Miało być ,,Supernatural'' a wyszedł ,,Doctor Who'', czyli o co chodzi z całym tym ,,Żniwiarzem'' Pauliny Hendel.

Jest taka poważna zasada bycia geekiem: jeśli robią coś na wzór twojego ulubionego serialu, to lecisz po to i patrzysz, czy faktycznie jest takie świetne, a później w zależności od preferencji obrzucasz łajnem, albo wychwalasz pod tęcze i jednorożce. Dziś szykuje się mała konfrontacja multi-kulturowego ,,Supernatural'' z ulokowanym głęboko w naszych starych wierzeniach i tradycjach ,,Żniwiarza'', bo jeżeli w recenzji, ktoś wychwala autorkę, jako Erica Kripkego w spódnicy to niema bata, żebym się o tym nie przekonała na własnej skórze.    


Magda jest zwykłą 20-latką z niezwykłą rodziną. Feliks, jej wuj, jest żniwiarzem, czyli najprościej mówiąc widzi nawich (stworzenia nadprzyrodzone) i nigdy nie umiera  - przynajmniej nie na długo. Magda w całym tym świecie jest raczej gdzieś pośrodku - tak jak Feliks widzi nawich, ale jednocześnie nie jest żniwiarzem, co znacznie utrudnia eskapady na pobliskie cmentarze w poszukiwaniu przygód, choć dziewczyna nie ukrywa, że łapanie potworów nieustannie ją pociąga.  

Tak właśnie można by było streścić fabułę i powiem wam, że na początku uważałam, że może wyjść z tego coś w rodzaju urban fantasy tyle, że w wersji mniej urban a bardziej rural. Nie przewidziałam jednego - wątku miłosnego. Bohaterów co prawda mamy dwóch, jednak trzecioosobowa narracja znacznie bardziej skupia się na Magdzie, która poznaje nowego mieszkańca miasteczka, Mateusza. Teoretycznie niby autorka łączy jakoś te dwa przeplatające się naprzemiennie wątki, czyli potwory i miłostki, lecz ostatecznie ja, jako odbiorca, miałam wrażenie, że zabiera mi się czas, który mogłabym poświęcić między innymi na poznawanie innych starych obrzędów czy stworzeń. Jest to o tyle irytujące, że Czwarta strona reklamowała książkę właśnie demonologią słowiańską oraz ludową, a w ostatecznym rozliczeniu jest jej tam jak na lekarstwo.  


Jeżeli już mówimy o świecie przedstawionym w ,,Żniwiarzu''  to należy otwarcie powiedzieć, że jest bardzo prosty, gdyż już na samym początku klarownie podaje nam się reguły rządzące tamtejszym światem - istnieje sfera ludzka (dokładnie taka sama jak w naszym świecie), lecz tuż obok egzystują duchy i monstra, o jakim nawet baśniarzom się nie śniło. Kiedyś przy złych smokach  zawsze stali rycerze, aktualnie obok potworów czuwają tytułowi żniwiarze, którzy są kimś pomiędzy łowcami z ,,Supernatural'' a doktorami w ,,Doktorze Who''. Żniwiarze pomagają zwykłym obywatelom, kiedy coś złego się dzieję; czasami są wzywani przez starców, którzy jeszcze zachowali pamięć o złych stworach, a czasami śledzą nekrologii w gazetach, aby na ich podstawie przypuszczać, gdzie prawdopodobnie pojawią się upiory. Żniwiarze rzadko spotykają się ze sobą - są po prostu zwykłymi bytami, które robią, co do nich należy, lecz nie zrzeszają się, w żadne organizację. Co łączy ich z sławnym, brytyjskim doktorem? Przede wszystkim to, że śmierć żniwiarza nie jest trwała. Żniwiarze po śmierci znajdują nowe, opuszczone już ciało - zachowują wspomnienia zmarłej osoby, a nawet zyskują jej charakterystyczne zachowania czy lęki, więc za każdym razem stają się nieco inną osobą. 

Ta prosta konstrukcja świata nie jest kwestią całkowicie przekreślającą książkę, aczkolwiek gdyby ten świat miał już od początku jakiś zarys intrygi, jakieś kwestię nie do końca wszystkim znane byłabym o wiele bardziej zaintrygowana. Poza tym prostota całego tła słowiańskiego objawia się w bestiach. Feliks wybiera się na kilka wypraw, jednak cały czas łapie te same potwory. Więc tych stworów jest... pięć? Może dziesięć. Poroniec, bezkost, diabelski pies, demon, potępieńce, bezcieniści, upiory i właściwie to byłoby już wszystko. Rzadko też dostajemy czynniki, które złożyły się na powstanie i rozwój czegoś. Nie wiem czy bezcieniści (jeśli tak w ogóle się nazywają, bo mogłam przekręcić nazwę) rodzą się niemowami czy to jakaś kara. W większości przypadków nie mam też pojęcia, czy potwory są tu kimś, kto się taki rodzi, czy może kiedyś byli to normalni ludzie. 


Najbardziej przeszkadzał mi jednak brak dynamizmu pomiędzy postaciami. Porównując zachowanie bohaterów z pierwszych stron a ostatnich, mogłabym spokojnie osądzić, że są tacy sami. Magda i Feliks mają cały czas mniej-więcej te same stosunki emocjonalne - on się martwi, chce ją chronić (co jest zarysowane dość sztywno), ona należy raczej do typu, który się obraża i, i tak zrobi po swojemu. Moja sroga ocena płynie głównie z tego, że cały czas widziałam ,,Żniwiarza'' jako serial - miało to swoje plusy, ale także minusy, bo widząc ogromny potencjał, jaki płynie z kwestii rodzinnych między bohaterami, nie mogłam nie zauważyć, jak autorka spaprała sprawę całej dramaturgii, bo nawet jeśli gdzieś w oddali grasuje morderca (a my o tym doskonale wiemy) to bohaterowie są nam tak odlegli, że właściwie nie obchodzi nas czy przeżyją. Po prostu biernie obserwujemy dwie strony obstawiając, kto wygra.  


Do zarzutów dopisałabym też dialogi - szczególnie w pierwszej części bywają one mocno nienaturalne, a bohaterowie ,,wybuchają'' w różnych, czasami nieco randomowych momentach.  No i ciekawią mnie dwa aspekty fabularne. Po pierwsze, jest scena, gdzie żniwiarz dostaje nowe ciało, które umarło wskutek wypadku samochodowego. Owy żniwiarz wychodzi z samochodu, po czym próbuje się dostać do swojego środowiska, rodziny... Do tego momentu  jest wszystko w porządku, ale co później? Skoro był wypadek to, ktoś powinien wcześniej czy później zadzwonić po policję i skontaktować się z właścicielką samochodu, a rodzina powinna jej szukać, co w dobie kamer nie jest znowu aż tak trudne. I nie mówię tu tylko o tym jednym przypadku, ale także o wszystkich innych wcieleniach żniwiarzy, które tutaj nie były opisane. Jak to możliwe, że nikt nigdy nie zauważył, że zginął mu (na przykład) brat? To mnie mocno ciekawi. Podobnie zresztą mam z ulicznym monitoringiem zwanym staruszkami. Społeczeństwo w ,,Żniwiarzu'' dzieli się na dwie części - starcy wierzący w słowiańskie stwory i młodzi, którzy z niczego nie zdają sobie sprawy. Zadziwiające jest to, że przez całą książkę nie ma żadnego niedowiarka, żadnych problemów związanych z niewiarą w potwory. Wszystko szło Feliksowi zbyt gładko.

Z recenzji wynika jakby czytanie tej książki było drogą przez mękę, ale nie było tak źle. Lekturę czytało się błyskawicznie (głównie przez mnóstwo dialogów), fabularnie również było w porządku i choć minusów jest sporo to widzę dużą szansę na poprawę w kolejnych tomach.


Po przeczytaniu książki uznałam, że nie jest najgorsza, ale do najlepszych również nie należy, jednak im więcej czasu upływa od jej przeczytania tym znajduje więcej minusów. Przeczuwam, że drugi tom może być o wiele lepszy, jednak czy się za niego zabiorę? Niewykluczone, ale raczej nie prędko.

Wskazówki wydedukowane z myślą o łowcach potworów.
Tytuł: ,,Żniwiarz. Pusta noc''
Autor: Paulina Hendel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432 stron


Komentarze

  1. Chciałam przeczytać tę książkę, ale po Twojej recenzji raczej zrezygnuję. Jest wiele o wiele lepszych książek, nie chcę tracić czasu na coś takiego. A szkoda, bo zapowiadało się świetnie.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale okładka jest oryginalna... szczerze to tylko z tym kojarzyłam tę książkę. Nie miałam pojęcia że to o słowiańskim świecie... dzięki, że mnie oświeciłaś. Nie mam pojęcia czy zaciekawi mnie ta powieść, może dla mojej siostry?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładka jest bardzo pomysłowa, ale znów nie tak ładna, żeby kupować dla samego wyglądu :D

      Usuń
  3. Na razie nie za bardzo ciągnie mnie do "Żniwiarza".

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po przeczytaniu stwierdziłam, że szkoda mojego czasu na kolejny tom. Skusiłam się na tę demonologię słowiańską. Był cudowny pomysł, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia :D
    Erica Kripkego w spódnicy - nie słyszałam tego określenia :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz