środa, 1 lutego 2017

Kulturalnie o rzeczach niekulturalnych, czyli denerwujące zachowania maniaków.

Tak jak w każdym środowisku wśród zawodowych czytaczy książek i oglądaczy dóbr kultury, pojawiają się mało przyjemne jednostki, które psują przyjemność z prosperowania w danym okręgu. Dziś więc o rzeczach gwarantujących złość.



Mroczniejsze strony fandomów - zero rzygania tęczą, a całkiem sporo hejtu i nienawiści. 
Fandom jest trochę jak kobieta; potrafi wyciągnąć na wierzch grzechy sprzed kilku lat, jakby były świeżymi ranami. Przy tym wszystkim narzuci ci swoje zdanie, za wszelką cenę będzie chciał udowodnić, że nie masz racji, a dla rozrywki ułoży przyszłość dzieci ulubionego aktora z serialu mimo, iż te kruszynki niedawno zaczęły dopiero raczkować - fandom już wie, że będą homo!

Wraz z premierą nowego sezonu Sherlocka obudziła się cała rzesza fanów, którzy ostatnie kilka lat wegetowali czekając na czwartą serię, a kiedy w końcu ją dostali, tumblr pęka od doniesień, teorii tudzież domysłów. Podobno to rutynowe i całkiem normalne. W pierwszym odcinku nowej serii pewna postać mocno poświęca się dla drugiej (więcej nie powiem, żeby nie spoilerować). Jako, że jestem w kilku grupach fanowskich oraz serialomaniaków szybko spotkałam się z pełnymi nienawiści domysłami, że ta postać musi udawać, albo że zrobiła to jedynie po to, by skomplikować pewne relacje. To był pierwszy sygnał, że fandom czasami nie potrafi ocenić pewnych aspektów na spokojnie oraz obiektywnie, a czytanie tych teorii wręcz psuje zabawne, bo są przesiąknięte żalem i niespełnionymi marzeniami, aby z Johna i Sherlocka zrobić gejowską parę. Wiecie co mnie utwierdziło w przekonaniu, że fandomy nie do końca są w porządku? Supernatural. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, iż   Jensen Ackles oraz Jared Padelecki odgrywają tam główne role; w serialu są braćmi, których się wspólnie shipuje. Para homoseksualna i kazirodcza - niezły duet. W każdym razie przeniosło się to również na ich życie prywatne, a ich dzieci przez niektórych fanów są uważane jako ''przeznaczone sobie''. Więc kiedy koleżanka z produkcji zaszła w ciąże, jeden z tych panów napisał całkiem humorystyczny post, który znaczył tyle co Myślisz, że ona będzie lubiła starszych mężczyzn? Nie mnie, moich synów. nie dość, że wszyscy pro homo zaczęli dopisywać Albo dziewczynki to jeszcze obrzucili autora wpisu tekstami o narzucaniu orientacji i raczyli przypomnieć o tym, iż jego dzieci mają być z kimś innym.

Nasuwająca się refleksja to niektórzy kochają gównoburze, a jeszcze bardziej kochają gównoburze o wątku homoseksualnym. Najlepsze jest to, gdy żony aktorów zdaniem fanów (rzekomych fanów) nie są godnymi bycia z panem X, są za brzydkie, grube, źle się ubierają albo ogólnie nie pasują do tego faceta (co z tego, że nie znasz ani jej, ani jego tak naprawdę). Aktorzy dają często fałszywy obraz siebie, przekazują to co chcą przekazać, a ich żony, partnerki, dziewczyny? One najczęściej są poza mediami, nie udzielają wywiadów. Jedynie kameralnie pojawią się na gali czy podobnym spotkaniu, a i tak zbierają baty.

Momentami nachodzi mnie taka myśl, jak oni sobie dają radę z takim tłumem ślepo podążających osób? Padają ofiarami gróźb, coraz częściej upodobania oraz orientację fikcyjnych osób przenosi się z ekranu na rzeczywistość (przykład, wiele osób oglądających Sherlocka kibicuje Johnlockowi, więc i w życiu prywatnym uważa, że aktorzy mogli by być homoseksualistami mimo, iż są w szczęśliwszych związkach, mają już własne dzieci).



Spoiler tu, spoiler tam...
Dla równowagi teraz coś nad czym nie trzeba zbyt wiele słów -spoilery. Czasami świadomie szukamy takich newsów, sama miałam tak przy serialu, jednakże takie zdradzanie fabuły bez ostrzeżenia jest jednym z tych zachowań, które doprowadzają mnie mówiąc brzydko do k*rwicy. Chcesz się wyżalić, że Chris nie wybrał tej odpowiedniej dziewczyny, a Stiles skończył na szubienicy? Do tego są specjalne grupy, zarówno książkowe jak i serialowe czy filmowe, gdzie można się wymienić opinią pod odpowiednim postem, nie szkodząc przy tym nikomu. Polecam ten sposób ;)

Brak przemyślanych i pragmatycznych argumentów
Od niedawna bezustannie wymieniam swoje opinie z innymi ludźmi na temat różnych odcinków, bohaterów czy po prostu czegoś tak zwykłego jak gra aktorska, która nie ukrywajmy może wiele zepsuć. Kuje więc w oczy fakt, gdy nagle ktoś wyskakuje z całkiem nielogicznymi kontrargumentami. O ile o gustach, takich jak wskaźnik tego czy ktoś jest przystojny trudno dyskutować, bo zależy to od prywatnych preferencji, tak przy ocenie choćby działania postaci odpowiedź zazwyczaj jest prosta. Nie rozumiem więc, dlaczego niektórzy za wszelką cenę chcą zamaskować błędy w scenariuszu, czy w działaniu ulubionego bohatera. Przykład, John uderza Sherlocka z pewnego powodu, po czym pojawia się tysiąc pięćset opinii zawziętych fanek, że on przesadza, jest niepoważny itd.  Serio? 

Sama mam fetysz braci w serialach i zdaje sobie tego sprawę, lecz potrafię odsunąć na bok swoje zamiłowanie to rodzinnych, słodkich momentów, by ocenić epizod z czysto ''technicznej'' strony. Dlatego w Supernatural wiem, że scenariuszowo kolejne zmartwychwstania Winchesterów są zwyczajnie odgrzewanym hamburgerem, ale prywatnie dalej to bardzo lubię i chyba nigdy mi się nie znudzi.


To by było na tyle w dzisiejszym poście; chętnie przeczytam co was denerwuje. Jako, że leże w domu z chorym gardłem i zaczątkami ospy nie szczędźcie literek. Mam dużo czasu na czytanie opinii innych ;) 

23 komentarze :

  1. Ciężko mi się odnieść tutaj do konkretnie tych przedstawionych fandomów (nie oglądam ani Sherlocka, ani Supernatural), ale należę do innych, głównie mangowo-animcowych. Zachowania podobne. No i spoilery chyba faktycznie są najbardziej irytujące, ale... podchodzę do tego spokojnie. Jeśli wchodzę na tumblra to mam świadomość, że mogę natknąć się na spoiler - dzięki temu nie psuję sobie nerwów, nie dostaję przysłowiowej kurwicy. Polecam takie podejście. Nie płakałam nawet, kiedy dowiedziałam się o wyniku meczu z trzeciego sezonu "Haikyuu" jeszcze przed wyemitowaniem pierwszego odcinka (taak, screeny z mangi zdradzają co nieco, szczególnie jeśli anime powstaje dokładnie na jej podstawie :p). A mimo to oglądałam z ogromnym zaciekawieniem. To dowód na to, że spoilery nie muszą psuć dobrej zabawy. ^^
    Łączenie w pary homoseksualne niektórych postaci jest nie tyle co wkurzające, co czasami wręcz obrzydliwe (tutaj można podać za przykład inną serię, ostatnimi czasy popularną - "Yuri!!! on ice" - i łączenie ze sobą Victoria, 27 lat, z 12 lat od niego młodszym Plisetskim, zaledwie 15-latkiem! czy to czasami nie podchodzi pod pedofilię?). No ale cóż na to poradzić? Można albo ignorować, albo kulturalnie wygarnąć, że to nie na miejscu.
    Na koniec odniosę się do ostatniego punktu i obiecuję, że mój komentarz nie będzie dużo dłuższy niż jest teraz. :D W środowisku mangowym często spotykam się z nierozróżnianiem "to mi się podoba" od "to jest dobra seria" (stwierdzenie subiektywne i obiektywne). Są serie słabe, które mogą dawać fun, mimo wszystko i to jest w porządku. Ale nazywanie takich serii "wybitnymi" czy "genialnymi", no cóż, dobre nie jest. No bo dobra seria ma pewne cechy i tyle. No ale cóż...
    Fandom jest jaki jest, i tak go lubię. :D Jak wszystko - ma swoje złe, ale ma też dobre strony. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. To tylko udowadnia, że takie zachowania są wszędzie - nie tylko wśród fanów akurat tych seriali. Ja raz zaspoilerowałam sobie śmierć jednej z postaci (szukałam jakiegoś materiału na Yt, a pojawiła mi się wymowna ikonka i napis ,,śmierć ____''), a mimo to ryczałam jak bobas; nadal uważam tę scenę za jedną z bardziej emocjonalnych. Więc przy spoilerach można się bawić, ale sama chciałabym decydować czy je zobaczę, a nie unikać ich przez trzy miesiące, by później inny fan rzucił mi nimi niczym śledziem w twarz (porównanie okropne, ale cii).
    Taak, łączenie 27 latki z 15 latkiem podchodzi pod pedofile :'D Choć dla mnie mistrzem jest ten związek z Supernatural; bracia od których bije na kilometr fakt, że są hetero, ale i tak znajdzie się grupa shippująca ten związek.
    Tak naprawdę ten polski fandom mam wrażenie, że nawet jest nieco lepszy od zagranicznego, bo my raczej nie rzucamy się na żony aktorów, nie piszemy do stacji telewizyjnych czy Bóg wie co jeszcze... Może to tylko mylne pozory, ale fani z Stanów wydają mi się bardziej impulsywni.

    OdpowiedzUsuń
  3. My tylko piszemy fanfiki o aktorach podkładających głosy w anime (seiyuu). xD Na szczęście, jeśli coś takiego się zdarza, są to sytuacje mocno marginalne (z takim opowiadaniem spotkałam się raz i to kilka lat temu). Fakt faktem, polski fandom jest jednak mniej liczniejszy niż ten określany jako "zagraniczny" - choćby dlatego, że ten anglojęzyczny w głównej mierze obejmuje nie tylko Stany, ale również UK, Australię czy inne kraje, w których mówi się po angielsku (lub się nie mówi, ale jednostki dobrze znają język i są w tym zagranicznym fandomie - tz. bardziej się udzielają - niż w krajowym; za przykład może uchodzić moja znajoma, Polka, ale udzielająca się we właśnie anglojęzycznym fandomie). No cóż, teoretycznie można uznać tam też takie sytuacje jako marginalne, ale wraz ze wzrostem liczebności - ten margines jest większy niż w naszym kraju. :p
    Shipy rodzeństwa też się zdarzały... Smutne, ale prawdziwe. No ale cóż poradzić, taka natura superfanek nastawionych na homo (w mangowym środowisku sporo takich psychofanek jest wśród yaoistek [yaoi - gatunek mangi/anime o gejach] - wstyd się przyznać, sama też kiedyś do ich należałam, tz. do tych nienormalnych xD).

    OdpowiedzUsuń
  4. piszeczytamgotuje.blogspot.com1 lutego 2017 14:07

    Jestem w takiej jednej grupie fanowskiej, że Twoje zaangażowanie w całą serię zależy od tego czy przeczytałeś wszystkie książki i znasz na pamięć każdy dialog, nazwisko, miejsce itp. Trochę to chore, bo czytając ileś tam książek w roku, nawet uwielbiając jedną z serii nie jestem w stanie po roku przypomnieć sobie pewnych faktów. No, ale... hejt leje się hektolitrami :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Doma ja bym Cię chętnie zasypała literkami aleee... Kurna, trochę nie mam się do czego odnieść xD Sherlocka obejrzę sobie na wakacjach może, taki mam zamiar przynajmniej, tak więc nie wiem o co w wojnie chodzi, a jak nie wiem to staram się nie wypowiadac (chociaż KUSI!). Supernaturals obejrzałam 2 odcinki a potem się zaciął Internet, później była kolonia jakaś i jak wróciłam to już nie chciało mi się do tego wracać ;') także.... Zdrowiej Kochana, pij dużo herbaty i żryj miód (podobno pomaga, nie wiem bo mam na miód alergię - czyli mi NIE pomaga xD) i pisz dużo to poczytam i następnym razem wypowiem się na temat <3
    Buziak (taki powietrzny, bo zarazki :') )
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie to w wielu fandomach łączy się aktorów grających jakieś postacie. I na nic wytłumaczenia, że życie to nie scenariusz filmu czy serialu. W fandomie "Gwiezdnych wojen" uwielbiano łączyć w parę Forda i Fisher (jak to zgrabnie brzmiało: Carrison). Tylko jakiś czas temu okazało się, że Carrie miała naprawdę romans z Harrisonem, który był wówczas żonaty :P Prawdopodobnie ten jeden raz jacyś fani naprawdę mieli rację.
    Pozdrawiam
    Tutti
    onlyexperiences.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bukowa Kraina1 lutego 2017 18:51

    Nie mam za bardzo doświadczenia w takich sytuacjach więc za bardzo tym się nie wypowiem ale po części rozumiem bronienie danego aktora/bohatera ale gdy ma konkretne argumenty. Jak na razie muszę nadrobić SHerlocka bo dziś dopiero obejrzałam pierwszy odcinek i się zakochałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu, tak - brak logiki w argumentach jest okropny w każdym możliwym momencie, nie tylko przy serialach. Ostatnio rozmawiam ze znajomą, okazuje się, że zna tą książkę co ja i że obydwie raczej mamy do niej "mieszane uczucia". Ja mam mieszane - bo historia zrobiła się młodzieżowa, a wątek polityczny bardzo głupi, o czym mogłabym długo i rzeczowo opowiadać. Jej argument? No bo nudne i akcji nie było no. I NIE BYŁO AKCJI. Myślałam, że szlag mnie trafi XD
    A co do samego fandomu to... cóż, ja nie bez powodu nie jestem fanką niczego i nikogo. To znaczy, lubię wielu twórców, ale fandomy mnie zdecydowanie do siebie nie ciągną między innymi przez "głupiutkie", zauroczone bohaterami dziewczynki.
    W ogóle największa fala hejtu jest zwykle tak czy siak od fanów Pottera, którzy często zbyt serio traktują Rowling XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tymi fandomami nieraz to same problemy. Jeśli chodzi o serialowe, do należę głównie do fanów Flasha, gdzie chyba największy spór dotyczy fanów Snowbarry i Westallen. Jedni twierdzą, że nie ma szans się zdarzyć, bo to nie kanon, a inni zacięcie bronią swojego shipu :) Ale największym złem są spojlery. Nie raz boję się wejść na Fb albo IG z obawy, że ktoś się przypadkiem będzie wyżalał. Samo zło!
    Pozdrawiam,
    Zagubiona w słowach

    OdpowiedzUsuń
  10. Natalia Zaczkiewicz4 lutego 2017 11:00

    Cała prawda w jednym poście. Zgadzam się w zupełności i nie popieram fandomów. Są jak sekta wściekłych diabełków :D

    bookparadisebynatalia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezu jaki gif >.< (ten pierwszy xD) On mi naprawdę coraz bardziej przypomina takiego łysego gryzonia xD
    Z fandomami są same problemy. Ja ogólnie nie mam też co zbytnio się tu rozpisywać i gadać, bo tak publicznie do żadnego fandomu nie należę i w ogóle mam nijaką styczność z takimi osobami. jednak co do jednego szczerze mogę się odnieść...SPOILERY! -.- To sa takie małe wirusy. Tutaj niby mały spoiler, tam niby mały, a zanim się obejrzysz masz już za spoilerowane życie głównego bohatera 50 lat po tym jak skończył się ostatni odcinek serialu XD No błagam ludzie! Naprawdę nie macie co robić, tylko psujecie innym zabawę!

    Ale najgorsze jest to, że nie można nic zrobić by od nich uciec. No chyba, że zabunkrujesz się w pokoju i nie będziesz w ogóle kontaktował się ze światem zewnętrznym. To też opcja :D xD

    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiem o czym mówisz, bo miałam tak z 4 sezonem Sherlocka. Nie szło na fb wejść, bo tam zaraz ''umieram'', później jakaś fotka - trudno było być tam trzy sekundy bez jakiejś wieści co akurat ktoś zobaczył w najnowszym odcinku. Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  13. Co do tego zagranicznego fandomu też racja. Nie ma co tak uogólniać, jednak cieszę się, że tu jest nas mniej i przy tym nieco więcej normalnych osobników :p Moja koleżanka ogląda anime i też zachwyca się tymi wszystkimi gejami. W sumie mi tam lata, ale wydaje mi się, że przez niektórych później tak też jest odbierany gatunek. Ale to tylko takie luźne spostrzeżenia; może nie do końca trafne :p

    OdpowiedzUsuń
  14. O to nie źle :p W sumie pamiętam, że kiedyś moje znajome tez uważały się za fanki jakiegoś tam zespołu, bo znały daty ich narodzin, wszystkie piosenki, pierwszy kroczek i ogóle cały życiorys co mnie wręcz przeraża... Ale takie rzeczy trudno wyperswadować niektórym.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ooo <3 Miłego sensu z Sherem i kurdupelkiem Watsonem :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Z określenia ''sekta wściekłych diabełków'' mogliby się cieszyć fani Lucyfera (taki serial xD), a tak na poważnie, coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  17. Te spory z shippami są chyba najgorsze, bo tak naprawdę nikt racji nie ma. No chyba, że to skrajny przypadek, gdzie shippuje się parę kazirodczą czy homoseksualną, gdzie obydwoje osobników wręcz kipi od bycia hetero, ale wtedy fani tego połączenia są tak oburzeni, że zaraz wygarną, iż jesteś pewnie nietolerancyjny i raczej nie ma co z nimi dyskutować... O inne przypadki trudno się kłócić, bo każdy widzi co innego, a te spory jedynie odbierają przyjemność oglądania.

    OdpowiedzUsuń
  18. Coś w tym jest. Sam gatunek (yaoi - wersja bardziej erotyczna i shounen-ai - dosł. chłopięca miłość - skupiająca się bardziej na uczuciu, oczywiście w obu przypadkach między dwoma osobnikami płci męskiej) jest jak każdy inny: są lepsze tytuły i te, które spokojnie można określić jako "totalny chłam". Nie mniej jednak i tak nie chodzą zbyt dobre opinie ze względu na te najgłośniej krzyczące yaoistki, które w znacznej większości można określić po prostu psychofankami, ech... :p

    OdpowiedzUsuń
  19. Lekarz to samo o miodzie gadał, więc coś w tym musi być :")
    Buźka (oczywiście powietrzna) !

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jestem w wszelkich grupach fandomowych w sumie po to, żeby podyskutować, bo w realu nie mam z kim -seriali nie ogląda nikt, z książkami trochę lepiej, ale nadal cienko :p

    OdpowiedzUsuń
  21. Zmartwychwstania Winchesterów to już tradycja. Raz na sezon jeden musi umrzeć i powrócić bo inaczej będzie niekompletnie xd. Ale fakt, zaglądnęłam na tumblra po premierze Sherlocka i zrobiło mi się słabo.

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Fajnie, że podjęłaś się napisania takiego posta :)
    Pamiętam, że jeszcze jako 11-latka shipująca Delenę z TVD (nie wiem czy oglądasz/oglądałaś) przesiadywałam na najróżniejszych stronach poświęconych temu serialowi, chcąc za wszelką cenę udowodnić, że ta para jest o wiele lepsza od innych, wykłócałam się tam z ludźmi i ogółem pisałam różne inne rzeczy, które tak z perspektywy czasu były żałosne xd No ale teraz, czyli 6 lat później zachowania niektórych fanatyków konkretnych serii, a w szczególności seriali czasami doprowadzają do szału. Spoilery, obelgi pod adresem partnerów aktorów spowodowane tym, że ludzie nie potrafią oddzielić fikcji od rzeczywistości, to wszystko potrafi wytrącić z równowagi.

    Bardzo przyjemny blog tak ogólnie, leci do obserwowanych :D ♥
    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  23. TVD oglądam do tej pory i mam wrażenie, że dalej zdarzają się tacy fani, którzy zaciekle bronią shipu, nawet jeśli to przeczy logice.

    Ślicznie dziękuje <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon .