Czy aby na pewno jest to thriller? / ,,Bad Mommy'' Tarryn Fisher

,,Bad Mommy'' w ostatnim czasie widzę dosłownie wszędzie, jednakże historia pokazuje, że można być w każdym zakątku internetu oraz na każdej wystawce i zbierać jednocześnie bicze od recenzentów - potwierdzi to choćby Grey. Przy Złej Mamie jest nieco inaczej, bo gdzie nie spojrzałam to widziałam krzyki aprobaty. Szkoda tylko, że opinie okazały się wystawione nieco na wyrost.


Po pierwsze musimy sobie ustalić, że to nie jest zła książka - jest okey, dlatego spokojnie mogę powiedzieć, że to dobra powieść psychologiczna, bo określenie thriller jakoś nie przechodzi mi przez klawiaturę, przy pozycji, która ani na moment nie była straszna, nie wzbudziła dreszczyku emocji, ani co najśmieszniejsze, nie mogła bazować na elemencie niepewności, bo od razu podała nam na tacy obsesję Fig oraz jej przyczynę. I właśnie w tym tkwi pewien problem.  Tarryn już na pierwszych stronach przyznała czytelnikowi, że Fig poroniła, a dzięki wróżce wierzy, że jeszcze spotka się z ,,duchem swojego dziecka''. Według urojeń bohaterki owy duch znajduje się właśnie w ciele kilkuletniej Mercy, czyli córki tytułowej Złej Mamy i jej męża Dariusa. Fig wprowadza się obok szczęśliwej rodzinki i zaczyna mieszać w ich życiu - przynajmniej takie wydarzenia zwiastuje obietnica z okładki. I tutaj na chwilę się zatrzymajmy z rozwojem fabuły, bo ważna jest budowa książki oraz narracja, którą autorka podzieliła między trzech bohaterów. 

Nie jest to narracja naprzemienna, gdzie co rozdział do głosu dochodzi inna postać. ,,Bad Mommy'' zostało podzielone na trzy części; pierwsza należy do Fig, druga do Dariusa, a trzecia do Jolene. Mam bardzo ambiwalentny stosunek do takiej formy; z jednej strony wprowadzenie czytelnika do historii poprzez Fig stawia sytuację bardzo klarownie, jednakże pozostaje ten ciągły aspekt niepokoju. Uważam, że gdyby tak zmienić nieco kolejność historia mogłaby nieco zyskać, bo wtedy wszystko byłoby nieco enigmatyczne, a czytelnik czuł grozę na myśl, do czego posunie sie bohaterka - w formie, na którą zdecydowała się Tarryn bardzo brakuje mi takiego elementu.

Poza tym obsesyjne zachowania Fig nie były tym, czego oczekiwałam. Jej postępowanie bardzo często przypominało nieco upierdliwą sąsiadkę, która chcę za wszelką cenę przyjść na kawę i pogadać o dzieciach. Zawiodłam się z tego powodu, głównie dlatego, że opis zwiastował nieco więcej - bardziej mrocznie, niebezpiecznie - a tutaj te zachowania, choć niepokojące nie przybrały tak na sile.  Co ważniejsze byłam pewna, że te wszystkie urojenia z dnia na dzień będą coraz bardziej się nasilać, a tak naprawdę nie dało się tego ani trochę odczuć. Niby Fig upodobniała wyposażenie swojego domu coraz bardziej do dekoracji sąsiadki, lecz taki schemat działań w mniejszej skali przedstawiony był już przy pierwszym spotkaniu, kiedy to bohaterka skopiowała buty Złej Mamy. Tarryn nakreśliła obraz, jakby uczucia kobiety w dniu poznania Złej Mamy i te po miesiącach rzekomej przyjaźni były takie same. Mogłabym nawet powiedzieć, że w późniejszych rozdziałach sama Fig trochę straciła wzrok z swojego celu, dla którego zdecydowała się w ogóle zamieszkać obok tej rodziny. Najpierw fascynowała się dzieckiem, później jej zainteresowanie spoczęło głównie na Dariusie.  

Jeśli mowa już o mężu Złej Mamy, należy poruszyć kwestię seksualności w książce. Gdy sama zastanawiałam się nad zakupem tej pozycji wyczytałam w pewnej recenzji, iż dużo tutaj scen erotycznych, które mogą zniesmaczyć odbiorcę. Autorka tego wpisu miała rację, ale tylko poniekąd, ponieważ samych zachowań z podtekstem erotycznym bądź sprośnych aluzji było sporo (głównie w części pisanej z perspektywy męskiej), jednakże ważne jest to, że Tarryn nie opisywała takich sytuacji, co z kolei nie przyczynia się na odbiór książki negatywnie, gdyż przez natężenie wspomnień o czynnościach seksualnych nie mamy wrażenia, jakby Fisher traktowała te kwestie pobieżnie, a przez brak szczegółowych opisów książka nie staje się erotykiem i nikt nie jest zdegustowany.


Jak wspominałam nie jest to pozycja zła, bo od początku do końca trzyma równy poziom i pomimo defektów wciąga. Tarryn zarysowała ciekawych bohaterów o całkiem odmiennych stylach życia, gdzie każdy miał swoje małe dziwactwa. Jednocześnie autorka zgrabnie pokazała w każdej z narracji, co stanowi priorytety dla danej osoby. Niebywale podobała mi się perspektywa Fig, ponieważ właśnie w tych rozdziałach został najlepiej pokazany tok myślenia chorej - to, jaka jest podejrzliwa wobec innych, jak mylnie interpretuje oraz zagina wydarzenia, aby pasowały do jej opinii. Dlatego też, jeśli ktoś lubi wszelkie książki z wątkami psychologicznymi to w ,,Bad Mommy'' będzie miał przystępnie opisane oraz rozwinięte zagadnienie osobowości paranoicznej. Głównie dzięki psychologii (choć nie ukrywam, że i lekki, przyjemny styl pisania odbił tu swoje piętno) podczas czytania cały czas byłam ciekawa, co jeszcze się stanie, czy będzie jakiś element zaskoczenia, a przede wszystkim interesowało mnie zakończenie, bo każdym zdawał się nim być zaskoczony.

Przyznam jednak, że ta oczekiwana końcówka była największym rozczarowaniem, aczkolwiek nie z powodu tego, że była wybitnie zła - po prostu wszyscy zapowiadali wstrząs na koniec, a zupełnie tego nie doświadczyłam. Jasne, nie spodziewałam się tego jednego konkretnego zdania na samym końcu, ale ten jeden wers nie oczarował mnie na tyle. To nie było coś, po czego przeczytaniu mówisz: ,,O cholera, te zdanie sprawiło, że już rozumiem co się działo w tej książce. Teraz wszystko ma sens!''. Te niby super zakończenie stanowiło (dla mnie) raczej ciekawostkę, a nie aspekt, który doprowadził do tego, bym całkowicie inaczej spostrzegła wydźwięk lektury czy jej wartość.

Zmierzając już do końca, powtórzę ponownie, że nikomu nie odradzam tej pozycji, bo miło z nią spędziłam czas i pewnie przez całą otoczkę oraz niezbyt popularną tematyką nawet zapamiętam fabułę, jednakże jest to jedna z tych książek, które poległy w walce z własną reklamą i szumem wokół siebie. Gdybym oceniała pozycje według skali od zera do okrągłej dziesiątki to ,,Bad mommy'' ulokowałabym, gdzieś w okolicach siódemki, przechylającej się w stronę szóstki. 

Komentarze

  1. Jak ludzie za bardzo wychwalają jakąś książkę, to ja zawsze robię się podejrzliwa, bo zwykle taka książka okazuje się średnia, albo jeszcze gorzej, słaba :) Dobry marketing potrafi zdziałać cuda. Zastanawiam się nad Bad Mommy właśnie przez ten wątek psychologiczny, ale kiedy i czy sięgnę, to nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli zakończenie okazuje się rozczarowaniem, to cała książka może momentalnie stracić strasznie na wartości :( Ja i tak Bad Mommy przeczytam, ponieważ jestem jej ciekawa, zwłaszcza że Margo niesamowicie mi się podobało. Jednak dobrze jest przeczytać recenzję z odrobiną krytyki, żeby nie nastawiać się na wybitną lekturę :D

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  3. To kompletnie nie książka dla mnie, a Twoja recenzja tylko mnie zniechęciła. Uważam, że historia jest trochę naciągana, a opis całkowicie nie zgadza się swoim "klimatem" z tym, co tutaj napisałaś. No cóż :/
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, Patty z bloga pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, klimat opisu a książki to dwie kolosalnie inne rzeczy.

      Usuń
  4. Jakoś w ogóle nie potrafię przekonać się do tej książki. Wiele o niej słyszałam, jednak wydaje się nie trafiać w mój dość szeroki gust czytelniczy. W dodatku po Twojej recenzji odniosłam wrażenie, że powieść jest najzwyczajniej w świecie nudna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nudna może nie, ale nie tak spektakularna jak zwiastowałby opis.

      Usuń
  5. Pomimo dość słabych recenzji jednak sie skuszę ;) może przez tytuł i okładkę które mnie pociągają ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat spotykam się z recenzjami pełnymi ochów i achów, ale pewnie wszystko zależy od tego, do kogo się akurat zajrzy.

      Usuń
  6. Może kiedyś się przekonam. Margo bardzo mi się podobała. Zdecydowanie chciałabym zapoznać się i z tą pozycją, ale w swoim czasie.
    pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko i córko, Doma! Uwielbiam twój styl piania, serio <3
    Ej, ale książki Fisher generalnie są głośno reklamowane, a wcale nie jakieś wybitne :D Ja tam od samego początku nie miałam jej w planach, bo jakoś mnie odpychało właśnie to, że gdzie bym nie wlazła, tam czaiło się Bad Mommy i w sumie nawet mimo tych kilku ale, mam wrażenie, że wymienione przez ciebie wady w mojej opinii by przeważyły. W sensie mnie by to drażniło bardziej, jak się znam XD
    Tak więc bez wyrzutów sumienia daruję sobie Złą mamę ;)

    Buziak!
    Q.

    Otwórz Drzwi do Innego Wymiaru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łechtasz mi za każdym razem ego, gdy tak mnie chwalisz :D

      Usuń
  8. Książkę mam w koszyku do kupienia, bo muszę przyznać, że naprawdę jestem jej ciekawa, jednakże nie nastawiam się na "Wow", tylko na lekturę na odstresowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im mniejsze oczekiwania tym będzie można się bardziej zaskoczyć ;)

      Usuń
  9. Potwierdzam, że ta książka jest na językach u tak co drugiego blogera. Mnie jakoś nie rusza ta pozycja, nie odczuwam jakiejś wielkiej ochoty do żeby przeczytać tę książkę. Może i nie przeczytałam jeszcze tej książki, ale tak jakoś brakuje mi w niej czegoś. Może się dowiem kiedyś co to za coś. ;)
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  10. "o czynnościach seksualnych" - nie wiem czemu, ale strasznie mnie to rozbawiło xD
    Łeee, wiedziałam od początku, że tak będzie z tą ksiązką.
    Wiesz o tym dobrze, że tym wszystkim przed-pra-pra-pra-premierowym recenzjom ni cholery nie wierzę. Zwłaszcza teraz, gdy SQN ciut zmieniło swoją politykę promocji.
    No więc po raz kolejny miałam nosa :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Może kiedyś... chociaż recenzja przez brak zachwytów mnie dużo bardziej przekonała niż te wszystkie pochlebne :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Wreszcie recenzja, z którą mogę się zgodzić! To prawda, "Bad Mommy" jest niezłą książką, ale te wszystkie zachwyty nad nią są moim zdaniem nieco przesadzone. :)
    Buziaki!
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Bez serca”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyi obie nie łapiemy tego kółka adoracyjnego :D

      Usuń
  13. Mam mieszane uczucia co do tej książki, jeszcze nie jestem zdecydowana czy po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz o niej czytam. Na mój gust może być ciekawa. KIedyś chętnie przeczytasm ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Im bardziej krytykujesz tę książkę, tym większą mam ochotę na jej przeczytanie XD. Po cichu jednak liczę, że mi się spodoba, a jak nie to wiesz, zapraszam na kawę i wtedy sobie razem pohejtujemy :D

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być jakiś szampanik czy coś? Nie przepadam za kawą :P

      Usuń

Prześlij komentarz