Minusy współprac, czyli nie tak łatwo jest być bloggerem.

Blogowanie i wiążące się z tym współprace są świetne; wiadomo mnóstwo nowych powieści i to za darmo! Nie wspominając już coś tym, że można dostać coś przedpremierowo, kiedy inni jeszcze nie mają pojęcia o tej książce, ale jest też niezliczona ilość minusów. Stres, nerwy, złość - cały wachlarz negatywnych emocji. 


Ciotowaci przedstawiciele firm
Może ciotowaci nie jest zbyt literackim określeniem, ale to specyficzni ludzie. Piszesz do nich czy może nie byliby zainteresowani współpracą, przedstawiasz wszystkie warunki, oni odpowiadają, że jasne, po czym cisza. Bezkresna, niszcząca cisza. Przytrafiła mi się taka sytuacja z pewną księgarnią. Byli gotowi do współpracy od zaraz; ja właściwie też, bo był to czas wakacyjny, w którym czytam hurtowo. Dodałam ich logo na stronę, wybrałam książkę, podałam dane do przesyłki oraz cierpliwie czekałam. Nic. Cisza. Pustka. Bezład. Mądra Dominika zakasała rękawki i napisała ponownie; zrobiłam w końcu wszystko czego chcieli i chciałam swojej marchewki. Pani odpisała, że zapomniała o mnie. No nic - pomyślałam - to się zdarza. Obiecała, że szybko to naprawi, więc znów uzbroiłam się w pokłady cierpliwości tak wielkie jak ilość sezonów Supernatural. Wytrzymałam trzy tygodnie, ale gdy znów przesyłka z moją zasłużoną książeczką nie dotarła napisałam maila, że tak się nie traktuje blogerów. Nie po to przez dwa miesiące czekałam na powieść i paradowałam z logiem owej księgarni, żeby na koniec nie dostać nic. Po tym mailu kontakt się urwał. Nikt mi nie odpowiedział, a ja zostałam z niczym. Dosłownie. Warto jeszcze wspomnieć, że kontakt z tymi przedstawicielami wyglądał tak; odpisujesz im ekspresowo, oni ci po tygodniu, dwóch i najczęściej dostajesz coś wymijającego, po to aby poczekać kolejne tygodnie na dokładniejszą odpowiedź. Porażka. 

Szybko, szybko - TERMINY!
Bardzo nie lubię mieć narzuconego czasu, choć to nieodłączny element takich współprac. Czuje niewypowiedzianą presję, a każdy poślizg czasowy równa się stresowi i kombinowaniu jak zdążyćco zrobić itp. Ostatnio przy jednej takiej współpracy nie miałam internetu, więc ostatnie dni spędziłam na odświeżaniu Google tysiąc razy i resetowaniu rutera z głupią wiarą, że może akurat pomoże. W wakacje mi to wisi. Mam tyle czasu, że w tygodniu połknę sobie kilka książek, ale przy napiętych miesiącach w szkole jest już z tym gorzej; tym bardziej, że po szkole jestem ledwo żywa i muszę pójść spać, a nie wspomnę już o tym, że mam skłonność znajdywania zajebistych świetnych seriali, wówczas muszę natychmiast nadrobić serial, muszę.

Ma ci się podobać! -czyli daje ci za darmo, więc nie marudź.
Niektórzy mają bardzo dziwne podejście mówiące, iż skoro daje ci tę książkę za darmo to powinnaś go całować po stopach, a najlepiej jeszcze wysłać czekoladki w prezencie. Przez to, że napisałam szczerą opinię o kilku pozycjach, które niekoniecznie mi się spodobały utraciłam współpracę, bo jak śmiałam pisać o ich lekturze coś negatywnego?! W oczach pewnych osób powinnam lać wazelinę tak, aby ściekało po całym blogu. Co prawda nie przejmuje się takimi incydentami, bo jak to mawia pewna osoba to tak, jakby śmieci same się wyniosły, ale to jest takie ani mee, ani bee, ponieważ firma ma focha, więc nie odpiszą ci, gdyż nie jesteś godny ich zmęczenia spowodowanego ewentualnym wystukaniem kilku liter. Takie trochę nijakie to podziękowanie za twój trud.

Niekomunikatywni ludzie
Niby to nic groźnego, ale na dłuższą metę uciążliwego. Pewni ludzie piszą do ciebie tylko, jeśli chcą ci wcisnąć daną pozycję, co jest akurat oczywiste. Schody jednak zaczynają się, gdy odmawiasz i pytasz ich o coś innego, co bardziej odpowiada twoim preferencjom. Wtedy milkną, a kontakt się urywa, po to aby kilka tygodni później znów napisać z nietrafioną propozycją. Czy nie łatwiej byłoby odpisać i omówić jaki gatunek chętnie zrecenzuje, a jakiego nie przyjmę? Poddaje wątpliwości czy wszystkie kule mózgowe dobrze działają w ich układach.

Na ten moment to chyba wszystko co zaobserwowałam przy swoich współpracach, choć jestem pewna, że o czymś zapomniałam wspomnieć, ale chętne poczytam jakie wy mieliście poślizgi z wydawnictwami, księgarniami oraz czym wam podpadli 


Proszę mi się tylko nie obrażać za tego gifa :D

Komentarze

  1. No cóż, wiele w tym prawdy. Mnie samej przydarzyła się sytuacja, że autorka zalała mnie falą pretensji, bo oceniłam jej książkę 6/10. I wtedy się dowiedziałam, że próbuję jej zaszkodzić, że na 6 to zasługuje Grey, a nie literatura piękna itd, z każdym wymienionym mailem było ciekawiej, aż w końcu przestałam odpisywać. Niesmak jednak pozostał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza linijka - wiążące. :)
    Otrzymałam tylko jedną książkę do recenzji i nie było z tym żadnych problemów. Na razie nie ciągnie mnie do współprac (albo inaczej - ciągnie, ale z tym wiążą się pytania rodziców "a skąd masz? a za darmo?" i konieczność wyjawienia faktu posiadania bloga :p), może kiedyś się na to zdecyduję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba wiem o jaką księgarnię ci chodzi xD #mądraja! Ja na szczęście od nich książkę dostałam, ale poprzedzaną miesięcznym korespondowaniem o wszystkich...tak samo jak u ciebie - odpisuję im od razu oni mi po tygodniu, ja im od razu oni znowu i w kółko i w kółko xD Ale przynajmniej mam swoją książkę...i teraz czekaj pół roku na kolejną xD
    Te terminy czasowe są straszne :/ Ja jeszcze na dodatek głupia wzięłam masę tych recenzenckich i teraz się męcz człowieku. To oczywiście wiązało się z tym, że troszkę mocno nadwyrężyłam czas w jakim tę recenzję muszę dodać...moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...no cóż, człowiek uczy się na błędach i juz wiem, by więcej nie popełniać tego błędu :P
    Ja na szczęście nie trafiłam jeszcze na tak złą książkę do recenzji by ją troszkę lub mocno zjechać, ale to "troszkę" chyba niedługo nastąpi xD
    Dlatego najlepiej współpracuje się z księgarniami (no z wyjątkiem z tą o której wiesz, że mówię xD), bo książki nie oni wydali więc gówno obchodzi ich czy książka ci się podobała czy nie, czy ją zjechałaś czy nie...ważne by zareklamować księgarnię xD
    Mam wrażenie, że tu chodzi ci o Esprit (prosto z mostu xD), bo też z nimi współpracowałaś, a ja miałam taką sytuację, że poprosiłam ich o coś, a tego nie mieli i po chwili wysłali mi propozycję z czymś zupełnie odwrotnym xD

    Hmmm...nic mi teraz do głowy nie przychodzi xD A nie! Mam! Księgarnia mówi, że odezwie się w następnym miesiącu,a ile już minęło? Czekaj muszę policzyć xD 3-4 miesiące...no szczyt wszystkiego xD

    Buziole :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Błąd już poprawiony!
    Rodzicom zawsze można powiedzieć, że wygrałaś, wymieniłaś się czy cokolwiek innego :p

    OdpowiedzUsuń
  5. O polskich autorach nawet pisać nie będę; niektórzy najeżdżają na swoich fp na blogerów i robią z nich jakąś sieczkę, tylko dlatego, że nie podobała im się książka. Podejście cudowne, a gdyby ktoś mi napisać coś takiego to chyba bym go wyśmiała. Dobrze, że przestałaś odpisywać. Po co się denerwować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku pisałam, bo liczyłam jednak na jakąś rozsądną rozmowę. Nie chciałam nikogo na siłę przekonywać, ale wydawało mi się, że moje argumenty są słuszne. No ale niestety. Czasami żałuję, że nie napisałam o tym na blogu, ale tak naprawdę po co? Szkoda mi było chyba fanów autorki, którzy nie zdają sobie sprawy, jaką jest osobą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do mnie napisał pewien autor - czy tam ktoś kto jest za niego odpowiedzialny i poprosił o zrecenzowanie jego książki a że była ciekawa to pomyślałam, że zrecenzuję ale po tym jak zadeklarowałam, że recenzja ukaże się w przyszłym tygodniu to kontakt się urwał więc właściwie nie wiem dalej co myśleć o tej sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm.
    Zgodzę się z tym, że współprace mają swoje wady i zalety.

    Ale czy pomyślałaś może jak wygląda kwestia współprac z drugiej strony? Bo ja wiem.
    "Ciotowaci pracownicy" to osoby, które mają swoje obowiązki i jestem przekonana, że nie są nimi jedynie współprace z blogerami. Po za tym, oprócz Ciebie, mają kontakt również z innymi blogerami, więc ich skrzynka mailowa może być naprawdę przeładowana. I myślę tu o nie o kilkudziesięciu mailach, tylko o setkach.
    Nie znam dokładnie sytuacji, ale ładowanie wszystkich do jednego worka, nie jest fajne. Jest tysiące powodów, czemu się stało to co opisujesz. Choroba pracownika? Zwolnienie? To też ludzie.

    Terminy mogą być ciężkie, ale to Ty się na nie zgadzasz i powinnaś wiedzieć na co się piszesz i ile Ci się uda przeczytać a potem napisać. Nikt Cię do niczego nie zmusza. Zawsze można wziąć mniej książek ;)

    Wydawnictwa mają na celu promocję książek, które miały niedawno premierę. Nie będą tego robiły charytatywnie. Więc jeżeli Ci wysyłają propozycję, to pewnie dlatego, że akurat to mają do wypromowania w danym momencie. Ponownie: nikt Cię nie zmusza. Jeżeli chcesz coś przeczytać, wysyłaj maila z propozycją, ale nie obrażaj się że nikt do Ciebie nie odpisze (patrz: brak czasu, miliony maili od innych blogerów, inne obowiązki). Jeżeli naprawdę Ci na tym zależy, spróbuj ponownie, ale nie spamuj mailami. Bo w ogóle przestaną się do Ciebie odzywać.

    Rozumiem, czemu jesteś rozżalona. To przykre, kiedy nie układa się nam tak jakbyśmy chcieli, ale naprawdę: pamiętaj o tym, że po drugiej stronie też jest człowiek. Weź to pod uwagę.
    Owszem, pracownicy wywiązują się ze swoich obowiązków raz lepiej raz gorzej, ale warto zachować spokój i umiar w ich ocenie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Osoby, które zajmują się współpracami naprawdę są zabiegane i są tylko ludźmi - mogą o Tobie zapomnieć. Kiedy dostaje się nawet po kilkaset mail DZIENNIE, w tym propozycji współprac, to nie sposób wszystkim odpisać, czy pamiętać o każdej pojedynczej wymianie maili. Warto się przypomnieć, nawet kilka razy, ale nieeee, prościej na blogu o "kulturze" wyzywać kogoś od "ciotowatych".
    Jak jest ciężko z czasem, to się po prostu bierze na siebie mniej zobowiązań, w tym książek do recenzji, a poza tym nikt się nie obrazi, gdy się przekroczy termin i ewentualnie o tym powiadomi. Choć po co, skoro - jeżeli dobrze pamiętam - to już o tym zapomnieli?
    Żaden poważny wydawca nie obrazi się za wystawienie negatywnej opinii - chyba, że jest niekonstruktywna. Zwykłe hejty, to nie recenzja. Za to polscy autorzy potrafią cię baaardzo czepiać, pisać złośliwe, anonimowe komentarze, czy nigdy już nie odpisać na maila. Możesz ocenić książkę, jak chcesz. Jeżeli ktoś wymaga od Ciebie dobrej opinii, to coś jest nie halo. I zdarza się to rzadko.
    I co do ostatniego punktu, to to samo co w pierwszym. Brak czasu i pamiętania o każdym, jednym mailu. Zazwyczaj wysyłają Ci nowe propozycje i możesz sobie wybrać, czy chcesz ją przeczytać, czy nie. I zwykle nie ma możliwości wybierania z dodatkowej puli, ponieważ jest określona liczba egzemplarzy i są to zwykle nowości. Wydawnictwom również musi się to opłacać.
    Warto więc nabrać trochę dystansu i nie ciskać się bez powodu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. I tak też powiedziałam przy tej jednej książce, którą dostałam do recenzji. :D Ale to też nie zawsze będzie działać, no bo aż tak często się nie wygrywa. xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie miałam problemów z mejlami jak mam być szczera, mam małego bloga, a na mejle kazde wydawnictwo odpisywało mi w przeciągu tygodnia.
    Co do czasu czytania, tylko raz usłyszłam że mam dwa tygodnie, to recenzja wisiała 3 dni pózniej na blogu. Inaczej to wyglada z agentami zagranicznych autorów gdyż wtedy ma się okreslony czas do BT i trzeba się wyrobić. Jednak jakoś tez bez wiekszych problemów, przy studiach i pisaniu pracy inżynierskiej mam czas na skonczenie w 3-4 dni ksiazki.
    I ostatnie. Jensen <3

    Pozdrawiam :)
    http://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba muszę w końcu napisać do pewnego wydawnictwa, bo też o mnie zapomnieli... Kilka miesięcy temu dostałam od nich na początek współpracy jedną książkę, potem miałam otrzymywać miesięczną listę propozycji do recenzji, ale jak do tej pory cisza. Może faktycznie gdzieś tam im się zagubiłam :P
    Ach, terminy... Mój odwieczny wróg. Próbuję się ich mniej więcej trzymać, ale nie zawsze mi to wychodzi. Szczególnie teraz, kiedy mam masę nauki w szkole.
    Problemów z tym, że skrytykowałam jakiś egzemplarz recenzencki, dotychczas na szczęście nie miałam. Uważam, że wydawnictwa powinny do tego podejść profesjonalnie, no bo halo, każdy ma inne gust. A to, żę mają pretensję, bo recenzja nie zawiera samych ochów i achów, to już ich problem ;)
    JESZCZE RAZ KOCHAM CIĘ ZA TE GIFY Z SUPERNATURAL <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ze strony wydawnictw jednak jest trochę inaczej: jest taka ilość blogów, że można przebierać jak w ulęgałkach i nigdy nie zapamiętuje się wszystkich, a tym bardziej preferencji. Czasem typuje się mocno na chybił-trafił albo wysyła propozycje do wszystkich w skrzynce adresowej. Ja to rozumiem i się nie przejmuję, robię swoje. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja miałam taką sytuację, że napisałam maila do wydawnictwa z propozycją współpracy i w ogóle nie otrzymałam odpowiedzi przez chyba 3 tygodnie. Pomyślałam sobie, że spoko, może po prstu nie są zainteresowanie, albo trafiło do spamu - wyślę jeszcze raz za jakiś czas. A tu nagle (właśnie po tych trzech tygodniach) oni do mnie piszą już z propozycją książkową. Dziwne to było, ale nich im będzie ;P Natomiast jeśli proponują coś, co mi nie odpowiada, to po prostu dziękuję i nie wysuwam własnych propozycji.
    Zawsze na początku zaznaczam, ze moja recenzja będzie subiektywna. Gdyby kiedyś po mojej negatywnej recenzji ktoś z wydawnictwa by mi napisał, że nie są zadowoleni z mojej negatywnej opinii czy coś takiego, to bym się z nimi pożegnała. Przecież łaski mi nie robią tymi kilkoma książkami. Nie będę się przed nimi płaszczyła. Na szczęście takiej sytuacji nie miałam.
    Zresztą ja do tej pory miałam bardzo mało współprac. Nie chcę brać zbyt wielu książek, żeby nie czuć tej wspomnianej przez Ciebie presji. Dla mnie 2 książki miesięcznie to jest max, bo chcę też wyczytywać swoje zbiory.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam pytanie, może dość głupie, ale jako że dotychczas nie nawiązałam współpracy z żadnym wydawnictwem, to nie orientuję się aż tak dobrze. Wiadomo, że po otrzymanym darmowym egzemplarzu należałoby przeczytać książkę jak najszybciej, lecz czy dane wydawnictwo pisze, ile czasu konkretnie daje na 'wywiązanie się' z Waszej współpracy i tym samym w jakim okresie mamy skończyć książkę?

    OdpowiedzUsuń
  16. Twój post to strzał w dziesiątkę! Ja miałam też mało przyjemną sytuację z pewnym znanym wydawnictwem, a olewactwem się takim wykazali, że powinno im być autentycznie wstyd...

    OdpowiedzUsuń
  17. Cóż, wydaje mi się, że każdy musi podejść z dystansem do twojej wypowiedzi. Pozdrawiam osoby, które w komentarzach poniżej po tobie jadą, że to TY źle myślisz. Ludzie, ponoć każdy może mieć swoje własne zdanie? Chyba że się mylę?
    Jeżeli chodzi o moje współprace to raczej dobrze je wspominam. Oczywiście, były wzloty i upadki. Często byłam ignorowana, czasem nie podobały mi się pozycje, które dostałam, jednak całe szczęście, jako tako dobrze były przyjęte. Raz się zapomniałam - laptop mi się wieszał i pisał z literówkami, a ja tą recenzję wysłałam na portal. Zostałam, nieładnie mówiąc zjechana, jednak poprawiłam i przeprosiłam. Z jednej strony to zdecydowanie była moja wina (no nie twierdzę, że nie), ale z drugiej miłe zwrócenie uwagi byłoby lepszym wyjściem z sytuacji.
    Są wydawnictwa, które miło podchodzą do sprawy, spotkałam się nawet z tzw. 'numerem alarmowym', więc to podejście naprawdę mi się podobało. Są też takie, które starają się jak najmniej, jak najrzadziej.
    Każdemu staram się wybaczyć wpadkę, ale czasem to boli.
    Pozdrowienia! Świetny post. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. *próba generalna... Czy to się opublikowało?!*

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej, nigdy nie byłam dobra w pisaniu recenzji, tylko w pochłanianiu książek :) Interesuje mnie dzisiaj ten fragment o znajdowaniu ciekawych seriali.... Sesja się zbliża, trzeba więcej wymówek od nauki... Polecisz coś? Supernatural znam i kocham chociaż pierwsze 3 sezony były najlepsze bo moim zdaniem tam ta więź braci była najlepsza. Jasne że nawet teraz ratują sobie życie, nawet zwierają pakty by drugi brat tylko przeżył ale nie wiem sama, w pierwszych sezonach te ich wszystkie kawały, sprzeczki było tego więcej.... Ale się rozpisałam, w każdym bądź razie jak podrzucisz mi jakieś seriale to się nie pogniewam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ada Puszkarska6 stycznia 2017 22:59

    Do tej pory nie miałam jeszcze żadnego problemu z mailami od wydawnictw.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zwykle tak jeśli nie ma informacji w mailu można dopytac :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Widziałam jak niektórzy polscy autorzy się ciskaja za negatywną opinie, ale to rzadkie przypadki i nie warto się przejmować. Jeśli chodzi o współpracę to wiesz masz rację i nie masz. Jasne że powinniśmy się szanować, ale wydawnictwa dostają tyle podobnych mieli, że czasami mogą tego nie ogarnąć, a tym bardziej nie pamiętać o Twoich czytelniczych preferencjach. Trzeba zrozumieć drugą stronę. Ja wspołprac unikam. W zeszłym roku miałam chyba tylko z 8 książek recenzenckich, bo po prostu nie lubię ciśnienia i czytam to na co sama mam ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Miałam taką sytuację, że współpracowałam z pewnym wydawnictwem i chciałam poprosić o kolejny tom (chyba trzeci), więc napisałam do nich na fb. Oni odpisali, żebym napisała na maila. Dali uśmieszki, że tacy mili i wgl. No dobra, to napisałam na maila - cisza. Długa cisza. Więc spytałam się czy mój email doszedł. Oni że tak. I myślałam, że może dopiero teraz odpiszą. Ale co? Cisza. Szlag mnie trafi, bo wiem że nie tylko mnie tak potraktowali. Długo nie odpisują albo wcale. Wiem że mają swoje zajęcia ale jak tak można? Nie lepiej napisać: nie chcemy już z tobą współpracować? Wolałabym takie coś niż ciszę.
    A co do tej szczerości w recenzji - ja zawsze piszę wydawnictwom, że właśnie u mnie się pojawiają takie szczere recenzji, po prostu nie będę kłamać. Książka jak mi się nie spodoba - to napiszę negatywną opinię. Obojętnie czy jest za darmo, czy moja kupiona.
    Pozdrawiam cieplutko!
    Www.biblioteczkapati.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Też tak miałam, ale w końcu wyjawiłam, że mam bloga :3

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja polecam ,,The 100", ,,Once upon a time", ,,Stranger Things" ♡

    OdpowiedzUsuń
  26. Sophie, nie jestem pewna, czy wymagają KAŻDEJ, konstruktywnej opinii. W czasie współpracy z jedną "autorką" zostałam nazwana głupią smarkulą, która nie zna sie na literaturze...

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja dużo bardziej chwalę sobie współpracę z wydawnictwami niż z pojedynczymi autorami. Przede wszystkim, kontakt jest bardziej klarowny, prosztszy i milszy (nie zapomnę wymiany maili z jednym autorem, było ich ze 20 z każdej strony, a w końcu jednak powiedział, że nie). No i nie ma tej presji na tylko i wyłącznie pozytywną opinię.
    Kiedy zaczęłam współprace bralam faktycznie za dużo książek i się lekko nie wyrabiałam. Teraz, nauczona doświadczeniem, prosze tylko o te, które faktycznie mnie interesują i raczej nie mam problemów z wyrabianiem się w terminach.
    Natomiast ja strasznie nie lubię tego uczucia, gdy czytam książkę ze współpracy i ona mi się nie podoba, bo, po pierwsze, chociaż jest zła, to muszę ją dokończyć (tylko raz odmówiłam dalszego czytania, bo to był taki chłam), a po drugie, jestem tym głupim typem człowieka, który naprawdę lubi być miły, więc kiedy ktoś jest tak miły, że wysyła mi książkę, to ja chciałabym mieć ten komfort, że odwdzięczę się miłą recenzją. Dlatego, jeśli książka jest nawet przeciętna, staram się znaleźć kilka dobrych stron. Ale czasami się nie da!

    OdpowiedzUsuń
  28. Dawid Fenrir Wiktorski7 stycznia 2017 10:43

    Ilość chamstwa bijąca w kierunku pracowników wydawnictw jest w tym poście i zatrważająca, i żenująca. Nie, drogie blogerki, pracownik kontaktujący się z wami nie czeka 8 godzin dziennie, aż zalejecie go falą żądań. I życzę jak najszybszego zerwania współpracy z oficynami, skoro pracują tam "ciotowaci przedstawiciele", a ich kule mózgowe wg autorki najwyraźniej nie działają tak, jak powinny.

    OdpowiedzUsuń
  29. Zgadzam się z Tobą w 100%, współprace bywają uciążliwe. Mimo, że nie współpracuję z wydawnictwami zbyt długo to spotkałam się już z różnymi przypadkami, nie zawsze miłymi. Na szczęście mam to szczęście i raczej trafiam na naprawdę świetnych ludzi!
    Pozdrawiam ;)
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja z jednej strony rozumiem, że ludzie z wydawnictw dostają setki maili dziennie i wiele z nich ginie w spamie, ale z drugiej strony niektóre wydawnictwa potrafią odpisywać na każdą wiadomość choćby prostym dziękuję. Nie narzekam jeśli nie dostanę odpowiedzi na mail, ale jednak zawsze trochę niepewnie się wtedy czuję, bo nie wiem, czy linki do recenzji dotarły, czy też nie. Całe szczęście wielu współprac nie nawiązuje, więc i dotychczas nie miałam wielu takich problemów.
    Co do terminów, to jak najbardziej rozumiem, dlaczego wydawcy je narzucają, bo np. jeśli książka ma w danym miesiącu premierę, to lepiej, aby recenzje nie pojawiały się trzy miesiące później. Poza tym każdy sam decyduje o tym, ile weźmie na siebie egzemplarzy recenzenckich, więc to nie jest winą wydawnictwa, że narzucają krótkie terminy. Ale przyznam, że gdybym wzięła się za oglądanie seriali, to chyba z niczym bym się nie wyrobiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. W sumie o ile pamiętam - najpierw byli zdziwieni, że mam jakieś swoje hobby, że tworzę coś w internetach. Ale potem się ucieszyli, nawet weszli na niego i byli ze mnie dumni, i wszystkim to mówili XDD

    OdpowiedzUsuń
  32. I uważasz, że była to błędna ocena?

    OdpowiedzUsuń
  33. Jako były "ciotowaty przedstawiciel" napisze tylko, że wbrew temu, co się niektórym blogerkom i blogerom wydaje to poziom jaki reprezentują niektóre wasze opinie (bo nie recenzje na Boga!) jest bliski dna. Nie dziwcie się więc, że zdarza nam się Was po prostu olać. Wolimy współpracować z tymi, którzy potrafią pisać po polsku i mają choć trochę kultury i zdrowego rozsądku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Jeszcze nie miałam problemów :P
    Ale tak na serio to ciekawiej pracuje się wybierając samodzielnie czy zrecenzować czy nie?
    A termin ustalony z góry, w momencie kiedy nie masz czasu nawet na sen przeraża ...

    OdpowiedzUsuń
  35. Dawid Fenrir Wiktorski7 stycznia 2017 14:13

    A recenzowanie to przymus, że nie mając czasu na sen się tego podejmujesz?

    OdpowiedzUsuń
  36. Swoje warunki zaczniesz narzucać jak zbudujesz swoją "markę". Pracuj konsekwentnie nad blogiem, a kiedyś Ty będziesz mogła olewać wydawnictwa tak jak oni Ciebie. A teraz nie oczekuj nie wiadomo czego, jeżeli Twój blog ma zaledwie 20 tys. wyświetleń, a miesięcznie publikujesz po dwa wpisy. A poza tym po co Ci te współprace do takiej ilości postów? Założyłaś bloga z miłości do książek, czy z chęci otrzymywania ich za darmo?

    OdpowiedzUsuń
  37. Niestety nie mogę się zgodzić. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z nieuprzejmym pracownikiem wydawnictwa, a blog istnieje już od 3 lat. Czasami wiadomo - nie zawsze dostaje się odpowiedź, ale to normalne, skoro takich maili otrzymują każdego dnia kilkadziesiąt. Powiem tak, wprost przeciwnie - z wydawnictwami, którymi współpracuje mam super kontakt, może nie dostaję odp. 5 minut po wysłaniu, ale nie ma czegoś takiego, jak opisujesz powyżej.
    Jedyny minus współprac to czasem egzemplarze recenzenckie, które są trochę zniszczone lub mają na każdej stronie wielką pieczątkę, przez którą trudno czytać.
    Trzeba pamiętać, że wszędzie pracują ludzie! A każdemu zdarza się pomyłka. Jeśli ze strony bloga szedłby cały czas komunikat "jesteście źli, beznadziejnie się z wami współpracuje", to raczej każde wydawnictwo czymś takim się zrazi.
    Zalecam więcej dystansu :)
    Pozdrawiam,
    Gaba

    OdpowiedzUsuń
  38. Z wyżej wymienionych nie słyszałam tylko o Stranger Things :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Pierwsze sezony ,,Supernatural'' były bardziej klimatyczne, na pewno♥ No i tam był jeszcze element zaskoczenia, może nie pokoju. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że Winchesterowie są w stanie zmartwychwstać jakieś sto razy i ciągle powracać. Wczoraj zaczęłam ,,Reign'' i jest całkiem spoko -piękne kostiumy, bracia (u mnie to jeden z najważniejszych warunków) i nieco połączenia historii, obyczajówki, ale także fantastyki. Co prawda główny wątek jest trochę tandetny, bo wyczuwam trójkąt bijący na kilometr, jednak też są jakieś braterskie więzi, które zapowiadają się całkiem dobrze. Nie jest to arcydzieło, ale póki co bardzo przyjemny serial.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja ,,The 100" nie wspominam dobrze głównie przez główną bohaterkę. Czy ona z czasem staje się mniej irytująca? Gdyby nie jej osoba serial byłby naprawdę dobry, ale po prostu nie mogę zdzierżyć jej ''wszystko wiem, róbcie to co ja''.

    OdpowiedzUsuń
  41. Cóż, uznałam, że była to ocena mojej osoby a nie mojej recenzji. Prawdopodobnie gdyby pisanina tej pani przypadła mi do gustu, tak by nie było...

    OdpowiedzUsuń
  42. A tak z ciekawości - czemu nie mówisz o tym rodzicom?

    OdpowiedzUsuń
  43. W sumie ją niezbyt polubiłam, jakoś była mi obojętna. Przejęłam się losem innych bohaterów, a na nią nie zwracałam uwagiXD ale potem staje się mniej irytująca - o ile dobrze pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja obejrzałam jeden cały odcinek oraz pół drugiego, ale kiedy ta Clark znów zaczęła mnie denerwować musiałam wyłączyć. Pierwszy raz tak mocno denerwował mnie jakiś bohater. Może jeszcze się przekonam i spróbuje ją olewać :P

    OdpowiedzUsuń
  45. Czasami warto się ''wyżalić'' i pokazać, że nie wszystko usłane jest różami, choć różnie ludzie to mogą odebrać. Ja już kilka razy słyszałam o polskich autorach, którzy kłócą się przez negatywną opinię, więc teraz ich unikam. Te historie czasami mogą być ostrzeżeniem dla innych blogerów, więc nie są takie nic nieznaczące.

    OdpowiedzUsuń
  46. Jensem chyba wśród niektórych kręgów zdominował mój post, ale co tam :D Jensena nigdy za wiele <3
    Ja zazwyczaj staram się wyrobić w tych dwóch tygodniach, ale tak jak pisałam już w poście czasami są jakieś incydenty, na które wpływu nie mam typu zepsuty internet i wtedy wiążę się to z niepokojem, że nie zdążę, nie wyrobię się na umówiony czas.

    OdpowiedzUsuń
  47. Tak jak ktoś napisał, zawsze można zapytać, ale najczęściej są to dwa tygodnie, przy dłuższych pozycjach (czyli + 500 stron) trzy tygodnie. Firmy starają się jednak pisać czas na opublikowanie recenzji przy warunkach współpracy.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja miałam dużo szczęścia, bo autorka, której odmówilam dalszego czytania potraktowała to dość miło i nie miała ochoty mnie zamordować!

    OdpowiedzUsuń
  49. molinkaksiążkowa7 stycznia 2017 16:28

    Dla mnie minusem jest również pieczątka bądź ostatnia strona z napisem "egzemplarz do recenzji". Skoro to w pewien sposób nasza zapłata więc sami powinniśmy decydować co zrobimy z ową książką. Niestety, oznaczona nie nadaje się choć do sprzedaży.. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  50. Ja się jeszcze nigdy nie spotkałam z taką sytuacją, żeby mieć problem ze skontaktowaniem się z wydawnictwem / księgarnią. Zawsze wszystko szło sprawnie, aczkolwiek z niektórymi firmami czułam się, jakbym była traktowana zupełnie bezosobowo. Jako tania reklama, rozgłośnia pozycji i miałam wrażenie, ze nawet nie bardzo się interesują, czy książka faktycznie mi się podobała. Mają być w mailu 3 linki i tyle...

    Współpracę z wydawnictwem Oficynka wspominam np. baaardzo dobrze (teoretycznie wciąż istnieje, ale ze względu na nawał obowiązków, trochę się urwała). Przedstawicielka niesamowicie miła, pomocna i czasami wymieniałyśmy maile mniej służbowe i nie służbowe.

    A co do tego, że musi się podobać, to oczywiście nieprawda, ale myślę, że część wydawnictw jest do tego po prostu przyzwyczajona - dając książkę 13-latkom, które obserwatorów mają f4f niech nie spodziewają się złych opinii, ale też nich nie liczą na wzrost zainteresowania pozycją...

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  51. To akurat bardzo miłe podejście, choć nie można wymagać takiego zachowania od każdego - w końcu jeśli się podejmuje recenzowania to trzeba się starać czytać do końca te książki mimo, iż niektóre okazują się być ogromnymi rozczarowaniami. Z ciekawości, mogę wiedzieć jaki to był tytuł :) ?

    OdpowiedzUsuń
  52. Wiesz... jasne, że wydawnictwa czasami mogą zawalić, ale... jak wytknęło Ci dużo osób: ten post jest po prostu chamski. Weź poprawkę na to, że Twoja liczba postów na miesiąc jest niewielka, nie jesteś żadnym wielkim blogerem, a częścią ogromnej masy: nie będziesz więc traktowana jak królewna. Nie ma się co przejmować wydawnictwami, które nie odpisują, albo masowo wysyłanymi propozycjami "nietrafionych" książek: albo przyjmuj to, co Ci dają, albo po prostu odmów i tyle...
    Ja sama na razie nie bawię się we współprace, bo boje się, że w pewnym momencie bym nie wyrobiła: wole robić po swojemu, tak jak mi się to żywnie podoba. Bo książki będę mieć i tak, i tak. Jedyny powód, dla którego kusi mnie współpraca to możliwość zorganizowania konkursu, ale właściwie i to nie jest mi do szczęścia szczególnie potrzebne xd
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  53. Hmm... to trochę Ty ustalasz zasady współpracy, wskazujesz terminy. Ja np. mam zasadę, że jeżeli piszę recenzję tylko w zamian za książkę, to nie podaję żadnego terminu. Chcesz mieć recenzję w konkretnym czasie - zapłać. Muszę przyznać, że moje doświadczenia z wydawnictwami są o wiele sympatyczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ten post nie miał na celu obrażenia wszystkich pracowników wydawnictw/księgarni, a jedynie obnażyć błędy pojedynczych jednostek. Z dystansem, na spokojnie, bez żadnej spiny. Rozumiem, że nikt nie będzie czekał na każde moje skinienie, ale oczekuje, że pracownik odpowie na moje e-maile, a nie będzie je ignorował kiedy pojawią się niewygodne pytania. Nie toleruje też zrywania współpracy tylko dlatego, że recenzja nie była pozytywna.

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie chcę odpowiadać za autorkę, ale podejrzewam, że to jakaś obawa przed nie zaakceptowaniem przez rodziców jej pasji, strach przed jakąś niepożądaną reakcją, która mogłaby się pojawić -żarty, głupie odzywki, a wreszcie fakt, iż większa grupa osób czasami wpadałaby na forum i wytykała błędy.

    OdpowiedzUsuń
  56. Strzał w dziesiątkę, a mimo to wiele uważa, że zachowuje się egoistycznie,oraz chamsko. Natomiast sam post jest prześmiewczy i obraża wszelkich pracowników takich firm. Tu pada potwierdzenie, że jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził. Niestety nie każdy rozumie, że czasami przedstawiciele choćby wydawnictwa zwyczajnie olewają blogerów i nie mówię tu o przypadkowym pomięciu jednego maila.

    OdpowiedzUsuń
  57. W takiej sytuacji odpisuje wydawnictwu, iż nie interesuje mnie ta propozycja i żyje dalej - jasne. Ciekawiej jest, gdy współpracuje na stałe z księgarnią, oni co rusz podrzucają mi jakieś nietrafione tytułu, a kiedy odpisuje z propozycją konkretnej lektury lub czegoś podobnego to puszczają to mimochodem i dalej wysyłają coś z gatunku mnie nie interesującego. Nie jest to Bóg wie jak uciążliwe, bo wystarczy tylko odpisać, że to nie jest lektura w moim guście, ale jednak współpraca byłaby owocniejsza, gdyby komunikacja i odpisywanie na wiadomości działało w obydwie strony.

    OdpowiedzUsuń
  58. Współpracować z kimkolwiek zaczęłam po pół roku prowadzenia bloga, co jest nieco wymowne. Natomiast gdyby podliczyć średnią postów to jest ich cztery miesięcznie, nie dwa jak zakładasz. Poza tym dla wyjaśnienia, ilość postów sponsorowanych to 1/5 moich wpisów. Nie pisze bloga dla darmochy, nie zależy mi na niej, ale też nie będę odmawiać, kiedy trafi mi się ciekawy tytuł. Jeśli można łączyć pasje z darmową lekturą to po co odmawiać?

    OdpowiedzUsuń
  59. Ja tam parcia na współprace nie mam; właściwie pod koniec roku nawet je po ograniczałam i większość propozycji odrzuciłam, aby czytać własne zbiory. W sumie w 2016r. wzięłam 10 książek do recenzji, więc nie jest to liczba duża (przynajmniej ja mam takie zdanie). Wydawnictwom wybaczam nie pamiętanie preferencji, tak naprawdę większość z nich pisze do wszystkich blogów w ''kontaktach'', ale kiedy pracujesz z mniejszą księgarnią, a oni za każdym razem dają propozycje czegoś czego nie lubisz i nie słuchają co chciałabyś przeczytać to trochę mnie to irytuje, bo zarówno mi jak i im powinno zależeć na owocnej współpracy. Z tym ciskaniem się o krytykę jest tak ja pisałam wyżej - to tak jakby śmieci same się wyniosły.

    OdpowiedzUsuń
  60. Ten post z założenia miał być pełen luzu i dystansu, żadnych spin, a widzę, że niektórzy wzięli go trochę za mocno do siebie. Jasne, jesteśmy ludźmi i zdarzają nam się pomyłki, ale nienawidzę, gdy po prostu się olewa blogera i nie mówię tu o tym, że wydawnictwo nie odpisało, bo wiadomość zgubiła się w nurcie innych. Mam na myśli niszowe księgarnie, gdzie kontakt ''urywa się'' akurat, kiedy padło pytanie niewygodne. Ja akurat nigdy nie dostałam książki z pieczątką, raz jedynie na środku okładki był wielki napis ''książka przed korektą - egzemplarz recenzencki''.

    OdpowiedzUsuń
  61. Czasami jest tak, że to firma z góry w warunkach podaje, iż masz dwa tygodnie na opublikowanie recenzji. Na dyktowanie własnych warunków trzeba mieć więcej wyświetleń i bloga nieco starszego, a przynajmniej ja mam takiej wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  62. Dawid Fenrir Wiktorski7 stycznia 2017 19:14

    To takie rzeczy można komunikować zdecydowanie ładniej. Twój post widziało już całkiem sporo pracowników wydawnictw i wszyscy ocenili go bardzo jednoznacznie. Nie muszę chyba mówić, że z niekorzyścią dla ciebie jako blogerki?

    OdpowiedzUsuń
  63. Tak to jest z takimi postami, czasem wymykają się spod kontroli :)
    Ja właśnie już nieraz dostałam książki z pieczątkami, a teraz jedno wydawnictwo przeszło samych siebie - na każdej ze stron jest wielka pieczątka i można dostać od niej oczopląsu.
    Czasem kontakt się urywa nawet z znanymi wydawnictwami, nieraz też nam się tak zdarzało :/ Bywa i trzeba iść dalej :) Oto chodzi w współpracach, że trzeba sobie wypracować pewną pozycję, gdzie się nie już tak bardzo zależnym od wydawnictwa. Wtedy też chyba patrzy się na to z innej strony.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  64. "Nasze kiedyś". Podejrzewam, że chyba bardziej pasowało jej, żebym spasowala, niż żebym zjechała książkę na blogu :/

    OdpowiedzUsuń
  65. Można widzieć w tym poście różne rzeczy; chamstwo i żenujące żale lub bezpośredniość oraz szczerość. Nie mam wpływu na to jak pracownicy to odbiorą.

    OdpowiedzUsuń
  66. Dawid Fenrir Wiktorski7 stycznia 2017 19:20

    Jeśli wg ciebie ten post można podpiąć pod "bezpośredniość oraz szczerość" to wolę nie wiedzieć, jak wyglądałby post "chamski i żenujący".

    OdpowiedzUsuń
  67. Zazwyczaj każdy wie czy będzie miał czas na recenzowanie czy nie, ale przytaczając sytuację z pierwszego podpunktu, kiedy księgarnia zwlekała z wysłaniem paczki to nie jest takie do przewidzenia. Mowa tu oczywiście o specjalnych przypadkach, ale jednak i takie się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
  68. No więc pozdrawiasz jakieś 75% komentujących :D
    Nie no, wiadomka. Z niektórymi pracuje się świetnie, z innymi nieco gorzej, a są też przypadki, gdzie współpraca umiera w martwym punkcie, bez żadnego wytłumaczenia. Różnie to bywa. W każdym razie widzę, że wielu ukuł mój wpis.

    OdpowiedzUsuń
  69. Z pieczątką lub podpisaną stroną sama się jeszcze nie spotkałam. Raz jedynie na okładce był napis ''książką przed korektą - egzemplarz recenzencki''. W większości przypadków dostaje jednak egzemplarz finalny, bez żadnych wstawek o książce do recenzji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  70. O terminy nie mam do nikogo pretensji i wiem, że to nieodłączny element każdej współpracy, ale jest to jakiś aspekt, za którym nie przepadam, dlatego też umieściłam go w tym poście. Z serialami teraz się trochę ogarnęłam, ale jak wzięłam się za 12- sezonowy serial to niemal nie kontaktowałam z światem :D

    OdpowiedzUsuń
  71. Bardzo możliwe, tym bardziej, że książki polskich autorów nie są zbyt często czytanie. Z anty-reklamą już w ogóle byłoby ciężko sprzedać te pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  72. Mimo to znajdują się ludzie, którzy nie widzą w tym chamstwa, a wręcz podzielają niektóre z tych ''zażaleń''.

    OdpowiedzUsuń
  73. Dawid Fenrir Wiktorski7 stycznia 2017 19:38

    Tym gorzej dla tych ludzi. Czytam kolejne komentarze - tylko nakręcacie spiralę absurdu, którą rozpoczął ten post. Serio, można odnieść wrażenie, że blogerzy są kryształowo czyści, ale wydawnictwa już absolutnie fuj i niecacy.

    OdpowiedzUsuń
  74. To nie zgadzaj się na warunki,które Ci nie pasują. Nie ma takiego obowiązku :)

    OdpowiedzUsuń
  75. Uważam, że nikt nie miał zamiaru robić z blogerów białe owieczki. Każdy ma swoje za uszami.

    OdpowiedzUsuń
  76. ja jakoś nie mogę przekonać się do takich "historycznych" czy jak to określić seriali. Ja nie potrzebuję by w serialu byli typowo bracia ale potrzebuje takiej braterskiej więzi. Oddania, poświęcenia, bezgranicznej miłości. Lubiłam oglądać Agentów TARCZY ale potem to co okazało się z Wardem wkurzyło mnie na maska bo jak można tak się z kimś zżyć, poświęcać się dla kogoś a potem okazuje się że to wszystko był pic na wodę? albo że było to niewystarczające? W każdym razie uwielbiam ten motyw partnerstwa, bezwarunkowej przyjaźni.

    OdpowiedzUsuń
  77. Ja też uwielbiam braterskie poświęcenia, a w ,,Reign'' wyczuwam, że będzie coś takiego :D W sumie w ,,Pamiętnikach Wampirów'' było poświęcenia, ale to jednak 8 sezonów i od piątego niestety idą po linii pochyłej, że tak powiem... Ewentualnie jeszcze ,,The Originals'' zahacza o coś takiego, ale obydwa twory uważam za gorsze od ,,Supernatural''.

    OdpowiedzUsuń
  78. Pamiętniki oglądałam ale zaczęły mnie bardzo irytować i przestałam.

    OdpowiedzUsuń
  79. Ja Pamiętniki oglądam tylko dlatego, że to już ostatni sezon no i pozostało mi jeszcze nieco sentymentu. Jednak produkcja już leży. Samym aktorom się nie chcę, wiele rzeczy jest albo nie wiadomo skąd, albo ponaciąganych, a główne friendshipy zamykają się na kilku układach, albo całuski Stefa i Caroline, albo Stef mówiący Damonowi coś w stylu ,,Damon nie możesz. Pomogę ci, ale zacznij być dobry'', ewentualnie wszyscy zwalają winę na starszego Salvatore. Naprawdę wieje wielką nudą, choć zaczęli mieć dobre momenty z nowymi antagonistami, ale i to źle - moim zdaniem - rozwinęli.

    OdpowiedzUsuń
  80. mnie pierwotni wkurzali, a może nie oni a to całe "wiemy jak ich zabić" "jednak tak się nie da" i tak w kółko przez cały sezon nie wiem dla czego ale mnie bardzo to wkurzało. A jeszcze jakiś dobry serial? Oglądałaś swoją drogą Lucyfera? ja niedawno odkryłam i bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Niby wiesz na co się piszesz, ale czasami to przerasta ciebie. współprace są bardzo fajnie, ale trzeba zachować umiar nie ma sensu brać na siebie nie wiadomo jakiej ilości książek, a potem narzekać, że nie ma się czasu.
    To że wydawnictwo niekiedy cię oleje to jest normą nie napiszą "dziękujemy, ale nie jesteśmy zainteresowani" tylko raczej usuną ten mail. Ale faktycznie nie istnieje kilka blogów lecz kilkaset i to oni wybierają z kim chcą współpracować.

    Buziaki :*
    ksiazkowe-recenzje-natalki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  82. ale akurat z tymi pochlebnymi opiniami to się zgodzę. Boję się, że zawrę współpracę, zamówię książkę, nie spodoba mi się, ale będę musiała wymyślać. XD

    zapraszam do siebie KLIK

    OdpowiedzUsuń
  83. Książka Do Plecaka8 stycznia 2017 11:20

    Przerażający wpis, szczególnie dla osoby, która szuka wydawnictwa do współpracy :)

    OdpowiedzUsuń
  84. Dawid Fenrir Wiktorski8 stycznia 2017 11:21

    Spokojnie, to tylko nierzetelny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  85. Powinniśmy rozdzielić dwie rzeczy: pierwszą jest to, co chce widzieć autorka notki i niektórzy blogerzy - czyli bezpośrednie i szczere zażalenia wobec wydawców.
    Drugą jest to, co rzeczywiście zostało umieszczone w notce. A tutaj już nie jest za sympatycznie.
    Zaczyna się od niekonsekwencji. Albo blogowanie i wiążące się z tym współprace są świetne, albo powodują negatywne emocje i niezliczone minusy, przez co takie świetne nie są. No ale przynajmniej mamy wskazane, że posiadanie bloga to dostawanie darmowych książek i przywileje przedpremierowych egzemplarzy.
    No i zaraz po wstępie mamy uderzenie z grubej rury. "Ciotowaci przedstawiciele firm" to pogardliwe określenie homoseksualistów, dla tych wszystkich, którzy nie widzieli chamstwa dużymi literami - TO WŁAŚNIE TUTAJ GRANICA MIĘDZY ZAŻALENIAMI A CHAMSTWEM I ŻENADĄ ZOSTAŁA PRZEKROCZONA. Oraz znowu mamy postawę - mam bloga, umieściłam ich logo, książka mi się należy.
    Podawanie w wątpliwość, czy wszystkie kule mózgowe dobrze działają to i kolejne przekroczenie granicy, i wykazanie się totalnym niezrozumieniem funkcjonowania wydawnictw, i (znowu) przedstawienie własnego roszczeniowej postawy. Czyli traktowania wydawnictw jako darmowych księgarni "dajcie mi to i to" bo odpowiada moim preferencją, a z resztą spadajcie. To jest bardzo dalekie od współpracy.

    OdpowiedzUsuń
  86. Mimo wszystko najlepiej pisać szczerze, nawet jeśli książka ci nie przypadła do gustu. Ja taką zasadą się kieruję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Pamiętniki były moim pierwszym zagranicznym serialem, który oglądałam na serio, więc połknęłam sześć sezonów natychmiast. Także jakieś tam błędy wybaczałam, a może nawet ich nie zauważałam i wydaje mi się, że tak właśnie było przy wprowadzeniu Pierwotnych, bo dla mnie to był naprawdę dobry wątek, ciekawe nowe postacie i trochę jakiejś świeżości. Lucyfera nie oglądałam, ale podobno tam też są bracia. To prawda? Jeśli tak, to serial szybko wskakuje na listę tych, które będę chciała szybko obejrzeć. Z taką bezgraniczną miłością to chyba nic już nie znajdę, ale polecam się jeszcze zastanowić nad Reign. Może wątek miłosny nie jest dobrze rozpisany (taki bardzo nastolatkowy, momentami od czapy), jednak serial ciekawy i przyjemny.

    OdpowiedzUsuń
  88. A współprace nie mogą być pozytywne i zarazem negatywne? Niektóre współprace są przyjemne, przy drugich trzeba się nieco męczyć. Przecież wiele zależy od ludzi na jakich trafimy. Ciota może oznaczać homoseksualistę (fakt), lecz nie jest to z góry narzucone, iż te słowo miało to przekazać. Ten post nie ma nic o orientacji, a wyraz ''ciota'' użyty był jako ''nieudany''.
    ''Oraz znowu mamy postawę - mam bloga, umieściłam ich logo, książka mi się należy. '' - uważam, że skoro spełniłam warunki, na które obydwie strony się pisały to faktycznie ta książka mi się należała, gdyż wywiązałam się z zobowiązań, a druga strona (w tym wypadku firma) już nie. Przecież gdy wydawnictwo daje lekturę do recenzji wymaga wpisu na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  89. Supernatural przysłania mój post :'D

    OdpowiedzUsuń
  90. Ja od grudnia (a może nawet listopada) biorę malutko recenzenckich. Postanowiłam skupić się na zakupach niż brać jak głupia dużo propozycji i później nie wiedzieć co w ręce włożyć.
    Akurat nie tę firmę miałam na myśli ;D Choć jakby się tak zastanowić to z nimi jedynie wymieniałam maile, nic poza tym.
    Haha, tego też nie lubię :| Mówią, że napiszą za określony czas, a tu cisza...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  91. tak są bracia :) ogólnie motyw rodziny. A jakie w ogóle jeszcze seriale oglądasz?

    OdpowiedzUsuń
  92. Właśnie! Na szczęście sytuacja skończyła się miło dla obu stron!

    OdpowiedzUsuń
  93. No to coś dla mnie, bo kooocham braci♥ Oglądam:
    -Pamiętniki Wampirów,
    -The Originals,
    -Teen Wolf; dla mnie ten serial ratuje tylko i wyłącznie jedna postać, a cały twór nie jest super-hiper, ale oglądam.
    -Fargo,
    -Supernatural,
    -Scream,
    -The Young Pope/Młody papież,
    -Reign,
    -Sherlock (moja serialowa miłość!),
    -Prison Break,
    -The 100 (zaczęłam, ale główna bohaterka za bardzo mnie irytowała),
    -Houdini&Doyle,
    -Esperanza Mia (telenowela argentyńska, której widziałam z 20 odcinków).
    W planach natomiast mam Lucyfera, The Crown oraz I nie było już nikogo.

    OdpowiedzUsuń
  94. O tak! To też dość nieprzyjemne, aczkolwiek mam wrażenie, że z czasem coraz mniej zwracam na to uwagę i po prostu piszę tak, jakby była to książka z moich prywatnych zbiorów. Jeśli ktoś daje nam książkę do recenzji musi mieć świadomość, iż recenzja może być także negatywna. Nie mniej jednak szczególnie na początku było mi niezręcznie pisać jaka ta książka jest zła. Teraz nie zwracam na to uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  95. Niektóre współprace mogą okazać się w porządku. Ja zgadzam się tylko na takie, przy których widzę, że komuś zależy. Jeśli nie, to mi tym bardziej. Bo rzeczy, które dostaję za darmo mogę sobie równie dobrze kupić i nie być pod presją czasu czy tego, że dany produkt mi się zbytnio nie podoba, ale lepiej jest go dobrze zaprezentować ...

    OdpowiedzUsuń
  96. Tylko w Lucyferze motyw braci w pierwszych odcinkach jest taki mniejszy potem jest tego więcej
    teen wolf zaczęłam ale dowiedziałam się że Alison zginie a nie lubię jak zabijają bohatera któego nawet w małym stopniu lubię, sherlocka też oglądam - swoją drogą kiedy nowe odcinki? długa przerwa co jest irytujące, the 100 oglądam, polecam the royals może nie motyw braci ale rodzeństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  97. the royals ma w sumie motyw braci i siostry polecam jest dość zabawny, w pewien sposób pokazuje wiele ważnych problemów dzisiejszego społeczeństwa

    OdpowiedzUsuń
  98. Mariusz Rosi Ński8 stycznia 2017 20:22

    Po pierwsze; ten twoje tłumaczenia; ciota może oznaczać homoseksualistę... Otóż nie może - bo obrażasz tym epitetem homoseksualistów. Przyjemnie jakby po przeczytaniu twojego wpisu ktoś nazwałby cię tępą dzidą? Po drugie; naprawdę polecam księgarnie, nie musiałabyś się żalić na wydawców i wylewać tu na nich jadu. Ogólnie żenujący wpis dziewczęcia myślącego, że sie wszystko należy. Otóż; nie, nie należy się.

    OdpowiedzUsuń
  99. kurde chyba nie pokazało poprzedniej wiadomości... więc jeszcze raz:
    teen wolf zaczęłam oglądać gdy kręcili 3 sezon, doszłam chyba do połowy 1 sezonu i wtedy dowiedziałam się że Alison ginie a ja nie lubię jak zabijają postać którą chociaż w mały stopniu lubię, Sherlocka też oglądam - swoją drogą kiedy nowe odcinki bo te długie przerwy naprawdę mnie wkurzają. Co do the 100 to oglądam ale nie jest to jakieś WOW szczególnie to co już teraz porobili.... Polecam The Royals motyw rodzeństwa jest, głównie brata i siostry ale drugi brat też się gdzieś przewija tylko trzeba być cierpliwym :D

    OdpowiedzUsuń
  100. Jeśli współpraca ma strony pozytywne i negatywne, to właśnie tak napisz.
    Bo ani świetne, ani niezliczone minusy tego nie oddają. Definicyjnie świetne to taki, któremu przypisuje się same pozytywne cechy. Ty tworzysz oksymoron.
    Owszem, ciota może mieć kilka znaczeń, w tym nieudacznika, jednakże kontekst jest tym co wskazuje na to co słowo miało przekazać. Z kontekstu nie wynika, że ci specyficzni ludzie z wydawnictwa to nieudacznicy, tylko osoby, które nie doprowadziły współpracy do końca. Z powodu którego byłaś rozczarowana i zła na nich. Ergo - owe określenie w ich kierunku ma pogardliwy wydźwięk.
    Przy ostatnim masz rację - gdy wydawnictwo przekazuje lekturę do recenzji, wymaga wpisu na jej temat. Jednakowoż w podanym przykładzie nie poczekałaś na sfinalizowanie ze strony wydawnictwa i pośpieszyłaś się z działaniem. W rezultacie czujesz się oszukana (bo w końcu spełniłaś warunki), nie próbując zrozumieć drugiej strony: mając tyle zadań dziennie, mogli o tym jednym zapomnieć; w okresie wakacyjnym osoba odpowiedzialna mogła pójść na urlop, skończyła im się pula przeznaczona do wysyłki... a to tylko pierwsze z brzegu powody.

    OdpowiedzUsuń
  101. Teen Wolf oglądałam, bo nie był taki zły. Nic specjalnego, ale fajnie obejrzeć i zobaczyć czy później będzie coś fajnego i faktycznie w trzecim sezonie pokazali dobre momenty, głównie przez Dylana, który gra postać Stilesa moim zdaniem świetnie. Teraz w szóstym, ostatnim sezonie znów widzę tendencje zwyżkową, czyli poziom rośnie, a główny wątek jest ciekawy. Sherlock ma właśnie emitowany czwarty sezon (huuura!). Jeszcze dziś i za tydzień nowy odcinek, po czym znów będzie trzeba czekać kilka lat. W The 100 podoba mi się koncepcja, coś nowego i wydaje mi się, że świeżego, aczkolwiek kreacja bohaterów leży. Dlatego dałam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  102. Lucyferem zainteresowałam się już dawno, ale coś mi się obiło o uszy o romansie tam wplecionym i jakoś mnie to speszyło. Będzie trzeba jednak spróbować. Tym bardziej, że coraz więcej seriali wychodzi obyczajowych, a ja jedna pałam do dramy przeplecionej z fantasy/sci-fi.

    OdpowiedzUsuń
  103. Czekałam ponad dwa miesiące i gdyby osoba napisała mi ,,Przepraszamy, pula książek nam się skończyła'' itp. zrozumiałabym. Nie byłabym zadowolona, ale jednak to się zdarza - trudno. Jednak nikt mi nie odpisał, a wysłałam kilka wiadomości. Taka ignorancja jest rozczarowująca. Wystarczył zwykły mail.

    OdpowiedzUsuń
  104. Nie chodziło tu o wrzucanie wszystkich pracowników do jednego worka i ukazywania ich jako beznadziejne przypadki itd. Miał to być zbiór negatywnych sytuacji, które mogą zdarzyć się przy współpracy, a które często nie są brane pod uwagę; wiele osób myśli, iż blogerzy dostają za darmo książki i nigdy z tego tytułu nie muszą się denerwować. To miała być kumulacja negatywnych przypadków, więc ukazałam tu zdarzenia, które akurat mi się przytrafiły. Terminy są jednym takim aspektem, który niekoniecznie lubię, aczkolwiek masz rację jest to coś na co sama się piszę i muszę być tego świadoma. Nawiązując do ostatniego punktu jaki ujęłaś; miałam bardziej na myśli księgarnie, gdyż one mają wiele nowości w ofercie. Często nie trafiają z doborem lektury, proponując mi np. kryminał. Nie mówię, że to nic złego, bo nie każe im pamiętać preferencji wszystkich blogerów, aczkolwiek kiedy odpisuje z odmową i inną propozycją liczę choćby na króciutką odpowiedź ''tak/nie. Pozdrawiam'', aby przynajmniej mieć pewność, iż wiadomość doszła. Jak już podkreślałam kilkakrotnie, to nie ma być jakaś walka z pracownikami wydawnictw, wieszanie na nich kotów itp. Był to luźny zbiór przykrych, rozczarowujących sytuacji. Nie sądziłam, że tak wiele osób odbierze go w całkowicie inny sposób; jako wpis chamski, obrażający pewne kręgi.

    OdpowiedzUsuń
  105. Wiadomo, każdy bloger woli wiedzieć na czym stoi i dostać jakąkolwiek Wiadomości nawet krótkie ''nie, dziękujemy''.
    W sprawie szczerości, tak jak pisałam nie przejmuje się tym. Kiedyś jeszcze trochę się zastanawiałam jakie to będzie miało skutki, ale teraz po prostu piszę to co myślę o danym tytule. Pozdrawiam :) !

    OdpowiedzUsuń
  106. Podobnie jak ty nie mam parcia na współprace. W tamtym roku łącznie przyjęłam dziesięć książek w ramach współpracy i uważam, że to odpowiednia liczba. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  107. Może jeszcze odpisze, ewentualnie można spróbować wysłać jeszcze jedną wiadomość na wypadek, gdyby tamta znalazła się w spamie.

    OdpowiedzUsuń
  108. Nie liczę na specjalne traktowanie, tylko nieco mniej ignorancji. Ten post to zwykłe ukazanie minusów, które zauważyłam po kilku mniejszych lub większych współpracach. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  109. Fakt, mogli odpisać. Czemu tego nie zrobili? Może postanowili ignorować. Albo zapomnieli. Kto ich tam wie.

    OdpowiedzUsuń
  110. w the 100 koncepcja jest dobra tak naprawdę tylko w 1 sezonie potem już za bardzo przekombinowane, nie wiedziałam o sherlocku będę miała co oglądnąć :D i chyba oglądnę od początku żeby sobie wszystko poprzypominać
    dzisiaj koleżanka poleciła mi serial który się już skończył klka lat temu, ma 9 sezonów więc sporo do oglądania a główni bohaterowie to bracia - Pogoda na miłość - swoją drogą kolejne genialne tłumaczenie tytułu....
    Lubię Dylana jako aktora, potrafi naprawdę dobrze grać różne postacie :)

    OdpowiedzUsuń
  111. Może z czasem polubię hejcić książki :P

    OdpowiedzUsuń
  112. Czasami jest to całkiem fajne, bo masz dużo materiału do napisania, ale wówczas książka musi być naprawdę zła :D

    OdpowiedzUsuń
  113. Widziałam Dylana w Stażystach, Teen Wolfie i trochę w Więźniu Labiryntu nie wiem czy mogę oceniać, ale z tego co widziałam to naprawdę dobrze gra. Nie genialnie, ale naprawdę porządnie. Weszłam na filmweba, żeby poczytać o tej ,,Pogodzie na miłość'', a tam zdanie opisu... Dużo się dowiedziałam. Na pewno jak wpadniesz tu za miesiąc (serdecznie zapraszam :D) to będę miała kilka dodatkowych perełek i oczywiście czarnych owieczek :P

    OdpowiedzUsuń
  114. to możesz się mnie spodziewać :)

    OdpowiedzUsuń
  115. Odpowiadając na pytanie, to kwestia moich relacji z rodzicami i pewnych obaw (czasami wręcz absurdalnych, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jestem już osobą pełnoletnią), które w stosunku do tego żywię.

    OdpowiedzUsuń
  116. piszeczytamgotuje.blogspot.com13 stycznia 2017 20:50

    Dawno temu przeczytałam post, ale dopiero teraz jestem wstanie napisać komentarz :) Brak czasu jest zatrważający, a mój brak sumienności... o tym kiedy indziej.
    Ja nie chcę nawiązywać żadnych współprac. Myślałam o tym, bo kurcze! Ktoś by mi przysyłał książki (!) Ja bym je sobie czytała i stawiała na półce! Ale... odechciało mi się, nie lubię terminów, które mnie naglą, które dotyczą przyjemnych rzeczy... A wiem, jak mam z książkami... lubię sobie sama wybrać, pobłądzić w bibliotece... powąchać... popatrzeć na okładkę... no fetysz jakiś :D Dlatego podziękuję za wszelkie formy współpracy, pewnie na tym dużo stracę, ale jeśli mam spokojnie spać... to naprawdę postoję z boku :D

    OdpowiedzUsuń
  117. Mariusz Orzeł Wojteczek25 stycznia 2017 21:07

    Serio? Tak myślisz? Przeciętny bloger to nie jest cos, o co Dział marketingu danego wydawcy będzie się zabijał. Takich blogerów sa tysiące. Dobrych i złych. tych złych wiecej. Tych roszczeniowych, tym, co sie im należy.Mimo, ze nie potrafia napisac nic sensownego. Owszem, irytujące jest, ze czasem nie ma odzewu. lepszy niż brak byłby mail - nie, dzięki, nie jestesmy zainteresowani. Ale uwierz, takich maili to oni by musieli by wysłac pewnie z pół setki dziennie. Współpracuje z wieloma wydawcami, wielu ludzi z ich marketingów miałem okazje poznac osobiście przy okazji chocby Krakowskich Targów ksiązki. uwierz, dziecko, oni nie sa TYLKO od kontaktów z blogerami. A wiele razy jest tak, ze danym tytułem zajmuje sie jedna osoba, innym - inna. I dany korespondent z ramienia wydawcy nie wyśle ci egz. innego tytułu, bo się po prostu tym tytułem nie zajmuje. Ale lepiej - zamiast cięzko pracować nad sobą (swoim warsztatem, stylem, oczytaniem itd) psioczyć na "ciotowatych przedstawicieli" (sic!), którzy wielokrotnie - O CZYM DROGIE DZIECKO, NIE MASZ POJECIA - są po uszy zawaleni robotą, kiepsko opłaceni i musza stawać na głowie, by dopiąć wszystkie kwestie, których sie od nich wymaga. Więc szczerze, jak masz chociaz ksztę honoru, to w nastepnym poscie ich przeproś. Ja naprawdę nie tak znów często zgadzam się w dyskusjach z Fenrirem ( o czym wie wielu, a my dwaj to już na pewno), ale tym razem rękami i nogami podpisze się pod tym, co powiedział. Bo ma rację, a tłumaczenia poniżej na jego - słuszną, a jakże! - argumentację sa żałosnym kwileniem nabrzmiałego ego, które nijak nie potrafi przyznac sie do błedu. I tak, wkurwiłem sie czytając tego posta, bo obrazasz blogerów którzy mają mózgi i myslą samodzielnie. I mi sie literówek poprawiać nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  118. Mea Culpa/ Z książką do łóżka3 lutego 2017 08:52

    Owszem, i mnie zdarzyły się na pewno przykre incydenty z jakimiś Wydawnictwami, jednak nie na tyle, żeby naskrobać taki post.

    Jako osoba pracująca w Wydawnictwie (może to jest tylko Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, gdzie nie zajmujemy się współpracą z blogerami), to jednak jestem w stanie zrozumieć pracowników innych Wydawnictw. Jedno jest pewne - to nie są maszyny.

    Choć, o dziwo, w moim Wydawnictwie jest dokładnie sprawdzane, czy pracownicy odpisują na wszystkie maile. Nie można zostawić żadnego bez odpowiedzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  119. Idealnie opisałaś wszystkie trudy dostania współpracy. Nic dodać, nic ująć. A jeszcze gif z Deanem.. <3

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  120. Cóż, nie będę się wypowiadać na temat postępowania wydawnictw, nie wiem, jakie mieli powody. Natomiast pisanie o ich pracownikach ,,ciotowaci przedstawiciele firm" świadczy po prostu o Twoim braku profesjonalizmu. Nie dziw się, jeśli wkrótce żadne wydawnictwo nie będzie chciało z Tobą współpracować.

    OdpowiedzUsuń
  121. W wielu przypadkach sprawdziła się niepochlebna recenzja. Przecież wydawnictwu chodzi oto, żeby było ich książce głośno. Przykład? ,,Mleko i Miód'' albo książki K. Michalak.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz