środa, 12 kwietnia 2017

,,Mr. Robot'' czyli sztuka pokazywania czegoś pozornie nudnego. / Serialowy kącik #4

,,Mr. Robot'' to nie tylko niestandardowe ujęcia, niespotykana tematyka, ale także kawał intelektualnego kina, po którym można mieć niezłą ''schizę''. Elliot Alderson to bohater zbudowany z niezwykle popularnych przymiotów - aspołeczny narkoman uważający, że nie ma problemu z odstawieniem, a na dodatek haker. Dużo się zmienia, gdy poznaje tytułowego Mr. Robota, który chcę go zwerbować do grupy hakerskiej. Z kolei ta za cel obrała sobie największy konglomerat, który niegdyś bez mrugnięcia okiem zdecydował o śmierci m.in. ojca Elliota, gdyż zataił informację o zbyt dużym stężeniu szkodliwych substancji w jednej z fabryk.


Zanim przejdę do kwestii, które całkowicie mną zawładnęły musimy przebrnąć przez nudny początek, czyli pilot oraz następne trzy odcinki. Właśnie tyle minęło zanim naprawdę serial zrobił na mnie wrażenie. W tym wstępie posiadającym wiele dłużyzn dostrzegłam niekonwencjonalne ujęcia całkowicie sprzeczne z podstawowymi zasadami kręcenia - postacie w kątach kadrów, natomiast 3/4 miejsca wokół nich to przytłaczająca przestrzeń. I choć doceniałam piękno zdjęć to jednak cały czas zachodziłam w głowę jak to zrobiło taką furorę. Dlatego też jest to produkcja dla wytrwałych.

Po tych kilku mdłych epizodach wciągnęłam się jak głupia. Dlaczego? Po pierwsze: narracja z perspektywy Elliota, któremu lepiej nie ufać. Za pomocą narracji Sam Esmail (reżyser) potrafi nieźle namieszać w głowie. Anderson podaje przekręcone nazwy instytucji, której nienawidzi, zwraca się do widza jak do swojego wyimaginowanego przyjaciela, co burzy czwartą ścianę, a ponad to jesteśmy świadkami jego naprawdę dziwnych halucynacji po narkotykach. Elliot zauważa też wszystko to czego my codziennie zdajemy się nie widzieć - sztuczność, władzę marek nad człowiekiem i cały ten syf wokół. Mimo brania morfiny i niezbyt towarzyskiego usposobienia, Elliot ma serce po właściwej stronie, co sprawia, że można mu z uśmiechem kibicować... albo współczuć.


Po drugie: hakowanie. Nie jestem całkowitą nogą z informatyki, ale aby cokolwiek samodzielnie zhakować potrzebowałabym tysiąca lat świetlnych nie będę więc udawać, że znam się na tym całym procesie, jednakże wiele osób ''siedzących w branży'' mówi jedno; ten serial naprawdę pokazuje jak wygląda hakowanie. Jasne, na ekranie wszystko dzieje się nieco szybciej, a niektóre dane ze względu na bezpieczeństwo są podane błędnie (adresy IP), ale jednak hakowanie nadal jest tym samym mechanizmem. Esmail zatrudnił nawet specjalną osobę do sprawowania pieczy nad poprawnością komputerowych trików.

Zagadnienia hakerskie to jedno, ale twórca posunął się też do rozwiniętego wątku psychologicznego. Wyszło mu to cudownie, głównie przez zaskakiwanie i zwodzenie widzów. Nigdy do końca nie wiesz czy to realia, czy też pokrętna wyobraźnia Elliota. Taki zabieg ciekawie pokazuje jak człowiek subiektywnie przetwarza informacje. W końcu to właśnie robi haker, przetwarza informacje na swój sposób. Rzeczy istotne dla niego, nie są takie dla innych, więc całkowicie odmiennie je ''przefiltrowuje'', o czym ładnie powiedział w jednym z epizodów Elliot; 


To pytanie nie tylko dla umysłu, ale dla oczu i uszu. Ale czy to nie to samo? Czy zmysły nie są czujnikami dla mózgu? Jasne, polegamy na nich, ufamy, że trafnie odzwierciedlają otaczający nas świat, ale co jeśli tak nie jest? Jeśli to, co postrzegamy, nie jest prawdziwym światem, tylko przypuszczeniem naszego umysłu? Jeśli wszystko, co mamy, to tylko zniekształcona rzeczywistość, zamazany obraz, którego nigdy w pełni nie zrozumiemy.



Coś co chciałam pochwalić na samym początku to aktorstwo. Christian Slater... Nie wiem nawet co dodać; gość ma taką charyzmę grając Mr. Robota, że nie wiem co robił przez całe życie, że go nigdzie nie widziałam. Z drugiej strony nie wiele straciłam od strony wizualnej, bo to typowy aktor spod znaku im starszy tym lepszy. Jeśli nie wierzycie mojemu osądowi to Złoty Glob zgarnięty przez Slatera za tę rolę może potwierdzić, że był rewelacyjny. Oczywiście oprócz tej jednej kreacji  jest też Remi Malek (główny bohater). Co ciekawe jak na publiczną telewizję, facet ma interesującą urodę i gra całkiem dobrze mimo niełatwej roli. Fobie, wycofanie, stany lękowe czy przedawkowanie to tylko niektóre reakcje, które muszą być przez niego odegrane.

Oprócz gry aktorów istotne jest też dobre rozpisanie postaci tak aby zainteresowały, a najlepiej jeszcze zaskakiwały. W ,,Mr. Robocie'' podoba mi się fakt, że bohaterowie nie są traktowane po macoszemu. Każdy ma swój czas ekranowy, który pokazuje ich problemy, życie prywatne i pozwala przechodzić pewną ewolucję. Nie są to też postacie robione od linijki, czyli pełne schematycznych rozwiązań. Jasne, Sam Esmail pokazuje pewien przekrój postaci - muzułmanie, homoseksualista, zwykła dziewczyna o wybuchowym temperamencie, ale nie są to charaktery wpisane na siłę, nie są też sztampowi. Homoseksualista nie równa się tak dobrze znanej z innych show ekspresji, a muzułmanka nie musi być cichą myszką, nie potrafiącą się nikomu przeciwstawić.


Już wcześniej napisałam o cennych uwagach Elliota (i nie tylko), teraz przydałoby się rozwinąć ten atut. Kilka przykładów:

Prawdziwa odwaga polega na byciu uczciwym wobec siebie. Zwłaszcza, gdy jest to trudne.

A ty jesteś prawdziwy? Cokolwiek tutaj jest? [...] Syntetyczne emocje w pigułkach, wojna psychologiczna w formie reklam, wpływająca na umysł chemia zwana jedzeniem, pranie mózgu przez media, odizolowanie się i ucieczka w media społecznościowe. ''Prawdzie''? Chcesz gadać o tym co jest prawdziwe? W tym stuleciu nie byliśmy nawet blisko tego, co prawdziwe. Wyłączyliśmy to, wyjęliśmy baterię wyrzucając pozostałości do wiecznie rosnącego śmietnika ludzkiego stanu. Mieszkamy w domach oznakowanych przez korporację, skaczących nam do oczu poprzez wszechobecne bilbordy, spychając nas w największy hipnotyczny sen w historii ludzkości. By znaleźć coś realnego trzeba kopać naprawdę głęboko. Żyjemy w imperium bzdur. [...] Jestem równie prawdziwy co burger w restauracji.

Świat jest niebezpiecznym miejscem, Elliocie, nie z powodu tych, którzy czynią zło, ale z powodu tych, którzy widzą zło i nic nie robią. 


Podsumowując, ,,Mr. Robot'' nie jest produkcją dla każdego i z pewnością nie zachwyca od pierwszej minuty (chyba, że mówimy o doznaniach estetycznych). Mimo to jest serialem wyłamującym się z sztywnych ram; kadry wyglądają tu inaczej, postacie nie wpisują się w żadne zasady, a problem chorób psychicznych ugryziony jest z całkiem innej strony.

Ps. Zdradzę, że to pierwszy serial po którym załapałam tzw. kaca. W sumie nadal się z niego zbieram, odliczając jednocześnie dni do trzeciego sezonu ,,Mr. Robot''.

Ps2. Lubicie takie cięższe, ambitniejsze klimaty w serialach?  Czy może wspominane wątki choćby psychologiczne was odstraszają?

6 komentarzy :

  1. Najlepszy jest moment, w którym dowiadujesz się, że aktor grający Elliota grał w Przed świtem XD
    Pierwszy sezon jest mega. Hakerzy, intrygi i jeszcze główny bohater, który ma nierówno pod sufitem. Serial cię zostawia z wielkim mind fuckiem i nie wiesz, czy to się właśnie wydarzyło, czy to jakieś chore urojenia
    Przede mną sezon drugi :D

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz, że w sezonie drugim tych mind fucków może być o wiele więcej!

      Usuń
  2. Ciekawe ;) pozdrawiam
    Tomek z Moc recenzji

    OdpowiedzUsuń
  3. Plusik za dodane cytaty :) Co do serialu, moje osobiste zdanie jest nieco inne - mnie produkcja wciągnęła od samego początku, ale tutaj mogło wypłynąć moje zainteresowanie tematyką hakerską (nie żebym sam się cokolwiek na tym znał) i psychiki ludzkiej. Nie wspomniałaś też o kwestii muzycznej, która moim zdaniem wnosi bardzo wiele do serii. No, i kwestię psychologiczną postawiłbym wyżej w kolejności, bo według mnie to ona buduje fundament serialu (cmon, przecież urojenia Elliota są fundamentem fabuły!)
    Reszta tekstu - jak najbardziej trafna :)

    Poza tematem: zauważyłem kilka zjedzonych przecinków ;)

    Pozdrawiam,
    Łukasz znikąd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zupełnie nawaliłam w kwestii muzyki! Bardzo rzadko skupiam się na brzmieniach w serialach, więc to pewnie dlatego pominęłam ten aspekt, choć zgadzam się, że przy ,,Mr.Robot'' muzyka wymiata (zresztą z tego co pamiętam autor muzyki dostał kilka nagród).

      Usuń
  4. Główny bohater jest kozakiem, aktorsko mistrz. Jednak drugi sezon w ogóle mi nie podszedł. Natomiast pierwszy był wspaniały. Tak jak piszesz, gdy Elliot zrzuca kurtynę, ukazując cały syf ludzki, aż ciary przechodzą. Ciągle jest takie: O kur*a faktycznie!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon .