Zimowe rozczarowanie / ,,W śnieżną noc''

W śnieżną noc to zbiór zimowych opowiadań. I choć mamy dopiero październik zapragnęłam wprowadzić już nieco świątecznych kąsków do swojej lektury, a nie ma chyba bardziej śnieżnych i mroźnych historii niż te. Trzech autorów o niesamowitym oraz podobnym poczuciu humoru co - jak zapewnia - opis ma nam zapewnić przednią zabawę. Nie przypominałam sobie, abym kiedykolwiek śmiała się przy książkach Greena jakoś bardzo, ale nawet naciągany opis mnie nie zniechęcił, bo jak kiedyś wspomniałam z tym autorem mamy niezobowiązujący układ; ja czytam jego książki, ale bez większej namiętności, a on na jakiś czas przestaje pisać kopie swoich historii ze zmienionymi imionami bohaterów.




Pierwsze opowiadanie jest dość... osobliwe i przewidywalne zarazem. Osobliwe ze względu na pewne szczegóły, natomiast przewidywalne przez schematyczne działania, których można się domyślić momentalnie. Zacznijmy od tej gorszej strony, fabuła. Dziewczyna w Boże Narodzenie ma pójść do chłopaka (istny ideał; dobrze się ubiera, jest przewodniczącym w szkole, ma cudowne wyniki w nauce i uprawia sport), jednak jej rodzice zostali aresztowani za kłótnie pod sklepem produkującym małą, świąteczną wioskę elfów, którą oni kolekcjonują sądząc, iż to inwestycja. Jubilatka (jej imię jest kolejnym osobliwym aspektem) zmuszona jest nie pójść na święta do ukochanego Noaha i pojechać do dziadków. Los chciał, że w tym samym czasie rozpętała się jedna z największych śnieżyc od 50 lat. Co nieco zepsuje plany nastolatki. Może do tego momentu jest całkiem ciekawie, ale później pojawia się pewien chłopak i... No wiadomo, że coś między nimi będzie. To po prostu bardzo sztampowe oraz nudne. Gdyby nie te ciekawe szczegóły naprawdę byłoby słabo, bo nawet język nie był specjalnie giętki choć owocował w liczne porównania. Swoją drogą, dlaczego zawsze chłopak o imieniu Noah jest życiową ofiarą? Albo pozornie idealny albo skrzywdzony przez los... Muszę znaleźć książkę, w której Noah w końcu będzie prawdziwym, charyzmatyczny facetem, a nie pipą.

To, co dla jednych jest obłędem, dla innych stanowi gwarancję zdrowia psychicznego.

Druga historia nieco wiąże się z tą pierwszą, ale spokojnie można czytać ją w odwrotnej kolejności. Tobin w Wigilię wraz z przyjaciółmi zamiast świętować ogląda filmy z Bondem, za to jego rodzice utknęli w Bostonie na lotnisku. Dostaje jednak wiadomość o tym, że w oddalone o kilka kilometrów knajpie jest 14 cheerleaderek. Nawiasem mówiąc w tej książce chłopcy szaleją za nimi, a dziewczyny tylko robią wielkie oczy pytając dlaczego?. Od momentu podróży wszystko nabiera dziwnego wydźwięku. Wszyscy toczą jakąś dziwną batalię o to kto pierwszy dotrze do baru; grupa Torbina, jacyś kolesie z college'u czy znajomi kogoś-tam. Dwadzieścia stron czytania o tym jak Tobin się wywala, jego kolega JP dostaje ekstazy na samą myśl o młodych ciałach, a Duck, przyjaciółka bohatera wolałaby oglądać filmy z Bondem, ale ostatecznie tylko marudzi, że wszyscy latają za cheerleaderkami z wywieszonymi jęzorami. No nie, to nie miało nic wspólnego z interesującą fabułą. Te opowiadanie było jeszcze gorsze niż poprzednie, a napisał je sam John Green od którego z natury wyczekuje się czegoś dobrego. Zbiór jest sygnowany jego nazwiskiem (bo nie oszukujmy się większość własnie z tego powodu po tę książkę sięgnęło), a tu taka plama.


Było mi niemal przyjemnie, bo choć życie jest podłe, przynajmniej istnieje dobra muzyka.

No nic, po dwóch niezbyt udanych tworach miałam nadzieję, że trzeci zwali mnie z nóg i zabierze w prawdziwy chłód zimy.  Nie doczekałam się. Po trzech rozdziałach ostatniego opowiadania miałam dość. Czyta szło topornie, a akcja kręciła się wokół dziewczyny ze złamanym sercem, a przy czwartym rozdziale miałam ochotę pójść do niej i przywalić kamieniem w pustą głowę. Przyjaciółka coś do niej mówi, a ta zaczyna drzeć mordę i udawać, że śpiewa. W tym momencie czekające na mnie Dziady wydały się ciekawsze niż te opowiadanie z tępą bohaterką, a przy dziesiątym cytacie tego pokroju (Był najcudowniejszym, najwspanialszym facetem na świecie, a ja byłam zupełnym zerem.) byłam gotowa rozpaczać i pytać dlaczego?!, a później wszystko przekartkowałam,  do momentu kiedy pojawili się bohaterowie z wcześniejszych opowiadań co było miłym akcentem. Reasumując ostatnia historia była wisienką na torcie tego beznadziejnego zbioru. Poczułam ulgę mogąc to odłożyć.

Wiem, że nikt nie jest idealny, a za każdą fasadą doskonałości kryje się skłębiony chaos kłamstw i sekretnych smutków.

Wspólnym mianownikiem tych opowieści jest ten sam czas akcji czyli ogromna śnieżyca oraz narracja w pierwszej osobie więc na pewno na plus zasługuje połączenie tych wszystkich historii, ale to byłoby na tyle z pozytywów, bo wszelakie inne warstwy błagają o korektę. Moja ocena (nad którą długo się wahałam) wynika z faktu, że dwa pierwsze opowiadania dało się czytać, a męski bohater w tym pierwszym był sympatycznym kolesiem; nie zapamiętam go na zbyt długo, ale osładzał mi nieco oraz przysłaniał wszystkie niedociągnięcia. Książkę mam na szczęście z biblioteki co oznacza, że nie muszę teraz sobie pluć w brodę złoszcząc się, że wydałam kilkadziesiąt złoty na coś o tak nudnej fabule jak lekcja religii.  Nie polecam.

Podstawowe informacje:
Tytuł: W śnieżną noc
Tytuł oryginalny: Let It Snow. Three holiday romances.
Autor: Maureen Johnson, John Green, Luren Myracle
Liczba stron: 312
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Bukowy Las
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka 
Ocena: 2/10


Komentarze

  1. piszeczytamgotuje.blogspot.com26 października 2016 14:57

    W końcu jestem i chwalę wygląd bloga! Chociaż tak bardzo przyzwyczaiłam się do tamtego wizerunku :)
    Gdy zobaczyłam tytuł to pomyślałam, że to idealna książka na święta :) Zimno, ciemno, no i śnieżnie :P ... hm, ale po Twojej recenzji stwierdzam, że nadal mam ochotę na tę książkę, może po Wigilijnej kolacji przeczytam coś lekkiego i to właśnie będzie to :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na półce i myślę, że czas poznać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiałam się, czy w zimę nie sięgnąć, choć za Green'em nie przepadam, ale chyba sobie odpuszczę...

    Pozdrawiam! http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Wniosek z tego, że za wrześnie czytałaś. Nie ma odpowiedniej atmosfery - ton śniegu i mrozu wtedy wszystko nabiera nowego znaczenia. Jestem żywym przykładem. Zaczytywałam się w książce w ferie zimowe i przepadłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aleksandra Bernatek26 października 2016 17:58

    O matko, a cóż to za literacka tragedia?! :D Green i jemu podobni to zupełnie nie mój klimat, więc tym bardziej ominę książkę szerokim łukiem

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam, że zimowe opowiadania będą lekkie i przyjemne, a jednak widzę, że to jakaś masakra... Nie czytałam jeszcze w ogóle Greena, ale po tę ksiązkę raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze-o-książkach26 października 2016 22:20

    Nie czytałam nic Greena, bo to raczej nie moje klimaty, ale początkowo zainteresowałaś mnie tym zbiorem. Wydawał mi się idealnym na okres świateczny. No, ale skoro jest tak przewidywalny, to jednak odpuszczam. "Opowieść wigilijna", którą mam zamiar przeczytać w te święta, musi mi wystarczyć :)
    szczerze-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie zaitrygowałaś do przeczytania książki. Lubię opowiadania, szczególnie jeśli łączą się wątki i pojawiają ci sami bohaterowie. Zapisuję na listę i sięgnę zimową porą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, obłędna okładka! Śliczna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś nigdy nie przyciągał mnie ten tytuł, a po Twojej recenzji tym bardziej nie zamierzam sięgnąć po tę książkę. ;)

    Pozdrawiam,
    Ania.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. A z tego co pamiętam ja bardziej zawiedziona byłam trzecim niż drugim opowiadaniem. Chłopcy w sumie byli zabawni. Nic specjalnego, ale też nie chciałam wybrzydzać. Żadne z opowiadań mnie nie porwało, ale moim zdaniem ogólnie były w porzadku :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ło matko, 2/10? Nawet Grey'owi dałam więcej xD
    Mówię sobie: nie podobała Ci się, więc to pewnie ksiązka dla mnie :D
    Ale nie, nie nie nie nie neineienienieneienienie nein, niet i tak dalej.
    Kijem nie tknę.
    Okładka dziadowska i to jeszcze zbiór opowiadań - nie lubię ich, wydają mi się zazwyczaj zbędne po prostu ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. Wystarczył mi opis pierwszego opowiadania, żeby całkowicie zniechęcić mnie do książki. Ja jeszcze kiedyś myślałam, że jest to zbiór opowiadań jedynie Johna Greena, dopiero później dowiedziałam się, że jest tu też wiele innych opowiadań, ale moje mylne przekonanie wynikało zapewne z okładki, która jest utrzymana w tym samym stylu co inne książki Greena. W tej chwili jego nazwisko nie robi już na mnie żadnego wrażenia i wątpię, abym kiedykolwiek sięgnęła po te opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten ma być tylko tymczasowy więc wrócę jeszcze do mojego klimatycznego fioletu, spokojnie!
    Fabuła może mało wymagająca, ale czy to jest lekkie? Kwestia sporna, bo mi wyjątkowo ciężko się to czytało.

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda by było nie skorzystać skoro i tak gości na półce, ale ja najchętniej bym komuś podarowała *tak bardzo zalazła mi ta książka za skórę*.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też nigdy nie uwielbiałam Greena, ale ta książka już całkowicie przeważyła na szali. Dobrze robisz nie sięgając po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  17. Och, nie wiem czy zimowa atmosfera zrekompensowałaby mi tak nudną fabułę i (w trzecim opowiadaniu) beznadziejnych bohaterów, z dziwnymi, wyimaginowanymi problemami, które wzrastają do rangi kryzysu globalnego.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie Green ani grzał, ani ziębił, ale po tej książce mówię mu ogromne nie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja czytałam niemal wszystkie książki Greena - żadna szczególnie nie porwała.

    OdpowiedzUsuń
  20. Opowieść czytałam rok temu i ma to jakiś urok, ale chyba zbyt dobrze wiedziałam co się wydarzy (choćby z filmów animowanych), aby się zachwycać. W każdym razie ''Opowieść wigilijna'' będzie lepszym strzałem niż to Greenowe opowiadanie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytasz na własną odpowiedzialność ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi również się podoba; jest ładna, ale nie prześliczna.

    OdpowiedzUsuń
  23. Prawidłowo, bo na rynku na pewno są ciekawsze powieści.

    OdpowiedzUsuń
  24. Czekaj... Nie na odwrót? To ja zawiodłam się na opowiadaniu trzecim bardziej (chociaż nawiasem mówiąc, drugie również dość... rozczarowujące). Mnie trzecie zanudziło, przecież ta bohaterka była zwyczajnie głupia! Nie wiem jak inaczej to nazwać.

    OdpowiedzUsuń
  25. A mi akurat okładka się podoba :D Co prawda nie jest cudowna, ale ładnie wygląda.
    Kasiu, Sherlock jest zbiorem opowiadań i jest.. cudowny ♥ Także ten, nie wszystkie opowiadania są dziadowskie!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja też na początku byłam przekonana, że autorem jest sam John ( i pewnie nie tylko my żyłyśmy w takim przekonaniu). Podobnie jak u ciebie, ten autor nie jest moi ulubionym... Właściwie teraz chyba nie tknę kijem jego książki. Po tym co tu dostałam, podziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  27. piszeczytamgotuje.blogspot.com28 października 2016 21:02

    Jestem ciekawa swojej opinii :)
    Czekam na fiolety <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Historie są płytkie. Nie lubię prac zbiorowy. Ale okładka booooska *-* Sama kupiłam i trochę żałuję.
    Pozdrawiam, Aelin

    http://posrodpolek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Kurczę, kurczę, troszkę ostudziłaś mój zimowy zapał :D Miałam czytać tę książkę tuż przed świętami. Nawet nie tyle mnie zniechęciłaś (bo raczej i tak przeczytam), ale nieco...przestraszyłaś? :D Myślałam, że to taki fajny, luźny zbiór, który otuli w zimowe wieczory,a tu taka plama :/

    Pozdrawiam cieplutko,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Też podoba mi się okładka. Dodaje uroku, choć tak jak powiedziałaś historie słabe. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  31. Może autentyczny śnieg za oknem trochę osłodzi wszystko, ale i tak nie spodziewałabym się cudów, niestety. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  32. Okładka jest bardzo ładna. Planowałam ją przeczytać, ale skoro uważasz, że "Dziady" będą ciekawsze, muszę poważnie się zastanowić. :DD

    joolsandherbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  33. Błagam, żeby tym razem Disques pozwolił mi normalnie dodać komentarz! Jesli to widzisz to znaczy, że się udało xD
    jubilantka? Serio? xD Hmm...Noah :/ Pierwsze co mi się skojarzyło to Noah z oddam ci słońce :D
    Pipa? Domi nie znałam cię od tej strony xDDDDDD
    John Green i coś takiego? :/ Lubię książki Greena (czytałam tylko papierowe miasta i gwiazd naszych wina), może nie jest to nic wspaniałego, ani ŁAŁ, ale są bardzo fajne. I kompletnie z czym innym mi się ten autor kojarzy,a tu takie coś O.o
    Ojoj, dość niska ta ocena O.O

    Cieszę się, że ta książka ci się podobała *sarkastyczny uśmieszek*

    A tak na serio, to cię pocieszę, bo mimo, że twoim zdaniem książka słaba, to przynajmniej recka fajna :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  34. Uściślijmy, druga część Dziadów, bo za resztę nie odpowiadam, nie czytałam, nie wiem. Zastanów się, bo dla mnie przy ostatnich stronach była to katorga :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Udało się, a więc huuura!
    A mi Noah kojarzy się z After, serialem Scream i książką Nick i Norah. Playlista dla dwojga i za każdym razem jest taką właśnie... pipą :P
    Moje ego zostało połechtane, a czas z tą książką przynajmniej na coś się zdał :D
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  36. Mi tam się podobało. Przede wszystkim myślę, że może źle do tego podeszłaś, niepotrzebnie oczekując zbyt wiele tylko ze względu na nazwisko Greena. Ja podeszłam do tego trochę inaczej i nastawiłam się na lekką, leniwą opowieść świąteczną, która wprowadzi mnie w klimat mojego ulubionego czasu w roku. Jak dla mnie to się sprawdziło. Nie było żadnego efektu wow, a teraz nawet nie pamiętam o czym były te opowiadania, ale przyjemnie spędziłam przy nich czas.
    Pozdrawiam! http://bookwormss-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  37. Szczerze-o-książkach1 listopada 2016 19:56

    Ja w zeszłym roku czytałam w święta książkę o Hitlerze, także... :D Myślę, że "Opowieść wigilijna" będzie bardziej na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  38. Może racja, ale jednak Green (mam wrażenie) napisał swoje opowiadanie poniżej poziomu swoich dotychczasowych tworów. Chociaż to ta trzecia autorka okazała się królową nerwów. Grrr, nawet nie chcę o tym wspominać.

    OdpowiedzUsuń
  39. O kurcze... Aż tak źle... Miałam ochotę przeczytać ją w okolicach świąt. Teraz mam bardzo poważne wątpliwości... :( Pabottyro_books

    OdpowiedzUsuń
  40. Współczuję straconego czasu :D
    Ja od zawsze miałam (w sumie nadal mam, nadzieja matką głupich) przeczytać w porze świątecznej. Mam nadzieję, że klimat, i śnieg (hahaha, nadzieja matką głupoch x2 :D) jakoś tam wszystko nadrobią :D
    Pozdrawiam! :)
    http://czytam-pisze-recenzuje-polecam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja ze swojej strony odradzam. Taki to gniotek, że szkoda marnować czas.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nadzieja jak wiadomo umiera ostatnia :D

    OdpowiedzUsuń
  43. O kurczaczki, spodziewałam się chociaż 3/10 (czyżbym była zbyt litościwa dla "Przeklętego dziecka"?) xDDD

    Książka, a właściwie zbiorek, czeka na mojej półce na zimową atmosferę, ale po tej recenzji nie wiem, czy nie sięgnę jednak po coś innego - szkoda mi czasu na tak tragiczną lekturę (po ostatnim koszmarze mam dość).

    Co prawda, Greena lubię, więc może jednak się przekonam - wszystko będzie zależeć od ilości wolnego czasu. :)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Ola ❤
    Ola aka Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
  44. Przyznam się, że trudno był mi dać 2/10. Jakoś zawsze, choćby z tej litości nie spadałam poniżej 3-4, ale doszłam do wniosku, że nie ma co na siłę szukać pozytywów skoro to było zwyczajnie złe.
    Może udzieli ci się klimat świąt to będziesz nieco łaskawsza dla opowiadań i bardziej spodoba ci się to coś spor pióra Greena. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz