Emocjonalny rollercoaster, czyli słów nieco o ,,Małym życiu''

Są książki o których człowiek nie chcę pisać, bo czuje się zbyt niekompetentny i za młody, lecz jednocześnie nie jest wstanie, nie podzielić się tak dobrym kawałkiem literatury z innymi, a ,,Małe życie'' to właśnie powieść, o której piszę się niezwykle trudno, jednak powinno się o niej pisać jak najwięcej, bo jest wspaniała. 


Opis z tyłu okładki, sugeruje jakoby historia kręciła się wokół czwórki przyjaciół, których przyjaźń jest wystawiona na próbę, jednak brzmi to, jakby cała opowieść miała się opierać tylko na tym, jak kilku mężczyzn będzie walczyć o swoją zażyłą relację, jednocześnie próbując formować swoje dorosłe życie. Nie jest to opis zły, lecz jest tak lekki oraz niewyczerpujący, że czuję się wręcz zobligowana, aby powiedzieć prawdę; Hanya Yanagihara stworzyła powieść, która opowiada o wszystkim - przyjaźni (tej mocnej, pomagającej człowiekowi w trudnych chwilach i tej, która rani), miłości, zaufaniu, traumach, niepełnosprawności, chorobach, samookaleczeniu, strachu, radości (chwilowej i trwałej), przemijaniu, spełnianiu marzeń, wierze w siebie (zarówno tej niezłomnej, jak i ulotnej oraz nietrwałej, która pryska jak bańka mydlana, przy większym podmuchu wiatru). Hanya opisała życie człowieka począwszy od dzieciństwa, a kończąc na wieku starczym, gdzie kojarzeni jesteśmy tylko z gadką o lekarzach i zbliżającą się śmiercią.

Co ciekawe nie od początku byłam tak zafascynowana. Przy pierwszym podejściu odłożyłam książkę po dwudziestu stronach, choć zwalam to głównie na zastój czytelniczy, który wówczas mi towarzyszył. Drugie podejście i zarazem ostatnie było już lżejsze, jednak początek - trzeba przyznać - nie zapowiadał takiej rewelacji, jaką dostałam później. Właściwie to, czytając pierwsze strony, bałam się chaosu, spowodowanego natłokiem bohaterów, gdzie każda postać wydawała mi się podobna do innej, dlatego też kurczowo starałam się zapamiętać minimum jedną cechę charakterystyczną dla danej postaci. Później jednak wciągnęłam się całkowicie, a rozróżnienie cichego Jude od nieokiełznanego JB było jak bułka z masłem, więc jeśli boicie się zbyt zawiłej wielowątkowości to mogę was pocieszyć; wraz z przemykaniem przez kolejne strony klaruje się, kto tak naprawdę będzie grał pierwsze skrzypce - i choć jest to poniekąd historia całej czwórki przyjaciół, to jednak główną role gra najbardziej zagadkowa postać, czyli Jude. 

...cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, żeby znaleźć ludzi lepszych od siebie, nie inteligentniejszych, nie bardziej cool, ale lepszych, serdeczniejszych i bardziej wybaczających, a potem szanować ich za to, czego mogą cię nauczyć, i słuchać ich, gdy mówią ci coś o tobie samym, choćby i najgorszego...

Fabułę można było zepsuć na tysiąc sposobów, które mogłyby mnie nawet w pewnych momentach ucieszyć, jednakże autorka nie szła na skróty, nie cieszyła się prostymi rozwiązaniami czy popularnymi w literaturze przypadkami, które zdają się w większości prostych historii literackich definiować nasze życie - przez przypadek chłopiec wylał sok na dziewczynkę i tak zaczęli ze sobą chodzić. Hanya nie ciska, co zdanie kurwami w czytelnika, by zapewnić, że oddaje autentyczność świata - przekleństwa się pojawiają, ale w sytuacjach, w których faktycznie normalny człowiek, zacząłby kląć. Nie ma więc mowy o sztucznym bądź przeskalowanym oddawaniu rzeczywistości. Tutaj wszystko jest realne na wielu płaszczyznach.

Najważniejsi są oczywiście bohaterowie - Willem, Jude, JB oraz Malcom to czwórka przyjaciół, z których każdy ma całkowicie inną historię. Niektórzy mieli szczęście, być dziećmi bogatych rodziców, inni nigdy nie zaznali ciepła rodzinnego domu, co kształci ich samych oraz ma wpływ na przyszłe decyzję. Nie są to postacie bez wad - mają przerośnięte ambicję, są ślepi na prawdę, którą się im podsuwa bądź cechuje ich ogromna zazdrość -  jednak ten wór przymiotów nie odbiera im uroku a dodaje. Oczywiście tak jak we wszystkich dziedzinach, niektórym osobom szczerze kibicujemy, innych wolelibyśmy widzieć rzadziej. Uderzył mnie jednak fakt, że nawet ci z goła pozytywni bohaterowie mają swoje całkiem spore mankamenty, przez co nie są wcale tak perfekcyjni, jakby się zdawało, więc w efekcie często wzdychamy, by nie popełniali tego błędu - sama zrobiłam tak wielokrotnie, choć po chwili namysłu uznałam, że tylko w wyidealizowanych powiastkach ludzie postąpiliby inaczej i tak naprawdę nie mogę wymagać od bohaterów ,,Małego życia'' zachowania odmiennego, gdyż byłoby to wielkie przekłamanie w kierunku świata, w kierunku rzeczywistości i reguł nią kierujących. Jeśli jesteście więc fanami obrazu słodkiego, gdzie wszystko idzie po myśli bohaterów to zdecydowanie tego nie dostaniecie, gdyż Hanya opowiada historię, która mogłaby istnieć, a nie bajkę. 

Moralność pomaga nam tworzyć prawa, lecz nie pomaga nam ich stosować.

Akcja rozgrywa się na tyle długo, że książkę spokojnie można porównać do  długiego serialu, w którym bohaterowie z sezonu na sezon, a czasami z odcinka na odcinek ewoluują - zmagają się ze swoimi lękami, próbują pokonać  samych siebie lub robią wszystko w imię ukochanej osoby. To co różni ,,Małe życie'' od serialu to brak efektowności - nie ma flaków porozrzucanych na kafelkach, partnerzy nie krzyczą sobie w twarz, wymachując jednocześnie pistoletem, a pary nie mają w scenariuszu romantycznego pocałunku podczas ulewy. Nie znaczy to jednak, że autorka zapewniała nam ciągłą sielankę - właściwie jest wręcz przeciwnie. Momentami książka jest na tyle ciężka, przez nagromadzone w niej dramatyczne zdarzenia, które łapią za serce, że trzeba ją odłożyć i nieco odetchnąć. Z drugiej strony, jestem niemal pewna, że znajdą się także czytelnicy, którzy uznają taki splot wydarzeń za zbyt zatrważający tudzież wymyślny, gdyż autorka gra głównie na emocjach czytelnikach, które czasami wręcz przysłaniają obraz prawdziwej wartości literackiej dzieła - trudno w końcu doszukiwać się metafor, przy łzach rozmazujących obraz. Wbrew tym opiniom ci, którzy nie podważają wszystkiego, co przeczytają i nie doszukują się wszędzie taniej sensacji, mogą skończyć tak jak ja, czyli właśnie zalani łzami. Wierzcie lub nie, ale od połowy książki (a może nawet i wcześniej) ryczałam przeciętnie, co pięćdziesiąt stron. Nie gwarantuje, że spotka to każdego, bo jestem dość wrażliwą osobą, jednak mimo wszystko chusteczki powinny być w pogotowiu - tak na wszelki wypadek. 

Nie bez kozery książkę Hanya kilkakrotnie nominowano w kategorii literatury pięknej, gdyż styl pisania autorki jest cudowny. Przede wszystkim ,,Małe życie'' pełne jest bogatego słownictwa, dobrze wplecionych retrospekcji, które nie są piątym kołem u wozu, a dopełnieniem historii. Natomiast myśli bohaterów, ich odczucia oraz stosunek do samych siebie, jeszcze nigdy nie był tak dobrze oddany w narracji trzecioosobowej, jak w tej powieści. Wspominałam już, że historia rozgrywa się na przestrzeni kilku dekad, ale także kilku postaci, przez co autorka lawiruje między jednym bohaterem a drugim, chcąc pokazać nam różne perspektywy. Równocześnie jestem jej wdzięczna, że akcja cały czas mknie, a gdy się zatrzymujemy, by któraś osoba powiedziała jak się czuła w pewnej sytuacji, którą już znamy z innej perspektywy to robione jest to na zasadzie krótkiego napomnienia bądź wspomnienia, co nie wychodzi obcesowo, tylko naturalnie. Wprawdzie muszę przyznać, że były momenty, w których zastanawiałam się czy bohater ma trzydzieści, czy może czterdzieści lat, jednakże takie kwestie jak wiek, nie odgrywały istotnego zagadnienia. 

Czy nie jest cudem sama przyjaźń – znalezienie drugiej osoby, która samotny świat czyni mniej samotnym?

Będąc jeszcze w stanie euforycznym po przeczytaniu książki, jestem bliska powiedzenia, że to najlepsza powieść, jaką czytałam, lecz jednocześnie wiem, że nie jest to coś dla ludzi nietolerancyjnych - zarówno w zakresie rasy jak i orientacji seksualnej. ,,Małe życie'' nie tylko przedstawia bohaterów, mających czarny kolor skóry, (co nie stanowi  fabularnie sprawy pierwszorzędnej) lecz także pokazuje związki homoseksualne oraz reakcję ludzi na taką zażyłość - ukazani są zarówno bliscy homoseksualnej pary, ale także społeczeństwo, które przyjmuje to całkowicie normalnie. I nie ma w tym nic złego, jednakże na początku nieco się zastanawiałam czy w Nowym Jorku faktycznie istnieje takie poszanowanie dla ludzi homoseksualnych, i czy to możliwe, aby było tam tak dużo takich osób, gdyż cała paczka mężczyzn miała w swoim otoczeniu całkiem sporo par homo. Jeżeli ktoś ma uczulenie na takie akty miłości to powinien skreślić ,,Małe życie'' z listy zakupów i jednocześnie żałować, że przez tak ograniczone myślenie straci świetną prozę. 

Wiem też, że wiele osób zarzucało autorce brak czynników politycznych, religijnych czy gospodarczych. W książce nie ma także wymienionych najpopularniejszych portali społecznościowych, lecz to właśnie sprawia, iż lektura nie ogranicza się, nie skraca swojej daty ważności, a przy okazji pozwala wybrzmieć przyjaźni - skupia całą uwagę właśnie na uczuciu pomiędzy ludźmi, więc jest to  rozsądne posunięcie, która nie rozprasza uwagi czytelnika banałami. Sama autorka nawet ładnie uzasadniła swój wybór w jednym z wywiadów:

Rezygnując z osadzenia fabuły w czasie historycznym przenosisz uwagę czytelnika na świat wewnętrzny bohaterów, na ich życie emocjonalne, które rządzi się własną dynamiką. Czytający nie powie już: być może na zachowanie czy postawę bohatera miało wpływ takie czy inne zdarzenie na świecie. Nie powie: przecież taki splot nieszczęść, jak w powieści ,,Małe życie'', po prostu nie mógł nastąpić w owym czasie, to zupełnie niemożliwe! Nie powie, bo tego nie wie, gdyż ma jedynie świat przedstawiony w powieści. 

Nie wszystkich może przekonać ta suma plusów, dlatego z cała odpowiedzialnością proszę; przeczytaj to! Nigdy nie byłam za mówieniem ludziom, co należy, a czego nie należy czytać - do tej pory znalazłam tyko jedną obowiązkową książkę i jest to ,,Rok 1984'', który moim zdaniem powinien być lekturą obowiązkową na przełomie gimnazjum-liceum. Jednak gdybym mogła kazać przeczytać wszystkim, jedną wybraną przeze mnie pozycję to byłoby to właśnie ,,Małe życie''. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że to nie spodoba się każdemu. Nie każdy będzie płakał i nie każdy będzie fanem zakończenia, jednak z pełną odpowiedzialnością polecam tę powieść, nawet jeśli miałabym później słuchać krytyki nieusatysfakcjonowanych czytelników. Dla mnie ,,Małe życie'' to cudowny pomnik przyjaźni, do którego będę wracać i wracać, a slogan reklamowy krzyczący o najgłośniejszej powieści to nie tylko puste słowa.


Na koniec rzucę tylko małą radę; nie sprawdzajcie ilości stron ,,Małego życia''. Ja mam niezbyt chlubny nawyk kontrolowania, ile jeszcze stron do końca, a że przemknęłam wzrokiem po ostatnich kartkach, to jeszcze nadziałam się na spoiler. Mimo iż spoiler przeczytałam będąc jeszcze w 1/8 książki to dobrą rekomendacją będzie, że a) i tak przeżywałam piekielnie mocno zaspoilerowane wydarzenie, b) dalej miałam wielką ochotę na czytanie.   


PS. Jeśli naprawdę jesteście ciekawi ilości stron, to powiem na zapas, jest ich 814.

Komentarze

  1. Nie bój się pisać o takich książkach, bo naprawdę robisz to świetnie - wcale nie brakuje Ci kompetencji. :) Nieco przeraża mnie objętość tej powieści, bo przy moim braku czasu będę ją pewnie czytać ze dwa miesiące, ale na pewno sięgnę po tę historię, ponieważ jestem jej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tej książce było bardzo głośno i wszyscy niesamowicie ją zachwalali, ale nikt nigdy nie mówił dlaczego jest taka wspaniała, dlatego nie miałam ochoty jej czytać. Po twojej recenzji już wiem, że muszę koniecznie po nią sięgnąć! Dziękuję!
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że ktoś o tym napisał wreszcie. - pozdrawiam Tom21w z mocrecenzji

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie ta ilość stron mnie odstrasza. Zawsze się boję sięgać po takie grube książki, chociaż poleciła mi tę historię nawet koleżanka ze szkoły! Może kiedyś... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego grubaski świetne są na wakacje czy ferie, bo wtedy można się całkowicie oddać historii. Przy ,,Małym życiu" jest to szczególnie ważne, bo bez czasu można nie przeżyć tak emocjonalnie historii. Niemniej jednak, gdy będziesz miała nieco wolnego to polecam przełamać awersje i przeczytać!

      Usuń
  5. Uwielbiam tę książkę :) Nie mogę powiedzieć, że przeczytałam ją jednym tchem (bo jest za długa), ale zajęło mi to naprawdę niewiele czasu. Wzbudza ona we mnie skrajne emocje - jednocześnie cierpiałam czytając ją i nie mogłam się oderwać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, skrajne emocje też mi towarzyszyły. Szczególnie w pewnych kwestiach związanych z Williemem.

      Usuń
  6. Interesująca recenzja i w sumie zachęciłaś mnie... do dalszego czytania, tkwię na 352 stronie i nie mogę ruszyć, a teraz... będę miała zapracowaną noc.
    Bohaterów rozróżniam od samego początku, więc nie ma problemu, ale Jude i jego historia, wow!
    Dziękuję!
    POCZYTAJ ZE MNĄ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Jude jeszcze nieraz wstrząśnie - uwierz.

      Usuń
  7. Nie zwróciłam specjalnej uwagi na tę książkę, kiedy było o niej głośno, choć często przewijała mi się na portalach księgarskich itp. Też uważam, że "Rok 1984" powinien być lekturą obowiązkową, więc jeśli stawiasz "Małe życie" na tym samym pułapie, to naprawdę musi być warte przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  8. ,,Małe życie'' to cudowny pomnik przyjaźni - świetnie napisane, jak i reszta tej opinii. Książka nie musi się podobać każdemu, by każdy mógł z niej wynieść coś ważnego.
    Niestety czytanie i omawianie lektur w szkole jest bardzo płytkie, nie pozostawia ani miejsca, ani czasu na własne odczucia po przeczytaniu książki, co bynajmniej nie zachęca do czytania. Przez to dzieciaki i młodzież bardzo dużo tracą, również umiejętność takiego "poczucia" danej pozycji, bo czytają pod schemat omawiania. Pamiętam, że w liceum dostawałam często słabe stopnie z testów po przeczytaniu lektury. Czytałam wszystkie, niektóre mnie zachwycały, inne mniej, ale w teście nie było miejsca na to co ważnego było w nich dla mnie. Ot rozpisałam się, taka moja dygresja :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Małe życie" to życie. Moja opinia na temat tej książki. Dziękuję. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham tę książkę :) Upłakałam się przy niej niesamowicie, bardzo głęboko mnie poruszyła. I na pewno nigdy jej nie zapomnę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetna recenzja! Kiedyś muszę po tą książkę sięgnąć.
    Zapraszam do mnie: http://zaakreconazaaczytana.blogspot.com/
    Liczę, że Ci się spodoba i zostaniesz na dłużej <3
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja napiszę od razu, boje się, boję się że ta książka mi się nie spodoba. Nie słynne z zapału do takiej literatury, niby przekonuje mnie fakt, że jest to dość popularna książka i to, że dużej ilości osób się podoba. Ale to jest 800 stron i nie wiem czy dla mnie to będzie chwile czystej przyjemności czy raczej koszmaru.
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak długo się zbieram do jej przeczytania, ale miałam teraz straszny zastój czytelniczy i boje się, że biorąc pod uwagę jej objętość może mnie przerazić 😂

    Pozdrawiam.
    http://mareandbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miałaś zastój to zaczęła bym na rozgrzewkę od czegoś lekkiego, najlepiej jakiejś niewymagającej młodzieżówki. Ewentualnie czegoś, co lubisz, np. kolejnej części cyklu.

      Usuń
  14. Czytałam ją gdy jeszcze miałam dużo, dużo czasu. Piękna powieść, mądra i taka inna od tego co najczęściej czytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to nie wiem, czy ,,Małe życie" można zakwalifikować lub porównać do czegoś już znanego. Czytałam już trochę literatury obyczajowej czy romansu, ale nic nawet nie zbliża się poziomem do tego.

      Usuń
  15. Koniecznie muszę to przeczytać. Od dawna chciałam to zrobić, ale zawsze brakowało czasu. :) Masz świetne pióro. Oby tak dalej! :*
    Zostaję na dłużej!

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak bardzo chcę przeczytać Małe Życie.. Wczoraj robiłem zamówienie na bonito.pl i na śmierć zapomniałem o tej książce :/

    Hubert z Thelunabook
    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam! Gdy nie mam kasy to pamiętam o każdej książce, którą chcę kupić, ale gdy mam już zamawiać to zawsze coś pominę.

      Usuń
  17. Myślę, że po Twojej recenzji tym bardziej przeczytam "Małe Życie" chociaż liczba stron faktycznie przeraża. Mam nadzieję, że spodoba mi się tak jak Tobie!
    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.

    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Ogólnie ciężko mi się czyta takie powieści o wszystkim, zwłaszcza tego typu. Ale to, że postaci mają wady, to zdecydowanie dobrze brzmi, bo wtedy czytelnicy mogą próbować się w nich odnaleźć troszeczkę, co podkręca wrażenia z lektury.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam ją na półce. Zaczęłam kiedyś czytać e-booka, dobrnęłam do 50 stron i tak mi się spodobała, że kupiłam wersję papierową. Od tamtej pory książka leży wciąż nieprzeczytana. Nie wiem dlaczego, chyba czekam na odpowiedni nastrój :)
    Co do "Roku" jako lektury obowiązkowej to się nie zgodzę, szkoła za bardzo spłyca i do tej książki każdy powinien zajrzeć wtedy, kiedy poczuje, że chce. Chociaż też jestem zdania, że każdy powinien ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz