,,Confess'' Colleen Hoover

Z tym wpisem mam jeden zasadniczy problem... Zabrałam się za niego od dupy strony, próbując najpierw napisać recenzję na telefonie, co było największym błędem w historii recenzowania na tym blogu, a później jeszcze ratować jakoś te wypociny, co także ani trochę się nie udało. Teraz witam was w tekście o ,,Confess'' pisanym po raz trzeci.

Na początku muszę przede wszystkim przyznać, że jestem wielką fanką Colleen, bo mając te dwanaście-trzynaście lat uwielbiałam czytać jej romanse, gdzie chłopcy zawsze byli kreowani na tych czułych, opiekuńczych, a przez wiele tajemnic również fascynujących. Teoretycznie powinnam przyjąć tę autorkę z otwartymi ramionami oraz bukietem białych róż, gdyż czerwone stały się już trochę przereklamowane, jednak w rzeczywistości obawiałam się ,,Confess'', bo po pierwsze ostatnie książki Hoover - ,,Never never'', ,,Ugly love'' - były najdelikatniej mówiąc przeciętne, a wszystkie inne romanse, często popadały w sidła własnego gatunku stając się nudnymi czytadełkami, przez co rzadko kiedy czytałam jakiś romans, który podobałby mi się w stu procentach, tak jak kiedyś choćby ,,Maybe Someday'' tej autorki. Trudno jednoznacznie określić czy było to dobre spotkanie.


,,Confess'' po angielsku znaczy tyle co spowiadać się bądź też wyznawać i tytuł ten idealnie pasuje do fabuły. Auburn w prologu jest piętnastoletnia nastolatką, która żegna się z umierającym chłopakiem. Natomiast w pierwszym rozdziale widzimy tę samą bohaterkę tyle, że starszą i zmagającą się z całkiem innymi problemami - brakiem pieniędzy. Dziewczyna znajduje dziwne ogłoszenie, a już kilka minut później poznaje Owena - przystojnego, kreatywnego malarza, który zapłaci jej wysoką stawkę, jeśli ta zgodzi się pracować dla niego podczas wystawy, którą organizuje. I własnie na Owenie zaczęłabym moje pierwsze ochy, chociaż nie będzie ich zbyt wiele. Chłopak oczywiście ma piękne oczy, bo nie obyło się bez tego typowego elementu, ale bardziej od jego wyidealizowanego wyglądu oraz tajemnic, które najwyraźniej w jakiś sposób pociągają Hoover, Owen zainteresował mnie swoją sztuką, na której notabene ani trochę się nie znam. Obrazy po prostu mi się podobały - tyle. Mogę za to porozwodzić się nieco o oryginalnym pomyśle, gdyż Owen maluje obrazy zainspirowane anonimowymi wyznaniami, które ludzie mogą wrzucać do skrzynki zamontowanej przy jego pracowni i jednocześnie mieszkaniu. Podobało mi się to jak diabli.  

Wracając jednak do wątku miłosnego między Auburn i Owenem, bo to powinno stanowić centralną część książki nie jest to coś, co łatwo mi ocenić. Z jednej strony mam ochotę trochę ponarzekać na idealnych bohaterów, w których  ma nic, czego już by nie było, gdzieś wcześniej, nienaturalne dialogi, gdzie każda wypowiedź kończy się imieniem rozmówcy (,,To ma sens, Auburn'', ,,Nie jest dobrze, Owenie'', ,,To dobrze, Owenie'', ,,To dużo za dużo, Owenie''). Z drugiej strony medalu nie były to postacie papierowe czy takie, przy których nie można wytrzymać, bo są tak irytujące. Mogłabym nawet powiedzieć, że jako para wzbudzili moją sympatię, do tego stopnia, że kibicowałam im, by ich plan nie spalił się na panewce, a przy moich wymaganiach to już całkiem sporo. Poza tym zdaje sobie sprawę, że ten romans wypada bardzo dobrze w świetle wszystkich innych książek tego pokroju, choć jedno trudno wybaczyć Colleen - potraktowanie  tak płytko bohaterów drugoplanowych.

Autorka zrobiła z nich karykaturalnie stworki; większość z bohaterów można właściwie określić jedną cechą i to by wystarczyło, aby oddać ich charakter, dlatego też postacie ,,Confess'' nie wydają się osobami, a przedmiotami, które pełnią określone funkcję. Najbardziej to widać przy sztampowym wątku zazdrośnika. Zazdrośnik to taki facet, który może być byłym chłopakiem, bratem byłego chłopaka albo randomowym kolesiem, podkochującym się w głównej bohaterce tylko po to, aby nieco namieszać w jej życiu. Jakby było mało w ,,Confess'' można wywnioskować, kto będzie grał tę rolę od razu, gdy tyko pojawia się ta postać. Jeśli komuś jeszcze jest mało klasycznych zagrań, Colleen zrobiła z zazdrośnika gwałciciela, buca i człowieka lekko chorego na umyślę, co w młodzieżówkach wydaje się być wręcz ikoną zazdrosnych mężczyzn.   

Dlatego też uważam, że najnowsza książka Hoover stoi pomysłem i to nie tym pomysłem fabularnym na zdarzenia dotyczące pary głównych bohaterów, tylko wszystkim, co związane z sztuką Owena i punktem wyjścia dla całej historii. Cały segment z sztuką będę na pewno miło wspominać, tym bardziej, że z obrazami w książkach często jest ten problem, że nie są zbyt dobrze opisywane, więc jak po grudzie człowiek wizualizuje sobie dany obiekt; szczególnie bywa to uciążliwe, przy malowidłach nowoczesnych, gdzie sam artysta nie do końca potrafi powiedzieć, co przedstawia jego obraz. Colleen przełamała tę barierę używając prawdziwych dzieł angielskiego artysty - Danny'ego O'connor'a. Są to też jedne z nielicznych obrazów, po których obejrzeniu spokojnie mogę stwierdzić, że taki obraz powiesiłabym u siebie w domu i z tego powodu na długo zapamiętam ,,Confess''.


Wymieniłam tu kilka wad tej książki, lecz mimo to mogę wam ją polecić z jednego prostego powodu - podczas czytania nie zwraca się na nie uwagi. Jest to pozycja typowo lekka, odprężająca, którą czyta się natychmiastowo i zapewne równie szybko zapomina. Coś dobrego na kaca, ale na pewno nie pozycja, którą trzeba przeczytać.

Komentarze

  1. Ja niestety co chwilę wychwytywałam błędy, ale starałam się tym nie przejmować, bo Colleen uwielbiam, więc chciałam się zachwycać. Obrazy były cudne, a dialogi zresztą też <3
    Chyba wrócę jeszcze do tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto sięgnąć, muszę zdobyć
    pozdrawiam
    Tomek z http://mocrecenzji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka wciąż jest przede mną. Mam słabość do Collen, więc sądzę, że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A czytałaś "November 9"? Moim zdaniem to jej najlepszy romans :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie ta historia była niezwykła :) Hoover zawsze potrafi mnie zaskoczyć.

    goszaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa recenzja oraz blog. Świetny styl pisania oraz umiejętność przekazania swoich uczuć!
    Zapraszam do siebie:
    iskraczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam ani jednej książki Hoover i chyba się to nie zmieni, bo to po prostu nie moja stylistyka, a romansideł, nawet tych mniej sztampowych, unikam jak ognia. W każdym razie motyw sztuki też mnie zainteresował i jeśli wszystkie przedstawione obrazy są takie jak te, które pokazałaś, to również chętnie powiesiłabym sobie któryś z nich na ścianie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim zdaniem - jedna ze słabszych w dorobku Hoover, ale zgadzam się warto przeczytać. Wydanie piękne, obrazy cudne - tylko czemu taka krótka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię tej autorki i nie sięgam po jej książki, więc i ta nie jest dla mnie.
    Pozdrawiam
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/07/chopak-z-innej-bajki-bierz-i-czytaj.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja z kolei czytałam trzy powieści Hoover ("Hopeless", "Losing hope" oraz "Maybe someday") - były to ciekawe spotkania, ale nie zapadły w mojej pamięci na długo. To były takie historie do przeczytania na jeden raz, więc ja akurat fenomenu tej autorki nie odczułam, zatem raczej nie sięgnę po "Confess".

    OdpowiedzUsuń
  11. Tej autorki czytałam jedynie "Maybe someday", jednak książka nie zwaliła mnie z nóg, ale też nie była najgorsza. Mimo wszystko daję autorce szansę i chętnie sięgnę po Confess

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam już 3 powieści Hoover i z przyjemnością sięgnę po kolejną :D
    Zapraszam :)
    https://bookawayoflife16.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam już trzy powieści Hoover i z przyjemnością sięgnę po kolejną
    Zapraszam :)
    https://bookawayoflife16.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Mam ogromną słabość do autorki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak już wiesz, albo i nie...choć mam nadzieję, że wiesz, bo trąbię o tym na okrągło - ja Hoover nie trawię. Cały ten szał na nia mnie po prostu odstrasza. Wszyscy się nią zachwycają, a wątpię, żeby jej książki były inne niż te wszystkie młodzieżówki :P Tak więc ja jej książką mówię stanowcze nie. Choć jeśli kiedyś miałabym już jakąś jej ksiązkę czytać to właśnie tę. Kaszel kaszel *wcale nie z powodu okładki i wydania* kaszel kaszl xD
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo podobało mi się "Hopeless" tej autorki więc myślę, że sięgnę po "Confess" z czystej ciekawości.:)
    http://zaczytanapielegniarka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Wydanie jest przepiękne, również obrazy umieszczone w książce bardzo mi się podobają... I to by było na tyle jeśli chodzi o pozytywne elementy. Niestety według mnie to jedna z najsłabszych książek autorki. Nie porwała mnie, a wciśnięcie tu motywu zakochanych prawdziwą, głęboką miłością piętnastolatków to według mnie nieporozumienie :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz