Stek słów oprawiony w znane nazwisko -,,Never never'' Colleen Hoover i Tarryn Fisher

Czytanie kryminałów tak mnie zmęczyło, że potrzebowałam jakiejś przerwy, chwili wytchnienia przy romansie, a książkę ,,Never never'' akurat ostatnio zdobyłam w Matrasie (swoją drogą nieźle przepłaciłam, płacąc cenę okładkową!) więc uznałam, że będzie idealna.  Kupiłam ładnie zapakowany stek słów, nie wiedząc czego powinnam się spodziewać oprócz lekkiego pióra Colleen. To co dostałam... Sami zobaczcie, bo nie da się tego streścić w jednym zdaniu. 

Mamy dwójkę bohaterów, Silasa oraz Charlie i to właśnie od tej dziewczyny zaczyna się cała przygoda. Charlie znajduje się w korytarzu szkolnym, ale czuje się zdezorientowana; nie wie jak ma na imię, nie kojarzy ludzi z którymi przebywa, a wszystko wydaje jej się dziwnie obce. Podobnie jest z jej chłopakiem, którego również nie pamięta. Wspomnienia tych dwojga nie spowija mgła, ich retrospekcje oddziela gruby mur z cegły, betonu i tych wszystkich murarskich rzeczy. Nie będę ich wymieniać, bo nie znam się na tym zbytnio.

Trudno mi powiedzieć czy Hoover i Fisher stworzyły coś oryginalnego. Niby nie spotkałam się z takim pomysłem, ale wznoszenie tych pań na wyżyny oryginalności też byłoby przesadą. Luki w pamięci oraz inne tego typu zagrania są raczej powszechnym motywem, ale nie był to też plagiat; nie znoszę takich rzeczy i może nawet kiedyś o tym trochę napisze. Z całą pewnością jest to coś innego od standardowych fabuł, którymi częstuje nas Colleen; w ,,Never never'' więcej jest niewyjaśnionych, surrealistycznych rzeczy, które do innych książek tej autorki mają się tak jak piernik do wiatraka.
Silas można powiedzieć miód chłopak... I to mi właśnie w nim przeszkadzało. Nie wie kim jest, jak się nazywa, ale za to wie, że chcę chronić dziewczynę, z która był w związku, ale go zdradzała. Rozumiem, opiekuńczość i te sprawy, lecz dla mnie to naciągana reakcja. Odniosłam troszeczkę wrażenie, że to bohater wykreowany na potrzeby idealnego chłopaka dla nastolatki czyli potencjalnej czytelniczki. Za dużo lukru i to mi wadziło, aczkolwiek gdyby nie ta absurdalność przyprawiona brakiem realizmu to Silasa dało się lubić.  Charlie ma dwie twarze; za dnia ostra brzytwa, wieczorem przy swoim chłopaku potulny kotek. Nie zrobiło to na mnie wrażenia, ale to też taka bohaterka, która nie lamentuje nad pierdołami. Zazwyczaj działa prosto i konkretnie, a to mi się bardzo podobało. Żadnych pierdów o kolorze nieba, tym, że jest za gruba bądź za chuda itp.

Całą historię czyta się w try miga, dzięki lekkim piórom autorek. Ostatnio jedną książek potrafię czytać kilka dni, a czasami przekraczam nawet tydzień. ,,Never never'' ma prawie czterysta stron, a po kilku godzinach przeczytałam już trzysta, więc naprawdę jest to historia - tak jak inne Hoover - które czyta się szybciutko, lecz to by było na tyle plusów, bo nie ma w tym nic pouczającego czy wartościowego. Wiecie, taka luźna powieść o dwóch osobach, które ot tak straciły pamięć.


A skoro jesteśmy przy straceniu pamięci! Kompletnie nie kupuje powodu i wyjaśnienia całego tego zdarzenia. Oczywiście nie powiem wam jak się to skończyło, ale dla mnie to wielkie naciągnięcie, by fabuła i historia się wspólnie kleiły. Takie trochę bez sensu, ładu i składu, a poza tym dlaczego tylko im się to przydarzyło skoro wiele osób ma te same problemy? Opis to też jeden wielki błąd. Zacytuje jeden fragment ,,Czy można chcieć przypomnieć sobie… że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic. On zrobi wszystko, by wskrzesić wspomnienia. Ona za wszelką cenę chce je pogrzebać.''. No kurde, czujecie te emocje? Mamy piękny mroczny klimat, może jakieś morderstwo? Wszystko w tym opisie wskazywałoby na fakt, że nasi bohaterowi będą niegrzeczni, buntowniczy i najprościej rzecz ujmując źli.  A co dostajemy? Przesłodzonego Silesa! Grrr,  przerost formy nad treścią. 


Dużo tu moich narzekać, ale nie jest to definitywnie zła książka. Czytało się ją błyskawicznie i gdybym miała ją komuś polecić to głównie uczniom. Dlaczego? Sama uczęszczam do szkoły, a co za tym idzie chętnie degustuje w pozycjach lekkich, młodzieżowych czyli takich jak ta, które czyta się błyskawicznie. Jeśli jednak szukacie naprawdę silnych emocji to sięgnijcie lepiej po ,,November 9'', które polecam już wielokrotnie. Nie żałuje zakupu tej lektury, bo kilkakrotnie się uśmiechnęłam i zrobiło mi się ciepło na sercu z powodu dwójki bohaterów i ich listów, które pisali kiedyś do siebie, a teraz na nowo je poznają, jednak to nie była ta Hoover, do której jestem przyzwyczajona i którą tak polubiłam. Moja ocena to 7/10 mimo tych wszystkich negatywów, ale pamiętajcie to powieść lekka, taka na kaca, kiedy chcemy coś niezobowiązującego.  Nie spodziewajcie się niczego górnolotnego.


Podstawowe informacje:
Tytuł: Never never
Tytuł oryginału: Never never
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski 
Autor: Colleen Hoover i Tarryn Fisher
Liczba stron: 383

Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Projekt okładki: Sarah  Hansen, Okay Creations
Ocena:
7/10

Komentarze

  1. Ja ostatnio dopadłam tę książkę w empiku, ale jeszcze jej nie czytałam... Jako, ze uwielbiam twórczość pani Hoover, to muszę wreszcie po nią sięgnąć. Chcę się przekonać na własnej skórze jak sobie poradziła w duecie ;)
    Kochana, świetna recenzja! Będę czekać na więcej <3

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do mnie na post 'Business English Magazine 55/2016' :)
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie mogę się przekonać do książek Colleen Hoover, coś mnie tam w środku powstrzymuje.
    Nie powiem, opisałaś tę książkę super, sam pomysł autorek też wydaje się dobry - taki wiesz, BUM! Nic nie pamiętacie, a teraz żyjcie dalej!
    Ten przesłodzony bohater już działa mi na nerwy. Nie czytałam tej książki - ale Twój opis wystarczył XD
    A ta dziewczyna kojarzy mi się tylko z jednym słowem: bitch face :') Z jednej strony zdzira - z drugiej potulny baranek :') Tak jakoś, no właśnie.
    Okładka jest świetna, muszę przyznać :D
    Opis? Po opisie myślałam, że to będzie coś w stylu: flaki latają, krew leje się strumieniami, kości na wierzchu... a nie jakiś romans XD
    Raczej sobie daruję, choć miło by było przeczytać coś lekkiego na początek szkoły :D
    Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. O tej książce było ostatnio głośno w blogosferze. Mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka na półce, nie powiem mam duże wymagania co do niej. Dwie autorki których książki bardzo lubię w duecie? Mam nadzieję, że wyjdzie z tego jakieś cudo, chociaż twoja recenzja nieco ostudziła moje nadzieje. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)

    P.S i mówi się "przerost formy nas treścią" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O luju, akapit o opisie jest wypisz wymaluj wyjęty z mojej głowy xD Czuję pokrewieństwo... dusz? Mózgowa? Pjona w każdym bądź razie! <3 Przeczytam November 9 ale... w listopadzie, najlepiej dziewiątego xD Kurcze, mogłabym się rozpisać, ale wiem, że czytałaś moją reckę... wiec po ką cholerę pisać ci to, co już wiesz? :P W każdym razie zgadzam się w 100% z tobą ;*
    Buziaki!
    Q.

    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Doma! Masz literówki w imieniu tego lukrowego chłopca ;) To był Silas, nie Stiles xD

    OdpowiedzUsuń
  7. piszeczytamgotuje.blogspot.com10 września 2016 12:31

    To i tak wysoko oceniłaś tę książkę (7/10), jak na swoją recenzje. Ja jeszcze nie czytałam, nie wiem czy sięgnę... bo Pani Colleen bardzo mnie do siebie zraziła... zresztą, doskonale o tym wiesz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam o tej powieści już wiele opinii. Z każdą recenzją moja ochota, aby sama się z nią zapoznać, coraz bardziej spada. Raczej nie sięgnę po tę książkę. No chyba, że już kompletnie nie będę miała co czytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaa, pomyliło mi się z Stilesam z Teen Wolfa xd Takie podobne te imiona :D
    Wiem o czym mówisz, dokładnie to samo czułam czytając twoją reckę, bo podobieństwo wielkie, a November 9 polecam gorąco♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też lubię Hoover, ale nie bezgranicznie, bo i ona w niektórych książkach oddaje się trochę wszechobecnej modzie. Dobrym przykładem jest takie ,,Ugly love'', które kompletnie nie pasowało mi do tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mało jest książek CoHo, o których głośno by nie było :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Opis wzbudził we mnie identyczne emocje, a tam żadnych flaków, zero rozlewu krwi... Było małe rozczarowanie. Jeśli kiedyś jednak przekonasz się do Hoover to polecam przeczytać ,,November 9''♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiedziałam, że coś pokićkałam z tym zwrotem, ale dzięki. Teraz już będę pamiętać, albo przynajmniej wracać do tego komentarza, by sobie stale o tym przypominać :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ocena wysoka, bo mimo nikłego przekazu to książka lekka, a momentami urocza. Będę powtarzać do uporu maniaka zacznij od ,,November 9'' ewentualnie od ,,Maybe Someday'' (chociaż tutaj też jest trochę lukru). Moim zdaniem to najlepsze historie tej autorki wydane u nas.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja spotykałam się raczej z zachwytami. Jak teraz nad tym myślę to mam ochotę spytać ,,dlaczego tak się zachwycacie?"". Fakt, książka dobra, ale nie rewelacyjna! Mam wrażenie, że nazwisko na okładce odwala tu główną robotę, a nie treść.

    OdpowiedzUsuń
  16. naczytane.blog.pl10 września 2016 15:01

    Czytałam i końcowe strony mnie tak bardzo rozczarowały... aż chciało mi się płakać. Poza tym cytaty z tej książki czasami były bezdennie głupie ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. Najgorszy był chyba ten epilog, a cytaty... Niektóre zbyt lukrowe, przesadzone. Nie kupuje tego.

    OdpowiedzUsuń
  18. Alice “PolecamGoodBook” Tomlin10 września 2016 15:47

    hej!
    lubie komentować twoje posty, naprawdę.
    Nie czytałam, ale chciałabym. Wszyscy tak ją chwalą, więc w końcu chyba trzeba.

    Pojawiła się nowa recenzja na polecam goodbook, zapraszam http://want-cant-must.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziwne, mimo tego, że to chłam, dałaś aż 7 punktów na 10.
    Rozumiem, że może to być łatwa i lekka lektura dla odmóżdżenia jak ja to mówię, ale kurde, są granice. Już co nie co nasłuchałam się o tej książce i no cóż, nie słyszałam nic dobrego, a fragment tej powieści nawet czytałam i tragedia po prostu. Mam podejrzenia, że ten chłopak kilka lat wcześniej przeszedł operacje zmiany płci i to kiedyś była bardzo uczuciowa i wrażliwa dziewczyna. Niby miał z tego wyjśc idealny materiał na chłopaka, żeby się młodsze czytelniczki jarały, a wyszła....dobra, bo tu powinny paść słowa nieparlamentarne.
    Hoover kijem nie tknę i ta książka mnie w tym utwierdziła.
    Jedyny plus tej książki to okładka, bo niebieska i ładna :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Aaaa pamiętaj o moim konkursie :D
    kasi-recenzje-ksiazek.blogspot.com/2016/09/konkurs-rozdawajka-wygraj-dowolna.html


    W końcu możesz wygrać książkę, jaką tylko chcesz :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo lubię twórczość Colleen Hoover. Tej książki jeszcze nie przeczytałam, ale jakoś nie pali mi się do tego, co jest dziwne, ponieważ wszystkie jej poprzednie książki od razu lądowały w moich rękach. Może to dlatego, że bardzo nie lubię kolaboracji autorów, albo to, że już nie jedno złe słowo słyszałam o Fisher. Pewnie w niedalekiej przyszłości sięgnę po tę książkę, ale nie śpieszy mi się. Świetna recenzja. Pozdrawiam :)
    moonybookishcorner.blogsot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeju, ja naprawdę już nie wiem co mam o tej książce myśleć. Tutaj ze super, tam że fajnie, ale zepsute zakończenie (w przypadku Never, Never taka opinia to klasyk!), Ty raczej odradzasz... Eh, ciężkie jest życie książkoholika :D
    Pozdrawiam ^^
    http://czytam-pisze-recenzuje-polecam.blogspot.com
    (i zapraszam na KONKURS <3)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie lubię przesłodzonych bohaterów i banalnych historii, więc raczej odpuszczę sobie tę książkę ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Chcę już ją przeczytać, bo opinii jest wiele - negatywnych jak i pozytywnych. Mam nadzieję, że dorwę ją jak najszybciej. :)
    Pozdrawiam, Nat z osobliwe-delirium.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo ciężkie :D Złe zakończenie? Zbyt lukrowe, przeskalowane... Mają racje wszyscy, którzy tak piszą.

    OdpowiedzUsuń
  26. Słodcy bohaterowie potrafią być fajni, czasami. Tutaj postać nie była ani trochę ''fajna''.

    OdpowiedzUsuń
  27. Chłamem mimo wszystko bym tego nie nazwała, bo aż takie tragicznie to nie było.
    Teza a pro po zmiany płci ciekawa, aczkolwiek wątpię, że prawdziwa :D
    O konkursie pamiętam, ale wszystko co przychodzi mi do głowy wydaje się zbyt banalne i kiczowate. Jeszcze się nad tym zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie czytałam jej jeszcze ale z tego co widze po twojej recenzji to książka wydaje się taka średnia bo rozumiem jakby jedno z nich straciło pamięć i to drugie by starało sie pomóc odzyskać ale oboje to chyba przesada. Ale imiona mają fajne Silas kojarzy mi sie z Pamietnikami wampirów

    OdpowiedzUsuń
  29. Czyli bardzo dobry na lekkie zaczytanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jezu, cena okładkowa, zwariowałaś? :D
    Lubię Hoover i zazwyczaj z niecierpliwością czekam na jej nowe książki, ale tej nawet nie mam ochoty czytać.

    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Tak bardzo mnie korciło, że musiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Mi Silas też kojarzy się z Pamiętnikami i oczywiście Paulem! Chociaż często mam zawahanie czy to Silas czy może STilas jak w Teen Wolfie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Collen Hooover nie wydaje mi się jakąś ekstra pisarką (może tylko dla mnie :) ) i raczej się nie skuszę, żeby kupić tą książkę ale jak jakoś wpadnie w moje ręce to pewnie się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Według mnie jako pisarka dla młodzieży w romansach, przebija wiele autorów. Porównując ją do szerszego grona, wszystkich pisarzy to jest rożnie, Ta książka dość słaba, ,,Ugly Love'' porażka, ale już ,,November 9'' jest genialne.

    OdpowiedzUsuń
  35. Tyle ludzi chwali, że chyba w końcu się skuszę :D

    PS. Niebawem "Chłopak na zastępstwo" został by do Ciebie wysłany :D
    Mogłabym Cię poprosić o podesłanie mi swojego adresu do korespondencji
    na mojego maila (krytykbook@gmail.com)? :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Mail z adresem został już wysłany :) !

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytam ją właśnie :P
    Dobrze chyba, że jednak ją wypożyczyłam z biblioteki :DD

    Pozdrawiam
    joolsandherbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Mam ją w planach, ale zdania są podzielone. Na pewno przeczytam i zobaczymy, w której grupie się znajdę :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Ja czytam wszystko co wyjdzie spod ręki tej autorki. Może nie podoba mi się wszystko tak bardzo, ale na pewno zasługuje na uznanie. I w sumie tę książkę z chęcią bym przeczytała.
    Buziaki :*
    ksiazkowe-recenzje-natalki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  40. Jak ten komentarz się znowu będzie publikował 30 razy to coś mnie trafi...
    Czy tylko mnie się wydaje, że pani Hoover zaczyna pisać coraz gorsze książki? Aż strach sięgnąć po "Never, Never", czy "Ugly Love", żeby nie pogorszyć swojej opinii o tej autorce ;-;
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  41. Brawo ty, udało się! Szczerze mówiąc pomyślałam o tym samym. Jej książki były jakimś przełomem, takim ''klasykiem'' young adult, ale zarówno ,,Ugly love'' jak i ,,Never never'' to już nie to samo co ,,November 9'', ,,Hopeless'' czy ,,Maybe Someday''.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja większość książek Colleen też mam za sobą. Moimi faworytami są ,,November9'' oraz ,,Maybe Someday'', a które tobie się spodobały?

    OdpowiedzUsuń
  43. To prawda, niektórzy zachwalają, inni - jak ja - czują nieco goryczy.

    OdpowiedzUsuń
  44. Aleksandra Bernatek13 września 2016 20:02

    Może kiedyś się skuszę na coś z twórczości Hoover, bo zawsze, kiedy wychodzi jakaś nowa jej książka, na każdym kroku się na nią natykam. Ale, z tego co widzę, nie zacznę od "Never never" ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Myślałam, że będzie to coś lepszego... czytałam mnóstwo pochlebnych recenzji, więc dziwi mnie troszkę twoja opinia. Choć w sumie jakby dłużej o tym pomyśleć, to ja lubię czasem przesłodzonych bohaterów, którzy wprowadzą mnie w cukierkowy nastrój i odwodzą moje myśli od chemii (poważnie, po co mam się uczyć o jakichś alkinach, alkenach i tym podobnych rzeczach? Czy mnie to obchodzi? Nie. Przydatne? Też nie. Więc o co tu niby chodzi?). Nie lubię za to idiotycznych, naciąganych wyjaśnień, więc to może stanowić poważny problem. Może się jednak skuszę? Pewnie jeśli nadarzy się okazja, to przeczytam, ale nie traktuję tego zbyt poważnie:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki, a słyszałam, że nie warto zaczynać od tej, bo człowiek może się zrazić. Utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu.

    OdpowiedzUsuń
  47. Ludzie mają rację, nie polecam również zaczynać od ,,Ugly love''.

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie zaczynaj też od ,,Ugly love'', jest jeszcze gorsze niż ta pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  49. Patrząc na tytuł posta spodziewałam się tutaj oceny 3/10 czy coś, a tu takie zaskoczenie. Raczej nie sięgnę po tę książkę, już wcześniej rozczarowałam się prozą tej autorki :/
    Pozdrawiam :)
    welcome-to-my-little-big-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  50. Jak dotąd jej nie czytałam, ale z wielu recenzji wynika, że autorka nie wykorzystała potencjału i książka jest mocno średnia. Raczej ją sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  51. Szczerze trochę nagięłam te ocenę... Mogę wiedzieć jaką książką się rozczarowałaś?

    OdpowiedzUsuń
  52. Bo Hoover zazwyczaj pisze o wiele lepiej. Tutaj jest średnio.

    OdpowiedzUsuń
  53. "Hopeless". Książka może i nie była tragiczna, ale nie tak dobra jak oczekiwałam. Po tylu pozytywnych recenznach, spodziewałam się po tym tytule naprawdę wiele. Spodziewałam się, że będę na niej płakać jak dziecko, a tak naprawdę, ta historia nie wywołała we mnie żadnych większych emocji. Trochę szkoda :/

    OdpowiedzUsuń
  54. Natalia Zaczkiewicz17 września 2016 01:13

    Nie mogę się do niej niestety przekonać.
    Mam wrażenie, że jest słaba i mnie znudzi.
    Może kiedyś...
    Pozdrawiam serdecznie
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  55. Znudzić raczej nie znudzi, bo czyta się szybo i raczej nie ma tam nudnych opisów, ale odkryciem 2016r. też nie będzie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  56. Kurczę! Ta książka jest dosłownie wszędzie! xDDD
    Słyszę pozytywne opinie, ale Hoover wciąż do mnie nie przemawia... Dlaczego? Nie mam pojęcia. Po prostu coś mnie odpycha od jej książek.
    Historia z "Never, never" brzmi interesująco, dlatego zapisałam się do Book Touru z tą pozycją, więc za niedługo zapoznam się z treścią. Mam nadzieję, że mi się spodoba :) I to idealny sposób, aby wreszcie przebrnąć przez jej książkę! Motywacja będzie! :D
    Całusy!

    OdpowiedzUsuń
  57. "Ugly love" zdecydowanie, ale nie gorsza jest "Pułapka uczuć". Niestety "Maybe someday" to nie moje klimaty...

    OdpowiedzUsuń
  58. Colleen Hoover znam dzięki "Hopeless" i "Losing Hope", które całkiem mi się podobały, ale do "Never never" jakoś nie jestem przekonana. Zdecydowanie nie zachęca mnie ten wyidealizowany bohater, za to "Maybe Someday" tej autorki o wiele bardziej mnie ciekawi, więc podejrzewam, że to po tę książkę sięgnę w następnej kolejności :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Wiele jest opinii na temat tej książki. Ja mam ją w planach, muszę się przekonać jaka naprawde jest :)

    OdpowiedzUsuń
  60. "Maybe Someday" uwielbiam, lecz jestem zdania, że nie każdemu podpasuje, bo bądź co bądź jest to momentami lukrowa i słodziutka historyjka. Wszystko zależy od tego czy lubisz coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
  61. Book Toury są właśnie świetne pod tym względem :D ! Motywacja będzie na pewno, w końcu ma się te dwa/trzy tygodnie na przeczytanie. Pozdrawiam :) !

    OdpowiedzUsuń
  62. Mam podobne podejście, jak coś jest kontrowersyjne to od razu wpycham tam swój nos i sama oceniam. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  63. Aśka z WirtualnejKsiążki już nieco mi opowiadała o tej książce :D
    Może kiedyś w końcu przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  64. Ooo, to teraz przyznaję, że mój entuzjazm trochę osłabł. Nie przepadam za przesłodzonymi historyjkami, dlatego właśnie rzadko sięgam po romanse. No nic, zaryzykuję i przeczytam, zobaczymy co z tego wyniknie.

    OdpowiedzUsuń
  65. Nie, ja nie chce. Hoover raczej nie pisze niczego, co byłoby dla mnie ;D Tak po prostu. Nie mi oceniać jakość jej dzieł, bo ich po prostu nie znam, ale no nie śpieszy mi się do tego ;D
    http://www.darkestnight.pl

    OdpowiedzUsuń
  66. Mam nadzieję, że mimo wszystko zostaniesz zauroczona tak ja ja :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Wiadomo, nie każdy lubi romanse z młodymi ludźmi w tle. Ja akurat czasami lubię coś takiego poczytać, choć coraz rzadziej to robię.

    OdpowiedzUsuń
  68. Jeśli będziesz miała tzw. zastój czytelniczy to na pewno taka pozycja się przyda :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz