sobota, 18 marca 2017

Dlaczego mamy tak dużo wersji Sherlocka? / Kilka słów o prawie i jego wygasaniu

Mamy Sherlocka z wampirami, Sherlocka w czasie dzieciństwa, bawiącego się w jednej piaskownicy z Ireną Adler oraz przyszłym złodziejem oraz nastoletniego Holmesa, który zastaje swojego brata z nożem w ręku i denatem na podłodze. Aby było zabawniej na rynku możemy znaleźć także Dracule... Tyle, że zakochanego.

Na co to komu? Ktoś tego chciał? 

Powyższe pytania są pierwszymi, które przychodzą mi do głowy przy kontynuacjach pozycji napisanych całkowicie przez kogoś innego, w innym czasie i o całkiem innym pomyśle. Robienie z psychopaty zakochanego chłopca noszącego kwiaty dziewczynie, albo pomagającego staruszce przechodzić przez pasy nie jest raczej wizją kogoś, kto stworzył daną postać, prawda? Zresztą jest to też bardzo łatwe zdobywanie czytelników. Będąc fanem brytyjskiego detektywna od razu widząc napis ,,Holmes'' nieważne w jakiej konfiguracji, mimowolnie przeczytasz opis. Najczęściej robimy to po to, aby przedłużyć swoją przygodę z danym światem. Szkoda tylko, iż książki spoza kanonu często znacznie różnią się jakością. Trudno konkurować z człowiekiem, który żył ponad sto lat temu i widział epokę wiktoriańską na oczy, kiedy ty wiesz o niej jedynie z czarno-białych obrazków. Z drugiej strony kontynuacje nie dotyczą tylko ''staroci''. Kojarzycie może ,,Pamiętniki Wampirów''? Pierwsze tomy pisane był przez jedna autorkę - L. J. Smith. Później zrobił się bałagan i kolejne części wyszły spod pióra gala anonima, po angielsku jest takie ładne słówko na nich - ghostwriter. Sama nie czytałam serii, jednak spytałam wiarygodnego źródła (pozdrawiam Kasie!), kto lepiej pisał i od razu dostałam odpowiedź - ,,Pfff, Smith''. Możemy więc zaliczyć to jako kolejny dowód potwierdzający tezę, iż oryginalni ojcowie dzieła zawsze będą lepsi.


Pisząc ten post naszło mnie jednak na refleksje, czy te kontynuacje nie są poniekąd takimi wydanymi w formie książki fanfikami? One też do niczego nie są nam potrzebne, a jednak często je czytamy. O zgrozo! Sama niedawno z nudów przeczytałam jedne opowiadanie o Samie i Deanie, będącymi w serialu braćmi. Po jednym ff, otworzyłam drugie, aż w końcu przeszukałam całego polskiego Wattpada i byłam zmuszona zmusić się na czytanie po angielsku - próbowałam też po niemiecku, ale mimo mojej znajomości tego języka przerasta mnie ciągły tekst. Poza tym... Te niemieckie, ciężkie słówka zestawione z miłością są chyba za dużym kontrastem. Zmierzam do tego, że czytanie takich książek to nasz wybór. Nie lubię wampirów w zestawieniu z Sherlockiem, więc nawet tam nie zerkam. Nie lubię Cassa i Deana - omijam. Zostaje tylko jedna kwestia - autentycznego autora. Co z nim? Prawa wygasają po siedemdziesięciu latach po śmierci pisarza, przynajmniej tak mamy w Polsce. No więc po śmierci Stokera, gdy jego ciało już dawno uległo rozkładowi wszyscy mogli stworzyć, własne, alternatywne zakończenia ,,Draculi''. Nie wiem czy chciałabym, aby postać którą kreowałam przez lata nagle znalazła się w jednym worze z jakimiś słabo napisanymi krwiopijcami. Nie, żebym przeczuwała, że kiedyś ktoś będzie chciał cokolwiek mojego przerobić. Chodzi o postawienie się w sytuacji. Myślę, że ociera się to również o kwestie wiary. W końcu realiści mogą powiedzieć - ,,on przecież i tak nie żyje''. Znowu gdy wierzysz w niebo/piekło - ten cały boski przedział to sytuacja również nie jest prosta. Jeśli taki Conan Doyle trafił do któregoś z tych światów (zakładając, że one istnieją) to może czuć się urażony, czyż nie? Jeszcze bardziej urażony się poczuje wiedząc, że kojarzą go tylko przez Sherlocka - sam powiedział, że to będzie jego największa porażka, jeśli się tak stanie.

Przeczytałam dzisiaj świetnie pasujące do tematu słowa pisarza, Johna Marsdena - ,,Jeśli coś kochasz, pozwól temu odejść''. Tyczy się to tasiemcowych seriali, jak i książek, które już dawno skończyły się na jednym tomie. Nikt nie potrzebuje ich odgrzebywania, naprawdę. Pomęczymy się chwilę z kacem, ale lepsze to niż zepsuta wizja idealnego, fikcyjnego świata.


A wy co sądzicie? Może prawo autorskie powinno się nigdy nie kończyć?
Chętnie poczytam wasze opinie

17 komentarzy :

  1. W ogóle - świetny pomysł na post, wreszcie znalazłam jakiś powiew świeżości! :D Strasznie się cieszę.
    Co do tematu - nie rozumiem, dlaczego by skreślać fakt tego odgrzebywania postaci i wplatania ich w nowe realia, nowe sytuacje, angażowanie do nowych problemów, zmuszanie do ponownej analizy.
    To nie rzadko jest bardzo angażujące. Szczerze to nie czytałam nigdy "Sherlocka" - teraz chyba czasem zdarza się w podstawówce, a wtedy gdy mnie uczono był inny program. Dlatego akurat te wariacje nie są mi za bardzo znane. Kocham Roberta Downeya Juniora w roli Sherlocka i jest to chyba mój ostateczny genialny detektyw, raczej do serialowego Benedicta się nie przekonam, choć obejrzałam kilka odcinków, ale należę do tego jednego procentu ludzi, którzy się nie wciągnęli. Moja siostra też xD Chociaż Benedict gra świetnie i nie można temu zaprzeczyć, a ja nawet nie chcę tego robić, to nie przekonał mnie aż tak jak RDJ.
    Lubię wiele wersji różnych opowieści z tymi samymi postaciami, jeśli są dobrze zrobione. Np. film akcji z Abrahamem Lincolnem z motywem przewodnim w postaci wampirów był moim zdaniem nieco lepszy niż ten zrealizowany niewiele później z motywem zombie, ale to może tylko moje uprzedzenia, bo zombie nienawidzę ^^''
    Co do mojej opinii: niektóre historie po prostu są zakończone w odpowiednim momencie i ja sama czułabym się nieswojo, gdyby ktoś próbował takie coś ciągnąć.
    Jednak z drugiej strony autor nie żyje wiecznie, niektóre serie są po prostu pozbawione części dalszej (np. "Intruz" Stephenie Meyer) i jeśli ktoś naprawdę chce się za to wziąć a ma szczere intencje to należy mu się laur.
    Czasami chęć kontynuacji czegoś jest zbyt silny i zbyt nachalny by przejść obok niego obojętnie - tak jak na przekór JK. Rowling odkopano jej skończoną ponoć kilka lat temu opowieść i wykorzystano jej bohaterów do jeszcze jednego przedstawienia. Z dosyć kontrowersyjnym skutkiem...
    Zresztą kontynuacje chciane lub niechciane to nie tylko domena kinematografii czy literatury, ale także szerokopojętych gier na przykład, stale przerabianych, przemycanych z coraz to nowymi elementami - jak taki Wiedźmin 3, który cieszy się popularnością na całym świecie. Tak jak coraz lepsze odsłony Tomb Raidera.
    Wszystko ma dwie strony medalu. Odtwórca zawsze podejmuje ryzyko, spoczywa na nim również spora odpowiedzialność, bo jeśli jego dzieło będzie tym pierwszym, na które wpadnie czytelnik, nie znając pierwowzoru, to później może mieć decydujący wpływ na to, czy ten sam odbiorca do źródła sięgnie.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz śmieszna sprawa, bo gadałam z koleżanką na studiach i ona próbowała mi uświadomić, że Sherlock zrobiony przez Amerykanów to najgorsze, co może być xD Ale ja się nie dałam, jakoś nie umiem się wyprzeć RDJ, który - dla mnie osobiście - bardzo odświeżył tę postać Sherlocka, nadając jej taki szaleńczy, ekscentryczny rys, no i soundtrack z filmu również jest przeboski, zwłaszcza main theme.

      Usuń
    2. Z tego co wiem ,,Sherlocka'' niektórzy czytają w gimnazjum. Przynajmniej ,,Przygody Sherlocka Holmesa'' są w spisie jako nieobowiązkowe, lecz rzadko kiedy faktycznie czyta się te książkę - trochę szkoda, choć z drugiej strony język Conan Doyle'a może nużyć. Ja najpierw obejrzałam Shera, w którego wcielał się Cumberbach, później dopiero zdecydowałam się też zobaczyć Roberta Downeya Juniora i... Sama nie wiem! Obydwoje są świetni!
      Amerykański Sherlock zły nie jest, ale jeśli mówimy o tym filmowym. Serialowy wygląda dość... Kiczowato? Na siłę? Po prostu nie. Tą filmową wersję z RDJ miło wspominam, a szczególnie spodobał mi się tak Watson i jakoś bardziej przypadł mi do gustu niż Freeman.

      Usuń
  2. Zaczęłam czytać "Pamiętniki Wampirów" przeczytałam chyba trzy tomy i dalej jakoś nie mogłam, bo akurat mnie nie zachwyciły, ale moja przyjaciółka przeczytała wszystko i właśnie bardzo się zawiodła na części napisanej przez ghostwriter'a. Chociaż muszę przyznać, że lubię sobie od czasu do czasu poczytać jakieś fanfiction (najczęściej związane z Harrym Potterem), żeby znowu poczuć ten klimat i myślę, że nie ma w tym nic złego dopóki nie są wydawane w formie papierowych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanfiction jasne! Sama - jak wspomniałam - czytam nawet jeśli oznacza to najbardziej absurdalne shippy, ale jak już ktoś przenosi to na papier i wydaje to często nóż się otwiera.

      Usuń
  3. Czasami jakiś temat staje się modny i nagle powstaje wysyp tworów tej tematyce... ja omijam, bo się boję zwyczajnie zawodu i nie chcę marnować czasu. Sztuczne przeciąganie historii często im nie służy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sherlocka uwielbiam i nie wyobrażam sobie czytać kolejnych powieści, które wyszły spod pióra innego autora. Holmes Doyle'a miał swój niepowtarzalny klimat, potrafił wciągnąć do swego świata na całe godziny. Nowych tworów po prostu nie chcę czytać i również jestem zdania, że jeśli coś kochamy, powinniśmy pozwolić temu umrzeć. Tak samo sprawa wygląda z jedną z moich ulubionych serii dzieciństwa - ,,Panem Samochodzikiem" Nienackiego. Oryginałów jest kilkanaście, natomiast obecnie wciąż powstają nowe tomy, nie zawsze udane. Współczesny ,,Pan Samochodzik" to nie to samo. Główny bohater poszedł w odstawkę, a zastąpił go młody pomocnik, uzbrojony w najnowsze zdobycze techniki. Ta seria straciła moim zdaniem swój niepowtarzalny klimat i choć fanfików Holmesa nie czytałam, doskonale potrafię sobie wyobrazić, że tam rzecz ma się podobnie. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Pana Samochodzika'' nie znam, ale przykład bardzo ciekawy i myślę, że adekwatny do wielu bajek. Przypomniało mi się nawet, że ostatnio widziałam zapowiedź nowego Kaczora Donalda, z ciekawości kliknęłam i co widzę? Kwadratowe głowy, wszystko jakieś takie sztuczne, a te małe kaczorki (siostrzeńcy Donalda) z komórami itd. Zero magi, która była w poprzedniej wersji tej bajki, którą swoją droga bardzo lubiłam.

      Usuń
    2. Ja na Panu Samochodziku się wychowałem i pamiętam, że już jako małe dziecko (jakieś 8 czy 9 lat) zdecydowanie odrzuciłem możliwość czytania innych autorów niż Nienacki, który zmarł po stworzeniu chyba 19 części. Mimo, że kochałem tę serię stwierdziłem, że się skończyła i już, mimo, że w księgarni na półce było jeszcze 10 kolejnych książek z serii autorstwa trzech(sic!) innych autorów...

      Usuń
  5. Super :)

    pozdrawiam ciepło Tomek z http://mocrecenzji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że szkoda pozbawiać ludzkość ciągnięcia pomysłów, które były genialne, jak również pisania o kultowych postaciach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba też na to popatrzeć z strony odbiorcy, który po przeczytaniu takiej nieudanej kontynuacji może przyczepić plamkę całej serii, bo niesmak pozostanie.

      Usuń
  7. Jest tak, że te całe kontynuacje spisywane już ręką nie wiadomo jaką raczej nie mają większych szans na sukces. Dlaczego? A to z tej prostej przyczyny, że styl pisania i tok myślenia autora są nie do powielenia. Każde kolejne nawiązanie będzie już tylko nawiązaniem. Niczym więcej. Jakiś tam xyz biorący na warsztat całą schedę po (zakładam) genialnym autorze musi się z jego aurą zmierzyć i albo sili się na kopiowanie albo uderzy w nowe rejestry. W pierwszym przypadku obstawiam wierutną klęskę, w drugim... cóż wszystko zależy od tego, jak genialny jest ów kontynuator. Natomiast czytelnik ma to do siebie, że sam wystawia rachunek autorowi. Po kontynuację zapewne sięgnie, ale w przypadku klapy z jeszcze większym sentymentem będzie co jakiś czas wracał do oryginału. Tak sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak bardzo lubię klasycznego Sherlocka <3 Gdy dowiedziałam się o serialowej współczesnej produkcji, to mocno krzywiłam nosem. Jak to? Przecież Sherlock straci na klimacie itd. krzyczałam! Jednak zmieniłam zdanie! To jedyna taka wariacja która mi się spodobała, nie będąc klasyczną. Inne wersje wampirów Sherlocków w ogóle do mnie nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z Sherlockiem nie miałam z byt dużego do czynienia nigdy. w sumie poza kilkami odcinków serialu. A po przeczytaniu posta mówię otwarcie- szkoda :) Trzeba przełamać lody :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy tylko ja nie potrafiłam skupić się na poście przez gify z ,,Supernatural"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy tylko ja mam żałobę po odcinku 17 :''( ?

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon .