Trup ściele się gęsto? / ,,Gra o tron'' George R. R. Martin

Wzbraniałam się niemiłosiernie przed tą historią, gdyż fantastyka nigdy nie była gatunkiem, który bym nadmiernie lubiła czy często poczytywała. Może i uwielbiałam podział rodów i wojny między rasowe, towarzyszące tego typu powieściom, jednak zawsze nadmiar smoków czy innych dziwadeł, wydawał mi się kompletnie niepociągający. Później Zysk i S-ka wydał najpiękniejsze wydanie ,,Gry o tron'' z ilustracjami i delikatnie mówiąc ogłupiałam - cudowne obrazki, porządnie wykonanie i zakładka-wstążka w pakiecie.  Przyznam się, że jeszcze długi czas po zakupie lubiłam ściągać te wielkie tomisko i przeglądać sobie strony - tak dla samej przyjemności. Mój jedyny zarzut to rozmieszczenie tych obrazków, gdyż każdy zaczynał się przy rozpoczęciu rozdziału, co może ładnie wyglądało, lecz najczęściej taka rycina była odwzorowaniem sytuacji, która działa się przykładowo sześć stron dalej. Pomijając tą drobną niedogodność, ,,Gra o tron'' stanowi najporządniejszą książkę w mojej biblioteczce, dlatego notabene często  stawiam ją w najbardziej widocznym miejscu księgozbioru. 


Ważniejsza jednak od samego wydania, powinna być fabuła, która na szczęście również zachwyca. ,,Gra o tron'' to przede wszystkim opowieść o wielkich rodach, walce o tron oraz przemykających gdzieś w tle nadnaturalnych stworzeniach, które żywią się chłodem. Cała oś historii - szczególnie na początku  - spoczywa na barkach rodu Starków, tworzonego przez Eddarda Starka, jego żonę oraz liczną gromadkę dzieci - dokładniej mówiąc szóstkę, w tym jedno z nieprawego łoża.  Tak liczna rodzina pozwoliła autorowi prowadzić narrację trzecioosobową, jednocześnie czyniąc ją bardzo personalną. Gdy rozdział dotyczy najstarszej córki Eddarda, momentalnie widać różnice w odbiorze sytuacji i te infantylne zachwycanie się przystojnymi chłopcami. Całkiem inaczej jest, kiedy rozdziały dotyczą Jona zdeterminowanego do osiągnięcie czegoś wielkiego i jednocześnie zmagającego się z ciągłym tytułem bękarta.

Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.

Oprócz rodziny Starków rodów jest naprawdę wiele, więc w pierwszych etapach czytania, niezwykle pomocny jest dodatek na końcu książki z spisem wszystkich rodów, ich herbów, dewiz oraz członków - to właśnie pozwoliło mi rozróżniać karła Tyriona od jego mniej sympatycznego ojca Tywina. Mimo mnogości bohaterów, każdy napisany jest  tak, jakby był z krwi i kości - wszyscy mają swoje przywary, co czyni ich niezmiernie autentycznymi. Jeśli jesteśmy już przy postaciach, warto wspomnieć o kilku tak charyzmatycznych osobach, które całkowicie kradną sceny innym. Do takich charakterów należy wspomniany karzeł, nazywany również krasnalem, lecz dla mnie (i z zachwytów niektórych, wnioskuje, że nie jestem jedna w swoim osądzie) był to także Jon. Tych dwóch panów skradło większość show i już podejrzewam, że gdy zacznę oglądać serial to na pewno będą moimi faworytami.


Innym aspektem są realia, sprawiające, że o świecie przedstawionym nie myśli się, jak o czymś wyimaginowanym i tak nietrwałym, że zniknie wraz z zamknięciem książki. Ten wykreowany świat to po prostu średniowiecze z dodatkiem baśni o smokach, duchach i wilkorach, które są po prostu przerośniętymi wilkami. Wszystko to sprawia, że możemy doskonale się w tym świecie odnaleźć, a kiedy wytężymy nieco umysł, można dojść do wniosku, że to tak naprawdę historia o ludziach; niektórzy z nich kierowani są chciwością, ambicją lub zwyczajną miłością. Każdy jednak z tych archetypów znalazł by swoje odbicie wśród ludzi. Cały ten realizm autor buduje za pomocą opisów natury, pomieszczeń czy wspaniałych szat rycerskich. Szczególną glorią obsypałabym opisy batalistyczne, które opisywane są od momentu wkroczenia niezłomnych żołnierzy na pole bitwy w pięknych strojach, które oczami wyobraźni można wręcz dotknąć, a kończąc na muchach, atakujących zgniłe ciała.  Martin zadbał o to, by kosmetyczną dokładność długich opisów skondensować do przystępniejszej długości, nie tracąc jednocześnie treści. Jednym zdaniem, wiemy wszystko, co powinniśmy, jednocześnie nie czując znużenia, przy drugiej już stronie opisu tego, jak wygląda suknia księżniczki. Martin jest również pierwszym pisarzem, który z taką sumiennością zapisywałby, co spożywają jego  bohaterowie i bynajmniej nie mówię tego z przekąsem. Obrazowe przykłady jedzenia stanowią bowiem  niezwykle autentyczną część opowieści, która pozwala momentami poczuć głód lub ulgę na widok pożywienia, dokładnie tak jakbyśmy sami widzieli przed sobą nadziewanego dzika. 


Od ,,Gry o tron'' wymagałam głównie intryg i faktycznie je dostałam. Niektóre niegroźne manipulację widać od samego początku, na inne trzeba nieco poczekać, lecz wszystkie ładnie się łączą w większą układankę, której nikt nie jest w stanie rozwiązać.

Kwestią nieco kontrowersyjną jest wiek optymalny czytelników i brutalne sceny, które miałyby zgorszyć młodzież. U mnie w gimnazjum pewna pani - nie bibliotekarka - po lekturze, uznała, że kategorycznie powinno się odesłać cały cykl, bo za dużo w nim okrucieństwa. Z jednej strony muszę się zgodzić - dzieci roztrzaskiwane o ściany, gwałty na niewinnych kobietach czy małżeństwa starców z dziewczynkami, które nie dostały jeszcze pierwszej miesiączki to z pewnością zdarzenia, które mieszczą się w ramach słowa okrutny, ale czy należy zabraniać krwi i flaków ludziom w wieku 14-16 lat? Dla mnie odpowiedź jest prosta: ,,nie'', jednak każdy musi przełożyć to na swój własny kodeks moralny czy znajomość siebie, aby ocenić, czy podoła Martinowi i jego prozie.


Nie zabrakło jednak nuty rozczarowania - właśnie tak, rozczarowania. Wokół ,,Gry o tron'' (niezależnie czy mówimy o pierwowzorze czy też serialowej adaptacji) istnieje otoczka grozy o bohaterów, którą buduje multum przesłanek, o tym by do nikogo się nie przywiązywać, bo prawdopodobnie zaraz zginie. Autor faktycznie nagromadził wiele osób w swoich powieściach, ale czy faktycznie trup ścielił się gęsto? Powiedziałabym, że tak, bo w praktyce śmierci jest sporo - pewnie więcej niż w przeciętnych historiach, lecz jeśli policzymy jedynie zgony istotnych osób to nagle liczba gwałtownie się zmniejszy, gdyż Martin może i powyrzynał pięć tuzinów ludzi, jednak najczęściej było to znani jedynie z imienia lordowie czy strażnicy, których w natłoku innych przydomków trudno było zapamiętać, a co dopiero się przywiązać. I nie jest to coś na zasadzie - mam słabą pamięć, więc nie wiem, kim jesteś. Większość z tych postaci, nie dała się polubić bądź znienawidzić, bo niemal nie było ich na kartach powieści, a jak już byli to jedynie przechadzali się w tę i z powrotem. Jest tu kilka śmierci, na które inny autor, by się nie posunął, lecz nastawiłam się na więcej istotnych trupów niż dostałam, dlatego też nie podzielę wszechobecnego zdania, że Martin to pisarz bezlitosny dla wykreowanych przez siebie stworzeń. 


Niektórzy pamiętają o ,,Grze o tron'' przez pryzmat serialu, inni z powodu książki, a ja choć nie odmawiam pierwowzorowi świetniej fabuły, bohaterów, wciągającej intrygi i na pewno przeczytam resztę pozycji wliczających się w serię to ,,Grę o tron'' z pewnością będę jeszcze długo rozpamiętywała pod względem ilustracji. Mówię wam warto kupić wersję ilustrowaną, szczególnie, jeśli nie jesteście pewni, czy historia przypadnie wam do gustu. Jeżeli okaże się, że to jednak nie wasz świat, to zawsze pozostanie wam porządne wydanie z ślicznymi rysunkami, służące w sytuacji zagrożenia jako obiekt do samoobrony, a takie rzeczy się ceni. Naprawdę.



Komentarze

  1. Dobra recenzja. :) Niemniej jednak powstrzymaj osąd odnośnie wyrzynania bohaterów przez Martina aż przeczytasz kolejne części - ta rzeź się dopiero zaczyna. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam napisać to samo odnośnie wyżynania bohaterów :D A wydanie faktycznie jest piękne. Ja mam na półce wersję z okładkami filmowymi całej serii, ale też nie narzekam :)

      Usuń
    2. Te wydania serialowe są całkiem ładne, ale ubolewam, że są w miękkich oprawach. Wypożyczyłam sobie drugą część serii, właśnie w tym wydaniu, i mimo, że książka nowiutka to już w paru miejscach ma połamany grzbiet.

      Usuń
  2. Świetna, wnikliwa recenzja :) Niestety dla mnie - zakochałam się w tym wydaniu. A dopiero co pozbyłam się moich wersji papierowych, stawiając na anglojęzyczną wersję na Kindle'a :( Wygląda na to, że będę musiała kupić taką, choćby ze względu na ilustracje. Są genialne!

    Zamierzasz sięgnąć po dalsze tomy? Nieco później autor znacznie bardziej szaleje w zakresie uśmiercania bohaterów, i to tych, co do których każdy spodziewał się, że "nie no, ten przecież nie może zginąć" :) więc i tych trupów będzie więcej. Sama "Gra o Tron" to zaledwie przedsmak :)

    Pozdrawiam, wrzucam do obserwowanych :) Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką cegiełkę warto mieć <3
      Już sobie wypożyczyłam drugą część, więc niedługo się przekonam :)

      Usuń
  3. Takiego wydania z ilustracjami jeszcze nie widziałam - jest obłędne! "Grę o tron" uwielbiam, ale znam ją tylko z wersji serialowej, bo nie mam kompletnie czasu na zabranie się za książki, bo jednak są to opasłe tomiska. Za to mój mąż zaczytuje się aktualnie w drugiej części trzeciego tomu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby opasłe, a trzeba przyznać, że czyta się szybko. Ja czytam teraz tom drugi (zostało mi jakieś sto stron do końca), a zaczęłam bodajże w czwartek, albo i nawet później.W serialu chciałabym głównie zobaczyć rodzinę Starków - ciekawe czy postacie z adaptacji pokrywają się z moimi wyobrażeniami, ale to dopiero przede mną, bo zdecydowałam najpierw wszystko przeczytać, a później obejrzeć :)

      Usuń
  4. Mnie takie rzeczy za bardzo nie interesują.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty wiesz co ja o tej książce sądzę, więc powtarzać się nie będę, bo jeszcze ryczeć tu zacznę xD Ale zobaczysz! Niedługo ta książka będzie moja!
    Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Słyszałam mieszane uczucia...jedni uwielbiają inni nienawidzą. Z tego co słyszałam to jest strasznie nudne, bo na początku gościu jedzie na koniu i jedzie i jedzie i jedzie i dojechać nie może przez kilka stron. A potem znowu jedzie i jedzie i jedzie. Tak więc tego troszkę się boję, ale zobaczymy jak to będzie xD
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co?! Tam na początku zaraz ktoś ginie! A skoro ja się nie nudziłam, to znaczy, że... ktoś cię okłamał (albo czytał inną wersję) :D

      Usuń
  6. Do Gry o tron nie byłam przekonana już od samego początku. Raczej jej nie przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My sweet summer child...(jakby to powiedziała niania młodych Starków). Prawdziwa rzeź to się dopiero zacznie od następnego tomu :) Chociaż ja sama byłam bardzo zdziwiona, kiedy zginął Ned Stark, zwłaszcza, że to właśnie on był kreowany na głównego bohatera. Moja mama też była zaskoczona kiedy oglądałyśmy serial, i aż spytała z niedowierzaniem w głosie: Ale on jeszcze będzie żyć, prawda? No niestety bez głowy to trochę żyć ciężko, chociaż w dalszych tomach pojawią się jeszcze cudowne ożywienia.
    A co do wydania: to ilustrowane jest przepiękne. Na razie nie kupuję całego cyklu, bo po pierwsze: nie jest zakończony, po drugie: te tomy, co do tej pory wyszły w Polsce są bardzo niespójne graficznie i źle wyglądałyby na półce. Poczekam więc na całość (pewnie jakiś milion lat) i zakupię jakieś piękne wydanie, niewykluczone, że własnie to ilustrowane - jeśli tylko pociągną całość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmierć Neda zaskoczyła mnie - nie powiem, że nie - ale jakoś nie wstrząsnęła mną tak bardzo. Drugi tom już wypożyczyłam z biblioteki, więc może niedługo się dowiem, co znaczy ta zapowiadania przez wszystkich rzeź.
      Z tego co wiem, niestety nie będzie - przynajmniej w najbliższym czasie - więcej tomów ilustrowanych, nad czym baaardzo ubolewam i dlatego też postanowiłam nie kupować pozostałych części, tylko wypożyczyć książki z biblioteki, co równa się opasłym tomiskom z białymi kartkami i połamanymi grzbietami (dalej ciekawi mnie, kto zdecydował, że tak grube powieści można wydać w miękkiej oprawie).

      Usuń
  8. Uwielbiam te książki :D Darzę je większą sympatią, niż serial - bohaterowie w literackim pierwowzorze są ciekawsi, przechodzą lepszy rozwój, budują charakter, natomiast w serialu albo uprawiają seks, albo są gwałceni, albo robią głupoty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę przyznać, że sama byłam bardzo zdystansowana co do fantastyki, a zwłaszcza Gry o Tron... dopóki plaga nie dopadła i mnie. Obejrzałam serial i przepadłam. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, było zakupienie całego cyklu w oryginale. Nie ukrywam, że brak czasu nie pozwala mi na całkowite zanurzenie się w historii, jednak dzięki temu mogę delektować się całą serią!
    Uważam, że Martin przeszedł samego siebie w wykreowaniu tak skomplikowanego i pełnego mnóstwa przesłań świata. Pomimo, że pisze o smokach, rycerzach, królach i bitwach, co raz zadziwia mnie jak ta (wydawałoby się) średniowieczna historia odnosi się do naszych czasów. Jest pełna uznania dla autora i twórców serialu, który bije większość innych produkcji na głowę.

    P.S. Zazdroszczę tego przepięknego wydania!
    http://favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Serial oglądałam :) czekam na nowy sezon, aczkolwiek jakąś wielką fanką nie jestem :) ale wiem, że na książkę kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie obstaje tylko przy książce, ale serial mam w planach. Z tego co wiem siódmy sezon, startuje jakoś w lipcu, więc na dniach, dlatego też życzę miłego oglądania (i żeby ukochani bohaterowie przeżyli) :D

      Usuń
  11. Jejku, ja chce to wydanie! A mam zwykle, zwyczajne, z najgorszą możliwą okładką ;P
    Wiesz co... Martin po pierwsze przegina. Z ilością nazwisk, opisów, wprowadzaniem nieistotnych rodów itd. Ta książka spokojnie mogłaby być krótsza.
    A co do jego okrucieństwa: to po pierwsze "mit", który urósł wokół serialu, bo nagle ludzie dostali coś nieco bardziej krwawego. Po drugie, GoT jest wprowadzeniem do serii; [SPOILER. PRAWIE] ważniejsze postacie giną po prostu później.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne wydanie, żałuję, że kupiłam zwykłe. Ale jeśli historia mi się spodoba tak jak serial, na pewno kupię również to :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz