Zwiastun:


„The Crossing” 2 kwietnia
Stacja: ABC
Kraj: USA
Ilość odcinków: 11
Czas trwania odcinków: ok. 40/45 minut
Opis: Jude Ellis – szeryf w małym miasteczku – chcę odbudować spokojnie życie dla siebie i swojego syna, jednak jego plany ulegają modyfikacji, gdy morze wyrzuca na okoliczną plażę ponad czterdziestu uchodźców. Aby było jeszcze zawilej, okazuje się, iż owi uchodźcy są z przyszłości i uciekają przed wojną, która ma wybuchnąć za kilka (może nawet kilkadziesiąt lat). Podczas gdy federalni szukają prawdy o tajemniczych uciekinierach, Jude Ellis bierze sprawy we własne ręce i rozpoczyna śledztwo z pomocą lojalnego zastępcy szeryfa i lokalnego rybaka, Nestora Rosario.
Zwiastun:


„Kiss Me First” 2 kwietnia
Stacja: Channel 4
Kraj: UK
Ilość odcinków: 6
Czas trwania odcinków: ok. 60 minut
Opis: Leila – nieśmiała nastolatka – poznaje w grze, która jest uważana za raj, Tess. Nowa znajoma jest całkowitym zaprzeczeniem niewinnej Leili, gdyż Tess prowadzi bardziej hedonistyczny i pełen przygód tryb życia. Tak więc, gdy Tess pojawia się w prawdziwym życiu Leili bez zaproszenia, siłą rzeczy życie głównej bohaterki zaczyna się zmieniać. Wówczas też Leila zaczyna nabierać podejrzeń, że być może ukryta kraina nie jest cyfrowym Edenem, jak nazywa go twórca gry.
Zwiastun:

,,The Last O.G.” 3 kwietnia
Stacja: TBS Kraj: USA Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: ok. 30 minut
Opis: Tray po 15 latach więzienia wraca do normalnego życia, a właściwie próbuje, bo okazuje się, że życie na Brooklynie bardzo się zmieniło, a były więzień musi przystosować się do nowych standardów. Zwiastun:

„Deep State” 3 kwietnia
Stacja: FOX Kraj: UK Ilość odcinków: 8 Długość odcinków: ok. 45/50 minut
Opis: Były szpieg Max Easton przed laty rozpoczął nowe życie we francuskich Pirenejach, mając nadzieję, iż uda mu się prowadzić normalne, spokojnie życie. Mimo ogromnych chęci mroczna przeszłość nie daje mu o sobie zapomnieć, przez co mężczyzna musi wrócić do poprzednie pracy, czyli do bezwzględnego światu wywiadu.Od tej pory musi walczyć o życie własne i swoich bliskich. Akcja serialu rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Libanie i Francji.
Zwiastun:

,,National Treasure: Kiri” 4 kwietnia
Stacja: Hulu Kraj: USA Ilość odcinków: 4 Długość odcinków: - Opis: Młoda, czarna dziewczynka ma być adoptowana przez białą rodzinę klasy średniej, jednak dziecko znika podczas wizyty pracownika opieki społecznej, Miriam. Sprawa staje się głośna, a wszyscy wzięci pod lupę – zarówno biologiczna rodzina dziewczynki, jej niedoszła rodzina oraz sama pracownica, Miriam.
Zwiastun:


„Rekyl” 5 kwietnia
Stacja: TV3 Kraj: Norwegia Ilość odcinków: - Długość odcinków: - Opis: Serial na podstawie prawdziwych wydarzeń; podczas nalotu policyjnego na siedzibę handlarzy narkotyków, ginie jeden z przestępców, a pozostali trafiają do więzienia. Narkotyki i pieniądze przepadają bez śladu. Kilka lat później z więzienia zwolnieni próbują dociec, co stało się z pieniędzmi i towarem. Szybko okazuje się, że za całą sprawą stoją skorumpowani policjanci.
Zwiastun: -


,,The Terror” 5 kwietnia
Stacja: AMC Kraj: USA Ilość odcinków: - Długość odcinków: -
Opis: Nowy serial AMC to ekranizacja powieści Dana Simmonsa, opowiadającej o wyprawie Królewskiej Marynarki Wojennej, która w 1847r. wyruszyła na poszukiwanie Przejścia Północno-Zachodniego, czyli drogi morskiej z Europy do wschodniej Azji, prowadzącej przez Archipelag Arktyczny. Ekspedycja dwóch okrętów była równie śmiała, co niebezpieczna, o czym szybko przekonają się jej uczestnicy, którzy będą musieli zmierzyć się z tajemniczym zwierzęciem, nieprzyjaznymi warunkami oraz środowiskiem.
Zwiastun:

,,La Casa de Papel” 6 kwietnia
Stacja: Netflix Kraj: Hiszpania Ilość odcinków: w oryginale 6 Długość odcinków: w oryginale ok. 90 minut Opis: Ośmioro przestępców barykaduje się z zakładnikami w hiszpańskiej mennicy. W międzyczasie geniusz wśród złodziei manipuluje policją, by zrealizować swój plan.
Zwiastun:


„The Boss Baby: Back in Business” 6 kwietnia
Stacja: Netflix Kraj: USA Ilość odcinków: 13 Długość odcinków: ok. 25 minut Opis: Serial animowany będący spin-offem filmu „The Boss Baby” z 2017 roku. Tym razem Boss Baby zaprasza swojego starszego brata, Tima, do siedziby Baby Corp, by nauczyć go robienia interesów.
Zwiastun:



„The City & The City” 6 kwietnia
Stacja: BBC Two Kraj: UK Ilość odcinków: 4 Długość odcinków: - Opis: Serial ma być adaptacją powieści China Miéville’a o tym samym tytule. W mieście Besźel zostaje znalezione ciało zamordowanej kobiety. Zajmujący się tą sprawą inspektor odkrywa, że nie trafił wyłącznie na ślad zbrodni, ale także ogromnego spisku, który ściągnie na niego ogromne niebezpieczeństwo.
Zwiastun:


„An American Murder Mystery: The Staircase” 8 kwietnia
Stacja: Investigation Discovery Kraj: USA Ilość odcinków: 3 Długość odcinków: - Opis: Sprawa śmierci Kathleen Peterson była bardzo głośna na terenie Stanów Zjednoczonych. 9 grudnia 2001 roku jej mąż i pisarz powiadomił policję, iż kobieta upadła ze schodów po spożyciu dużej ilości alkoholu i leków. Zginęła na miejscu. Choć badania toksykologiczne potwierdziły słowa męża, ilość krwi, która znajdowała się na miejscu zbrodni, świadczyła o tym, że kobieta nie zginęła jedynie od upadku. Policja stwierdziła, że kobieta musiała zostać raniona w głowę wiele razy i to spowodowało zgon. Podejrzenia spadły na męża, a rozprawa jedynie potwierdziła przypuszczenia. Michael Peterson został skazany na dożywocie, jednak 8 lat później pojawiły się nowe fakty w sprawie. Mężczyzna został zwolniony i otrzymał prawo do ponownego rozpoczęcia procesu. Tajemnicza śmierć kobiety wciąż nie jest wyjaśniona.
Zwiastun: -


„Ballmastrz: 9009” 8 kwietnia
Stacja: Adult Swim Kraj: USA Ilość odcinków: 4 Długość odcinków: ok. 15 minut Opis: Gaz Digzy to imprezowa supergwiazda, która za swoje destrukcyjne wybryki zostaje przeniesiona do najgorszego zespołu – The Leptons. Jedyną drogą na szczyt jest doprowadzenie nieudaczników do zwycięstwa w brutalnej grze.
Zwiastun:

,,Howards End” 8 kwietnia
Stacja: Starz i BBC One Kraj: UK Ilość odcinków: 4 Długość odcinków: - Opis: Serial na postawie powieści E.M. Forster'a opowiada o Anglii na początku XX wieku. Odchodzi wówczas stary świat, którego symbolem jest Howards End, wiekowe wiejskie domostwo. To właśnie w tym miejscu rozgrywają się perypetie dwóch wyemancypowanych sióstr.
Zwiastun:
,,Killing Eve” 8 kwietnia
Stacja: BBC America Kraj: USA Ilość odcinków: 8 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Serial oparty jest na powieści „Villanelle” autorstwa Luke'a Jenningsa i opowiada o dwóch niezwykle inteligentnych kobietach: psychopatycznej morderczyni Villanelle oraz przykutej do biurka pracowniczki ochrony Eve, która będzie usiłowała ją schwytać
Zwiastun:


„In Contempt” 10 kwietnia
Stacja: BET Kraj: Kanada Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: - Opis: Fabuła skupia się na Gwen Sullivan, pracującej w Nowym Jorku prawniczce, która dzięki swojej pasji i ogromnemu zaangażowaniu uważana jest za najlepszego adwokata w okolicy.
Zwiastun: -

„America Inside Out With Katie Couric” 11 kwietnia
Stacja: National Geographic Kraj: USA Ilość odcinków: 6 Długość odcinków: - Opis: Dziennikarka Katie Couric podejmuje się badania problemów, z jakimi Amerykanie muszą zmierzać się każdego dnia. Porusza tematykę dyskryminacji rasowej, feminizmu, jak również innowacji technologicznych.
Zwiastun:


„Chef’s Table: Pastry” 13 kwietnia
Stacja: Netflix Kraj: USA Ilość odcinków: 4 Długość odcinków: ok. 45 minut Opis: Serial skupia się na życiu sześciu znanych, międzynarodowych szefów kuchni.
Zwiastun: 

,,Lost in Space” 13 kwietnia
Stacja: Netflix Kraj: USA Ilość odcinków: 10 Długość odcinków: ok. 60 minut Opis: Rodzina Robinsonów zostaje wybrana do przeniesienia się w kosmos i rozpoczęcia kolonizacji w odległej galaktyce. Podczas podróży nieszczęśliwie zbaczają z kursu, przez co znajdują się ata świetlne od wyznaczonego celu, co z kolei musza ich do odnalezienia się w nowej, nieznanej im rzeczywistości. Miejsce, do którego trafili, jest niezwykle niebezpieczne i bardzo odległe od przestrzeni, w której mieli rozpocząć nowe życie.
Zwiastun:
,,It Was Him: The Many Murders of Ed Edwards” 16 kwietnia
Stacja: Paramount Network Kraj: USA Ilość odcinków: 6 Długość odcinków: - Opis: Wnuk seryjnego mordercy, Edwarda Edwardsa i pewien detektyw próbują udowodnić, że Edwards stał za dużo większą ilością zbrodni niż my przypisano. Prowadzący uważają, iż Edward może być odpowiedzialny m.in. na niektórego zabójstwa przypisywane Zodiakowi.
Zwiastun:

„Civilizations” 17 kwietnia
Stacja: BBC Kraj: UK Ilość odcinków: 9 Długość odcinków: - Opis: Serial jest zainspirowany inną, przełomową serią BBC, którą stworzył Kenneth Clark w 1969 roku. Teraz nowa, dziewięcio-częściowa seria BBC wprowadza młodsze pokolenie do wielkich arcydzieł piękna i pomysłowości, przedstawiając różne historie zachodniej sztuki, architektury i filozofii od czasów średniowiecza.
Zwiastun:

„AMC Visionaries: James Cameron’s Story of Science Fiction”
Stacja: AMC Kraj: USA Ilość odcinków: 6 Długość odcinków: - Opis: Serial skupia się na postaci Jamesa Camerona – uznanego reżysera i producenta filmów o tematyce science fiction. W każdym z odcinków wybitny twórca odkrywa początki fantastyki naukowej oraz przekazuje zdobytą przez lata wiedzę. Przeprowadza rozmowy z wieloma, równie zasłużonymi osobistościami w tym gatunku, m.in. ze Stevenem Spielbergiem, Georgem Lucasem, Ridleyem Scottem czy Christopherem Nolanem.
Zwiastun: -


Oprócz tego na ekrany po przerwie wracają takie seriale jak:

  • ,,Legion”,
  • ,,Ransom”,
  • ,,New Girl”,
  • ,,The Expanse”,
  • ,,Bosh”,
  • ,,Fear the Walking Dead”,
  • ,,The Originals”,
  • ,,Into the Badlands”,
  • ,,Westworld”,
  • ,,The 100”,
  • ,,Genius”,
  • ,,Archer”,
  • ,,Brockmire”,
  • ,,Code Black”,
  • ,,The Handmaid’s Tale”,
  • ,,Quantico”,
  • ,,Elementary”.
To już wszystko na dziś – któraś z ponad 20 premier szczególnie wpadła wam w oko?

Oczywiście nikogo za drzwi nie wyganiam – to był po prostu jeden z nielicznych gifów, który był w niezłej rozdzielczości i przy tym mi się podobał. 

13

sobota, 24 marca 2018

Za tym biegały moje oczy, czyli worek filmowych opinii.

Oglądanie filmów to dla mnie czynność zupełnie nienaturalna – seriale? Zawsze. Książka? Z chęcią. Ale od struktury filmowej bardzo często się odbijałam jak piłka podczas meczu NBA, jednak do rzeczy, bo mam zamiar powiedzieć wam trochę o siedmiu niezłych filmach oraz jednym spektaklu, który będzie można zobaczyć jeszcze kilkakrotnie w Multikinie. 

Trzy filmy – jeden aktor, czyli Robert Downey Jr. w trzech całkowicie odmiennych rolach. 
,,Chaplin’’ – ,,The Judge’’ – ,,Charlie Bartlett’’ 

Pod wpływem chwili odpaliłam ,,Chaplina’’ – film biograficzny o Charlie Chaplinie. Zacznę od wniosków najoczywistszych, czyli w filmie Downey Jr. bryluje jako świetny aktor i to nie tylko moje zdanie, bo Akademia przyznała mu za tę role nominację do Oscara – co prawda nagrody ostatecznie nie zgarnął, aczkolwiek mam silnie przeczucie, że nawet gdyby wszyscy inni nominowani byli gorsi, to aktor obszedłby się smakiem tylko dlatego, że Akademia Filmowa nie nagradza tak młodych aktorów męskich ,,bo przecież jak raz zagrali tak dobrze, to jeszcze pewnie ten sukces powtórzą’’. Jest to o tyle zabawne, że jedna dobra rola w okresie młodzieńczym nie zwiastuje kolejnych oscarowych ról, bo czasami nawet świetnie zapowiadające się kariery upadają, a poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy kolejny raz będzie szansa na rolę, która tak świetnie pasuje do oscarowych nominacji. Downey Jr. na własnym przykładzie uosabia obydwa przypadki – najpierw zniknął w niesławie z powodu uzależnień, natomiast teraz grywa w produkcjach, które może i wymagają od niego talentu, ale definitywnie nie są oscarowe.

Co do samej produkcji – dobrze ukazuje życie głównego bohatera, więc jeżeli ktoś interesuje się kinem, a co za tym idzie Chaplinem, to film może dać taką podstawową wiedzę na temat postaci. Później można zdecydować czy wiedzę tę chce się pogłębiać, czy może zaprzestać na podstawowych informacjach. Naturalnie, nie spodziewajcie się pełnego przekroju życia, gdzie każdy wątek jest dokładnie omówiony i przeanalizowany. ,,Chaplin’’ jest raczej pewnym streszczeniem, które bardziej skupia się na późniejszych etapach życia Charliego niż na czasach młodzieńczych. 

Film pokazuje też dość smutną stronę tworzenia, która tyczy się szczególnie kultury i sztuki – możesz tworzyć wspaniałe, ponadczasowe dzieła i zbierać baty za ich stworzenie. Chaplin co prawda nie należy do ludzi, którzy nagrodę dostali dopiero pośmiertnie (bo Oscara dostał jako starszy człowiek, co zresztą jest chyba najtkliwszym wideo z wszystkich ceremonii wręczania nagród, jakie kiedykolwiek widziałam, mimo iż obdarowywany nie mówi ani słowa), lecz przez długi czas był na tzw. czarnej liście Hollywood.

To wszystko, co o tym filmie mogę powiedzieć oprócz polecam i zobaczcie (bo warto).


Później uznałam, że Robert dobrym aktorem jest, więc czas nadrobić jego filmografię – idąc za ciosem zobaczyłam ,,The Judge’’ (,,Sędziego’’), czyli film o trudnej relacji ojca z synem. Downey Jr. gra tam niby tę samą postać co zawsze – pewnego siebie bogacza –  jednak ma tam takie sekwencję dramatyczne, że fanowskie serce płata wręcz fikołki, bo w pewnym momencie aktor musi przestać grać na autopilocie i wczuć się w postać. Poza tym operator kamery wyraźnie uwielbia aktora, bo pokazuję go z takich perspektyw, że zawsze wygląda świetnie. Albo po prostu Downey Jr. naprawdę zawsze wygląda tak dobrze? Trudno osądzić.

W każdym razie jest to film, który całkowicie mnie trafił, ponieważ uwielbiam produkcje, opierające się na nieromantycznych interakcjach między bohaterami. Żeby cały wpis nie zamienił się w hymn pochwalny ku zdolnościach jednego aktora pochylmy się również nad samą fabułą – punkt wyjścia jest dość prosty. Hank, bogaty prawnik, musi wrócić do rodzinnego miasteczka na pogrzeb matki. Jako, że jego kontakt z rodziną był, jak dotąd ograniczony przez spór sprzed lat, mężczyzna od razu po ceremonii chcę wyjechać, jednak zatrzymuje go nie lada wieść – jego ojciec, szanowany sędzia, jest podejrzany o zabójstwo. Prawnik zostaje, aby dopilnować sprawy ojca. 

Co w tej fabule jest poruszającego? Przede wszystkim niewiedza. Nie wiemy, czy naprawdę sędzia Palmer  kogoś zabił – główny bohater daje sobie rękę obciąć, że nie, ale czy nie tak postąpiłby każdy syn? Nie wiemy też, co tak bardzo poróżniło tę dwójkę, że nawet przy pogrzebie najbliższej dla nich kobiety, nie potrafią się porozumieć. Poza tym wszystkie uczucia się tu czuję – złość, nieporadność, frustrację czy zwątpienie. Film nie wpada też w tę hollywoodzką pułapkę słodko-pierdzących zakończeń, przez co wydaje się historią realistyczną, a może nawet trochę surową.

Mimo całej mojej sympatii do filmu, radzę nastawić się bardziej na dramat obyczajowy niż prawniczo-kryminalny film, bo choć jest tam kilka – w moim przekonaniu – mocnych scen sądowych to jednak nie tym stoi film i też nie na tych aspektach się skupia.


Na koniec mojego eksplorowania filmografii Downeya Jr. trafiłam na ,,Charliego Bartletta’’; film o dorastających nastolatkach, którzy nie do końca mogą się odnaleźć w panującej rzeczywistości. Z jednej strony chcą być dorosłymi i samodzielnie decydować, z drugiej pragną wyrwać się z społecznych oraz rodzicielskich oczekiwań. Sama produkcja jest dość przeciętna i mało zaskakująca, jeśli chodzi o kino ,,dla nastolatków'' i ,,o nastolatkach'', jednak sama rola Roberta dla mnie ten film ratuje. Nie dlatego, że bez niego nie byłoby tego filmu. Bo byłby, i pewnie wyglądał całkiem podobnie. Po prostu jest to dobry aktor i w czymkolwiek by nie grał, to robi to świetnie.

W samym filmie brakowało mi ciekawych wątków – gdzieś tam pojawiał się alkoholizm, depresja, spełnianie marzeń, wkraczanie w dorosłe życie czy brak wsparcia ze strony rodziców, lecz te wszystkie wydarzenia stanowiły raczej dobudówki do głównego pomieszczenia, którym była idea, że dzieci to tylko dzieci i czasami potrzebują pomocy, choć to nie znaczy, że nie mogą podejmować takich decyzji jak to do jakiej szkoły pójdą czy jaki zawód wybiorą. Wszystko brzmi fajnie, ale gdzieś się po drodze rozmywa. Można zobaczyć i nawet się uśmiechnąć, bo to wbrew pozorom taki ciepły film, ale zanim zasiądziecie przed telewizorami, trzeba  się nastawić na trochę scen kiczowatych, trochę frazesów po stokroć powtarzanych i tyćkę prawd oczywistych. 


Język literacki w przekładzie na język filmu, czyli jak nie utracić magi ducha.
,,Wonder’’

Skoro już jesteśmy przy filmach ciepłych to obowiązkowo pomówmy o ,,Cudownym chłopaku’’ (,,Wonder’’). Nie mam zbyt wiele do powiedzenia głównie z powodu dubbingu, bowiem oglądanie filmu aktorskiego z dubbingiem zawsze jakoś wpływa na moją percepcję i całkowicie zaburza mi pogląd na grę aktorską – w końcu jak ją ocenić, gdy nie słyszy się jednego z ważniejszych czynników, głosu. 

,,Cudowny chłopak'' jest na pewno wierną ekranizacją książki, co wnioskuje po wylanych przeze mnie na seansie łzach. Teoretycznie film tak samo jak ,,Charlie Bartlett’’ mówi rzeczy oczywiste, typu ,,nie patrz na wygląd’’, ale robi w to sposób uroczy i na pewno nie nowy, ale taki, który cały czas wzbudza dużo emocji – tutaj zresztą należą się brawa aktorom dziecięcym!


Biografie wielkich umysłów, czyli jak pokazać naukowca. 
,,Theory of Everything’’

O ,,Teorii wszystkiego’’ (,,Theory of Everything’’) trudno  nie wspomnieć i jednocześnie bardzo trudno napisać mi coś mądrego. Dla mnie jest to przede wszystkim film, który pokazał mi kim jest Stephen Hawking i jak niesztampowo potrafi rozmawiać o nauce, a tego chyba nam trochę brakuje – szczególnie w dziedzinie tak zawiłej jak fizyka. I choć film mówi o osobie wspaniałej to sam nie jest idealny. Na początek jednak plusy – muzyka i aktorstwo to coś, czym właściwie stoi ta produkcja. Słabiej jest natomiast w kwestiach scenariuszowych z kilku względów. 

Po pierwsze film trochę omija prace naukowe Hawkinga, a właściwie proces ich tworzenia, co jest rozczarowujące, bo jeśli nie podejmujemy tematu, dlaczego nasz naukowciec jest genialnym naukowcem albo co go wyróżniało (a u Stephena był to sposób opowiadania o nauce i rzeczach niezwykle złożonych) no to jak zainteresujemy ludzi postacią? Po drugie film w pewnym momencie więcej niż o głównym bohaterze mówi o jego żonie i to z kolei mogło się jeszcze jakoś obronić tyle, że nastąpił jeden zasadniczy problem – twórcy insynuują pewne wydarzenia, ale nigdy nie mówią ,,tak, to się stało’’ albo ,,nie, było inaczej’’. Hawking i jego żona na ekranie zdają się  być szczęśliwym małżeństwem, lecz czasami pojawiają się sekwencję, w których ktoś próbuje nam pozostawić trop mówiący, że może jednak nie było tak idealnie – tyle, że nic nigdy nie jest powiedziane wprost. To trochę tak jakby ktoś chciał coś powiedzieć, ale za bardzo bał się jak na to zareaguje żyjące jeszcze wtedy byłe małżeństwo.

Nie żałuje czasu poświęconego na ten film, bo zwyczajnie lubię filmy historyczne skupione na wybitnych jednostkach – jest to świetny początek zapoznania się z sylwetkami naukowców, jednakże zdaję sobie sprawę, że gdyby była to produkcja o jakimś wyimaginowanym człowieku to z pewnością powiedziałabym, że jest to film słaby – mimo świetnej muzyki i dobrego aktorstwa. 



Miłość, którą czuć, czyli letni romans, odbiegający w siną dal z Oscarem.
,,Call me by your name’’

Wracając jeszcze do takiej małej, niszowej, amerykańskiej imprezy jaką są Oscary obejrzałam ,,Tamte dni, tamte noce’’ (,,Call me by your name’’) i... W sumie to nie do końca wiem, co powiedzieć, bo film mi się podobał, był przepiękny wizualnie i dawno nie widziałam produkcji, która podzieliłaby tak publiczność. Jednym nie podoba się nic, a inni chwalą właściwie wszystko. Troszeczkę żałuje, że Timothée Chalamet musiał się mierzyć o Oscara za aktorstwo z Garym Oldmanem, bo gdyby nie to, mogłabym w spokoju powiedzieć, że na tę nagrodę zasługiwał.

Film jest przesiąknięty klimatem wakacji, erotyką i pewnym poczuciem, że gdy te uginające się od owoców drzewa, stracą liście to nie tylko zmieni się krajobraz, ale także zakończy się pewien etap w życiu naszych bohaterów. I w istocie tak jest.


Zabić potencjał, czyli film, którego mogłoby nie być. 
,,Every Day’’

Pod koniec miesiąca poszłam na ,,Każdego dnia’’ (,,Every Day’’) i... To był film przenudny. Ale od początku; film opiera się na książce Davida Levithana pt. ,,Pewnego dnia’’ – główna bohaterka, Rhiannon, w końcu spędza wymarzony dzień ze swoim chłopakiem, śpiewają razem piosenki, nie rozmawiają tylko o sporcie, a Justin w końcu nie tylko mówi, ale także słucha. Niestety, okazuję się, że to nie z Justinem dziewczyna spędziła czas, lecz z innym chłopakiem o imieniu A. Owa postać codziennie budzi się w innym ciele, lecz cały czas są to osoby w podobnym wieku i mieszkające gdzieś w okolicy. Jak można się domyślić A i Rhiannon zatrzepoczą do siebie rzęsami, przez co historia szybko zamieni się w sztampową produkcję o miłości, która musi dużo znieść i przezwyciężyć (miłość, nie historia).

Moim pierwszym zarzutem jest wszechobecna nuda. Większość scen wygląda tak samo tyle, że z innymi aktorami, przez co podczas seansu miałam wrażenie, że jestem w pętli czasu iście z ,,Dnia świstaka''. Drugi problem to przedłużające się zakończenie. Może tylko ja tak odczułam, ale dla mnie film kończył się co najmniej przez dziesięciu minut – najpierw poruszającą przemową, później emocjonalną sceną, jeszcze później była bodajże jakaś wizualizacja, aż na końcu dano nam pewną zapowiedź tego, co teraz będą robić bohaterowie.

Na koniec opowiem wam anegdotkę, która świetnie podsumowuje ten film. Pojawiają się napisy końcowe, światła ponownie się zapalają, co jest zwyczajowym pozwoleniem na pierwsze dyskusje o filmie. Moja koleżanka mówi do mnie, że ,,była ciekawa jak to się zakończy z tym Alexandrem’’, na co ja z lekkim grymasem ,,kto to Alexander?’’.

Tak emocjonalnie związałam się z bohaterami, że nawet nie zapamiętałam imienia gościa, który występował w jakiś dziesięciu ostatnich minutach filmu i odgrywał najważniejszą rolę.


Czekałam na to całe dwa lata, czyli sztuka na wielkim ekranie. 
,,Hamlet’’ reż. Robin Lough

Tutaj raczej nie oczekujcie analitycznego wymieniania wad i zalet, zamiast tego powzdycham trochę, bo to było coś. 

Po pierwsze dekoracje i scenografia – nigdy nie widziałam lepszego widowiska. I jasne, to było trochę efekciarskie, ale ja tę efekciarskość całkiem lubię. Zwolnione tempo, bardzo mocne, punktowe oświetlenie czy nagle wpadający na scenę brązowy żwir to jedne z głównych posunięć realizatorskich, na które się zdecydowano – dla jednych może to być całkowicie zbędne, dla innych dobre i nieco oswajające z teatrem. 

Po drugie zadziwiła mnie dawka humoru, bo choć w pierwowzorze jest kilka scen, które proszą się o komediowy wydźwięk to i tak miałam wrażenie, że ktoś tam zdecydował ,,hej, przyjdzie dużo młodych ludzi, więc trochę ich rozśmieszmy’’, co prawda nadal nie rozumiem kilku momentów, w których brytyjska publiczność się śmiała, a nasza, polska, raczej zastanawiała, co jest w tym takiego śmiesznego, lecz bez zwątpienia było kilka scen, gdzie połowa sali chichotała, choć znów był to humor na tyle prosty, że niektórzy uznali go niegodnym takiej sztuki. 

Na koniec czas na aktorstwo. Bez bicia mówię, że ja w kinie pojawiłam się wyłącznie dla Cumberbatcha, ale po przedstawieniu oprócz Benedicta, zapamiętałam również świetną kreację Karla Johnsona (scena z grabarzem). 

Czytając recenzję przed retransmisją widziałam wiele niezbyt pochlebnych opinii, że to występ jednego aktora (i po części tak jest), że wszystko nastawione jest na zrobienie show i ogólnie wszystkich zgubiło trochę to, że jak mają Cumberbatcha, którzy sprzedał im bilety przed pierwszą próbą czytaną to już właściwie nie trzeba nic robić. Może trochę tak było – nie wiem. Ja jako kompletny laik teatralny wyszłam z kina z bananem na twarzy i chęcią obejrzenia jeszcze jakieś sztuki teatralnej – może nie już, od razu, ale za miesiąc, dwa i chyba tylko to się liczy. 


19
Template by Elmo