sobota, 19 listopada 2016

[PRZEDPREMIEROWO] ,,Zapomniane dzieje'' Mateusz Żygadło

Czym zainteresowała mnie ta książka? Na pewno nie oprawą graficzną, bo ta jest fatalna i poważnie rozważam obłożenie jej jakąś gazetą, aby nie szpeciła mi regału. Zainteresował mnie jednak opis, według którego jest na Ziemi taka szkoła, gdzie uczniowie uczą się poprzez nurkowanie, jazdę ekstremalną czy czytanie; ogółem wszystkie te rzeczy, które my robimy z przyjemnością. Jednakże to nie był najciekawszy fragment. To wieść o fantastycznym świecie Atofenów oraz dziedzicu najwspanialszego rodu Martodevillów, który wraca do świata magii mnie przyciągnęła. Nie żebym była fanką gatunku, ale po owocnej lekturze Oddechu śmierci postanowiłam nie skreślać wszystkiego co polskie... No i trochę się zagalopowałam. 


Pierwsze kilkadziesiąt stron to pobudka Jamesa przez ptaki, jego zamartwianie się statusem społecznym, gdyż nie należy do najmajętniejszych osób, stres związany z nową szkołą, jedzenie, picie, chodzenie do parku poczytać i tak w koło Macieja, a do tego jeszcze sztywne i zbyt wyniosłe dialogi z rodzicami. Pasowały tam tak jak Grey do cyrku. To jednak nie koniec denerwujących i żmudnych zachowań bohatera. Wraz z rodzicami przyjeżdżają do szkoły, która okazuje się być piękna niczym pałac jakiegoś króla. Wtedy się zaczyna ciągły zachwyt i rozpływanie się to nad widokiem, zdobieniami, albo choćby ogromem obszaru placówki. Zrobiło się bardzo uciążliwie, ale to nie koniec złych postaci, bo to jedynie czubek góry lodowej. Gorsza od samego Jamesa jest Bler. Piękna dziewczyna, ale zachowuje się tak głupio i irracjonalnie. Ma za zadanie pomóc nowemu w szkole, wprowadzić go w świat magii, o którym nie ma pojęcia, jednak gdy ten mówi o pewnej uczennicy ładna blondynka wpada w furię, a później nie odzywa się do niego przez najbliższe dni jak wielka madonna. Nowy znajomy Jamesa, Garb był bardziej zrównoważony. Sympatyczny i pomocy, ale przy tym brakowało mu jakiś charyzmatycznych, indywidualnych cech przez co zrobił się nijaki. Zwykły pionek do pomiatania. Skończmy jednak ględzić o bohaterach.

Magia i cały ten nadprzyrodzony zamysł był ciekawy, naprawdę. Jednak coś nie wyszło z tym potencjałem. Uważam, że źle to zostało opisane, aczkolwiek nie ze względu na język; ten był bogaty, choć momentami zbyt dostojny. Według zasad Atofenów człowiek czerpię magię dzięki nauce, ale nie takiej zwykłej, gdzie dziecko ślęczy nad książkami. To doświadczenia życiowe dostarczają nam przydatnych bodźców. Im więcej czytasz, im więcej masz kontaktu z ludźmi tym śliczniejszy możesz być. Mam również wrażenie, że pisarz oparł się na tzw. Pałacu Myśli, czyli metodzie gdzie tworzymy w swoim umyśle dowolny budynek (może być on znany z filmów, z naszego otoczenia bądź całkowicie wyimaginowany) i własnie w nim umieszczamy ważne dla nas informacje. Tutaj w podobny sposób uczono Jamesa magii. Choć ponownie zostało to rozwleczone. Najlepsze jest to, że główny bohater wszystko natychmiastowo umie, nie ma większych problemów z nauką czy konkursem jazdy ekstremalnej, gdzie już na pierwszym swoim wyścigu wygrał, choć brali tam udział uczniowie starsi od niego, umiejący o wiele więcej.

A jeśli jesteśmy przy magii, jak wspomniałam ród Martodevillów jest tym największym, najpotężniejszym i takie tam. Przez niektórzy szanują Jamesa, inni chcą go zabić. To zrozumiałe oraz klarowne; może nie byłoby to zaskakujące, ale można było z tego zrobić niezły materiał, bo polityczne zamieszki w świecie fantastycznym zawsze zdają sprawdzian. Nawet ja je lubię. Ba! Uwielbiam. Tutaj znów przebiegło to... dziwnie, beznamiętnie. Było niedopracowane. Niby ktoś się targnął na życie młodzieńca, ale oczywiście ktoś inny go obronił i koniec pieśni. Właśnie! Zapomniane dzieje czyli jedna z ważniejszych spraw, problem tytułowy (można by było powiedzieć) to tak naprawdę projekt, przywrócenia dawnej świetności rodu Martodevillów, który nikomu potrzeby nie jest... Kolejny niewypał.

Kolejny aspekt to wątek miłosny - karkołomny, nierealny, wyssany z palca wątek miłosny.  To co tam się dzieję jest pośmiewiskiem. Mała, denerwująca Bler strzela focha, później ubiera miniówkę i uśmiecha się jakby postradała zmysły kiedy jej rzekomy przyjaciel, nowy uczeń, wspaniały James się podnieca. W pewnym momencie wskakuje nawet trójkąt miłosny. Znów bardzo niedojrzały, a to głównie przez wspomnianą Bler.

Miejsce akcji, niby nie minus, ale też nie plus... Zależy od sposoby patrzenia. Wszystko dzieje się w Londynie, czyli realiach bądź co bądź całkowicie nam obcych lub jedynie połowicznie znajomych. Niektórych to irytuje, innych zadowala. Mi większej różnicy nie robi.

Najbardziej przeszkadza jednak ten brak emocji. Te postacie jedzą, piją, śpią, niby mają jakieś problemy, ale to wszystko jest takie wyprute. Za szybko wszystko się udaje, James mówił, że jest samotnikiem, a nagle przychodzi do nowej szkoły i podbija serca wszystkich dziewczyn, a po jego nieśmiałości nie ma śladu. Zasady magii choć niecodzienne opisane są nudnawo, a ten schemat chłopca, który przekonany jest, iż idzie do zwykłej szkoły co jest błędem, niezbyt odkrywczy. Nie mogłam nawet wkleić wam tu cytatów (a zawsze znajduje ich całkiem sporo) co jest kolejnym dowodem, że coś tu mówiąc kolokwialnie nie pykło . Do połowy czytało się znośnie, później już naprawdę mi się dłużyło. Nie polecam, aczkolwiek daje tę naciągane 3,5 za bogate słownictwo i pomysł, który do najgorszych nie należał.

Podstawowe informacje:
Tytuł: Zapomniane dzieje
Autor: Mateusz Żygadło
Liczba stron: 351
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Novae Res
Projekt okładki: Wiola Pierzgalska
Ocena: 3,5/10 

Książka jest egzemplarzem recenzenckim do wydawnictwa Novae Res, lecz to w żaden sposób nie zaważyło na mojej ocenie.


21 komentarzy :

  1. Alice “PolecamGoodBook” Tomlin19 listopada 2016 10:59

    O kurcze, coś dla mnie. Zdecydowanie zachęciłaś mnie swoją recenzją!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu, słabiutko. Zdążyłam Ci ufać na tyle żeby mieć pewność, że po książkę nie sięgnę. Chociaż, jeśli mam być szczera, pewnie i tak bym po nią nie sięgnęła, bo (przepraszam!) polskiego autora, a ja po prostu nie mogę się przemóc :/
    Pozdrawiam ^^ (i zapraszam, oddaję wszystkie szczere komentarze :D)
    http://czytam-pisze-recenzuje-polecam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę mieć niezwykłą moc skoro zachęcam negatywnymi ocenami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Daniel Bieliński19 listopada 2016 18:27

    Okładka rzeczywiście trochę obrzydliwa :c Mimo iż wydaje się ciekawa, dzięki Tobie chyba (chyba!) po nią nie sięgnę :') nie znoszę beznamiętnych książek i niedopracowanych wątków czy postaci :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę to małe niedopowiedzenie :P
    Niedopracowane postacie (czasami) można przeżyć, ale żeby mi wątki pozostawiać takie niedopracowane? Tego zdzierżyć już nie mogłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli jednym słowem cieszę się zaufaniem? Jak miło :D Ej, ostatnio czytałam naprawdę dobry polski kryminał! Serio, sama byłam zdziwiona. Teraz zamówiłam tez kolejną polską książkę pt. ,,Projekt Mefisto''. Polskie wcale nie jest takie złe ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. O ja cież pierdziele. To jeszcze produkuje się takie okładki? Grubo. Podejrzewam, że ten samochód z tyłu ma tyle wspólnego z fabułą, co ja z wietnamską pangą hodowlaną...
    Ej ale powiem Ci - Grey do cyrku jakoś wybitnie mi pasuje :D
    No i piona! Ja też cisnę do recenzyjnych, bo co mi kto zrobi. Jak mi się nie podoba, to to piszę i już. Jak wydawnictwo poważne to się nie obrazi, a jeśli tak - rozwiążą współpracę, czyli to tak, jakby śmieci same się wyniosły.
    Lubię krytyczne <3 Jednak najbardziej przeraża mnie okładka, weź sobie Sherlocka naklej albo cokolwiek. Już Hannah Montanah byłaby lepsza...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaskakująco ten samochód jako-tako ma się do tej fabuły, no ale jak to wygląda? Serio?
    Czekałam na komentarz, że Grey i cyrk się razem super komponują (z całym uszanowaniem dla Jamesa, który odgrywa tę rolę) xd
    *pjona* Książka zła to trzeba trochę pocisnąć. Nic na to nie poradzę :P

    OdpowiedzUsuń
  9. W sumie mamy inne gusta, ale wierzę, że kiedy mówisz, że coś jest złe - a do tego masz tyle argumentów, całkowicie Ci ufam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko i córko, jaka szkarada xD Ja bym jednak okleiła tą gazetą, chociażby Supernowościami (to chyba rzeszowska gazeta, możesz nie znać xD Ale słynie z artykułów w stylu "zabił matkę kiełbasą", albo "żelazko chciało mnie zamordować" :D)
    Cóż, z tego co mówisz ksiażka zapewnia człowiekowi dobre kilkanaście godzin straconych nieodwracalnie ;) Juhu xD Szacun Doma za napisanie co myślisz, a nie trzymania języka za zębami :D Od tego są recenzje i recenzenci, aby ocenić towar szczerze, a nie włazić w du*ę bez mydła, że tak powiem :') Książka straszy okładką, straszy treścią i bohaterami, więc nie zaskocze cię tym, ze kijem jej nie tknę :P
    Buziole ;*
    Q.

    OdpowiedzUsuń
  11. Supernowości nie znam, ale kurde te artykuły... Nie no, pierwsza klasa :D XD
    Chyba wystartuje na #recenzenta2016, a tak na serio to dzięki !

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojj, jaki koszmarek. Mnie nie zainteresowała, Ty nie polecasz, czyli prawie się zgrałyśmy. ;) Ja się niestety przejechałam na książkach tego wydawnictwa, więc na pewno po tego koszmarka nie sięgnę. No i dowiedziałam się, że tam większość książek to samofinansowanie, a niestety to w większości równa się takim tworkom, które niekoniecznie powinny zostawać wydawane. ;/
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  13. Taką okładkę to nawet ja, największe beztalencie graficzne, mogłabym stworzyć w programie Paint xD Ogólnie rzecz biorąc ta powieść brzmi tak strasznie, że aż dostałam dreszczy. Nie wiem, jak udało ci się dobrnąć do końca, ale chyba należy ci się za to jakiś pomnik ;) Już samo czytanie o zachowaniu Bler mnie zirytowało, a co dopiero, gdybym musiała to wszystko przeżyć na własnej skórze. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooo, nie wiedziałam, że większość książek to samofinansowanie, a dobrze takie rzeczy mimo wszystko wiedzieć. Ja póki co nie natchnęłam się na pozycję wybitną od tego wydawnictwa, ale jeszcze nie skreślam ich całkowicie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja, drugie beztalencie graficzne zrobiłabym chyba nawet coś ładniejszego :")

    OdpowiedzUsuń
  16. Ta okładka sprawia, że me oczy krwawią ;-; Pomysł na książkę jest naprawę fajny, nie powiem, ale z tego co czytam cała reszta leży. Przez takie, nie wiadomo po co wydane książki czytelnicy psują sobie zdanie o polskich autorach. A szkoda, bo w nas też drzemie wielki potencjał. :)
    Pozdrawiam!

    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Szczerze-o-książkach21 listopada 2016 22:18

    Jakaś dziwna ta książka... A okładka... chyba dołożę Ci parę gorszy do tej gazety, bo to jakieś paskudztwo. Sama bym lepszą zrobiła ;/
    szczerze-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Dasz dyszkę to znajdziemy jakiś fajny książkowy magazyn ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niestety na to już nie wpłyniemy. Grunt to nie tracić wiary i polecać innym nasze książki (oczywiście tylko te dobre!). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. I chwała ci za to. Tylko zawiodłabyś się tym... czymś.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oj... Kiepsko... Okładka wygląda jakby była robiona przez stawiającego pierwsze kroki grafika... Grrr... :/ Pomysł wydawał się fajny, ale potencjał jednak niewykorzystany :( Szkoda... Może kiedyś przekonam się na własnej skórze czy jest tak źle :)
    Pabottyro_books

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon .